W moim domu nie stawia się na stole alkoholu pod żadną postacią. Nie przez to, że któryś z gości jest tak zwanym alkoholikiem i nie chcemy zaszkodzić mu, wywołując powrót jego uzależnieniowej obsesji, lecz dlatego, że oboje z żoną mamy dużą wiedzę wynikającą z naszego wykształcenia i wykonywanych zawodów. Joanna jest doktorem dietetyki, a wcześniej swoją pracę magisterską poświęciła sposobom odżywiania się osób uzależnionych od alkoholu oraz jego wpływowi na organizm człowieka. Trudno więc sobie wyobrazić, abyśmy bezrefleksyjnie poddali się obowiązującej nadal w wielu domach presji, że podając alkohol gościom, wyrażamy w ten sposób nasz wobec nich szacunek. Czas stawić opór tradycji: gość w dom - alkohol na stole.
Około dziesięć lat temu odbywała się w naszym domu duża rodzinna impreza. Mnóstwo gości, dużo dzieci, smaczne jedzenie, uwijająca się sprawnie w tym rozgardiaszu moja żona, której pomagały jej siostry. Widok jak z wielu domów, gdy jest miło i uroczyście. Wtedy nie wszyscy jeszcze wiedzieli, że zrezygnowaliśmy całkowicie z picia alkoholu. Dopiero przyzwyczajaliśmy naszych znajomych do tej nowej w naszym domu zasady.
W pewnym momencie podszedł do mnie jeden z gości i ściszonym głosem zapytał: "Robert, będzie coś?". Pomyślałem, że pewnie już jest głodny, więc uspokoiłem go, że za chwilkę rozpocznie się wspaniała kulinarna uczta. Lecz on, patrząc na mnie wręcz błagalnym wzrokiem, wyszeptał: "Ale wiesz... nie chodzi o jedzenie, tylko o coś mocniejszego". Odpowiedziałem mu nie wprost: "Wojtku, widzisz tę podłogę w salonie? Ładna, prawda? Drewniana, deski najwyższej próby, pokryte wysokiej jakości woskiem". Otworzył szeroko oczy, nie rozumiejąc, po co mu to opowiadam. Kontynuowałem: "Spójrz teraz na swoje stopy. Co widzisz?". Wojtek, jeszcze bardziej zdezorientowany, odpowiedział, cedząc słowa: "No... mam na stopach buty...". "Widzisz - tłumaczyłem mu dalej - masz na nogach buty, ponieważ nie prosiłem gości, aby je zdejmowali i chodzili po podłodze w kapciach lub na bosaka. Jak sądzisz, dlaczego?". "Nie mam pojęcia!" - odpowiedział już wyraźnie zmieszany. "Bo ciebie oraz wszystkich, którzy zostali zaproszeni, lubię. A skoro lubię moich gości, pozwalam bezkarnie łazić w butach po naszej podłodze, goszczę wykwintnym jedzeniem, to jak mogę was częstować trucizną?". Wyraz jego twarzy pamiętam do dziś.
Tradycja goszczenia gości pod własnym dachem alkoholem została złamana, a mimo to wszyscy byli bardzo zadowoleni i nikt nie składał reklamacji. Nawet przyjazny alkoholowi, nieuzależniony Wojtek.
Czy naprawdę mamy nieustannie z pokolenia na pokolenie przekazywać model opilstwa? Czas to przerwać dla dobra naszego i naszych dzieci.
Mamy coraz większą ekologiczną świadomość, zaczynamy dbać o klimat naszej planety w kontekście cieplarnianym czy o jakość życia zwierząt zarówno dzikich, jak i hodowlanych, co jest chwalebnym działaniem. Uważam, że przemysłowa hodowla zwierząt jest zdehumanizowana w takim stopniu, że przekroczone zostały wszelkie granice przyzwoitości i więcej złego robi dla naszego klimatu niż cokolwiek innego, o czym niezwykle przejrzyście opowiada wstrząsający film dokumentalny Cowspiracy. Tajemnica równowagi ekologicznej środowiska w reżyserii Kipa Andersena i Keegana Kuhuna.
Nie jem mięsa od sześciu lat i zauważyłem same pozytywne zmiany, z których spadek masy ciała jest jedną z mniej istotnych. Warto pomyśleć o człowieku jako żywej istocie sensu stricto, bo jak na razie zajmujemy się wieloma bez wątpienia istotnymi rzeczami, zapominając jednak o samych sobie. Planeta jest ważna, zwierzęta żyjące na niej są ważne, ale warto, abyśmy również szanowali samych siebie. Radykalna zmiana podejścia do alkoholu to jeden z istotniejszych kroków na drodze poprawienia jakości schedy międzypokoleniowej. Każdą tradycję można zmienić, a tę szczególnie warto.
Zacznijmy od tego, że podczas przyjęcia w mniejszym lub większym gronie damy gościom możliwość wyboru. Jeśli koniecznie chcemy postawić na stole alkohol, to nie może zabraknąć na nim - na przykład - wina bezalkoholowego. To ukłon w stronę tych, którzy chcą uczestniczyć w podnoszeniu toastów, ale nie chcą pić trującego etanolu. Kiedy idziemy w gości i nie mamy innego pomysłu na prezent niż zwyczajowa butelka "czegoś mocniejszego", niech zastąpi ją bezalkoholowe wino, rum czy whisky, które w takiej wersji również są dostępne na rynku.
Wszelkie celebracje zwycięstw, awansów, mniej lub bardziej istotnych sukcesów, podczas których dla większości szampan jest niezbędnym atrybutem, warto zastąpić produktem bezalkoholowym. Też będzie z hukiem strzelać korek, też będą bąbelki. Warto sobie zadać pytanie, czy chodzi nam o świętowanie i uhonorowanie czegoś lub kogoś, czy może jednak o otumanienie. Wybór tej czy innej opcji byłby de facto odpowiedzią. Szampan czy wina musujące tkwią w naszej świadomości jako elementy odwiecznych rytualnych bachanaliów. Niech tak pozostanie i tradycji stanie się zadość. Ale jeśli będą bezalkoholowe, wtedy i wilk będzie syty, i owca cała - gdzie wilkiem jest tradycja, a owcą nasze zdrowie.
Fragment pochodzi z książki Alkoiluzja, Roberta Rutkowskiego, Wydawnictwo: Newhomers


