"Przecież pani właśnie rodzi". O wypartych i urojonych ciążach

Anita Klebanowska

Anita Klebanowska

PixabayINTERIA.PL

Klarę Dollan o 4 nad ranem w dniu, w którym miała rozpocząć nową pracę, obudziły bolesne skurcze brzucha. Myślała, że sygnalizują one stres. Za radą matki wzięła paracetamol i złapała autobus do pracy. Ale tam, z powodu bólów, odesłano ją do domu. Urodziła sama, w swoim mieszkaniu w łazience. Sąsiad, słysząc jej porodowe krzyki, wezwał karetkę. Kiedy Klara, tuląc swoją nowo narodzoną córeczkę, zadzwoniła do mamy z prośbą, by przyszła do niej na oddział położniczy, ta w odpowiedzi wykrzyknęła: "Ale przecież jeszcze rano nie byłaś w ciąży!". Wielu, podobnie jak ona, nie może uwierzyć, jak można nie wiedzieć, że nosi się pod sercem dziecko.

"Łatwo jest zdiagnozować ciążę, kiedy się jej spodziewasz"

Nigdy tego nie zapomnę. Byli całkowicie wiarygodni, realnie zaskoczeni, nieco przerażeni. A mimo to, bardzo trudno było mi sobie wyobrazić, by wieloródka nie rozpoznała poruszającego się w sobie dziecka o wadze ośmiu funtów.

Plotki i mity

"Jak mogłam się nie zorientować"

W sierpniu poszłam zrobić wyniki hormonów i umówiłam wizytę u endokrynologa, bo paradoksalnie bardzo chciałam być w ciąży. Wśród znajomych i rodziny mnożyły się wieści o kolejnych ciążach, co mnie tylko bardziej przygnębiało. Zastanawiałam się też, czy przypadkiem nie doświadczam ciąży urojonej, skoro odczuwam jakieś ruchy. Raz tak nawet sobie zażartowałam do męża. Podczas wizyty u endokrynologa opowiedziałam o diecie i o moim pragnieniu zajścia w ciążę. Pani doktor, patrząc na wyniki powiedziała, że przecież jestem w 3. trymestrze. W szoku i nie dowierzając, roześmiałam się w głos.
Ręcznie robione butki dla malucha, które Blanka dostała od znajomych
Ręcznie robione butki dla malucha, które Blanka dostała od znajomychFot. Blankaarchiwum prywatne
decoration

"Przecież pani właśnie rodzi"

Wyprawka przygotowana dla malucha Magdy
Wyprawka przygotowana dla malucha Magdyfot. Magdaarchiwum prywatne
decoration
Nie mogłam wytrzymać z bólu. Mój partner był przerażony, nie wiedział, co się właśnie dzieje. Ja zresztą też. Moja mama, bo wtedy jeszcze z nią mieszkałam, kazała dzwonić po pogotowie. Chłopak zadzwonił, karetka była już po 15 minutach. Ratownik medyczny wpadł do pokoju, przebadał mój brzuch i mówi: "przecież pani właśnie rodzi". Nawet wtedy wypierałam się tego, mówiłam, że to na pewno nie to, że chyba oszalał. I trafiłam na porodówkę. Nawet jadąc już na salę i widząc wzrok mojego partnera, nie myślałam o tym, że jadę rodzić dziecko. Przejmowałam się tylko tym, że za dwa dni miałam iść do pracy, a w najbliższy weekend miałam zajęcia na uczelni, bo akurat zaczęłam studia.

Poród bez... dziecka

Ciąża urojona - nieurojony problem

Kształtować to będą wcześniejsze doświadczenia kobiety, zmniejszona umiejętność radzenia sobie z frustracją, stresem i lękiem, niestabilna samoocena, zmniejszona świadomość siebie oraz swojego ciała, brak celów życiowych, zaniżone poczucie wartości lub wiązanie go ściśle z macierzyństwem, a także brak wsparcia i akceptacji bliskich. Nie bez wpływu mogą być także zmiany hormonalne, stanowiące często część procesu starania się o dziecko