Reklama

Cofamy się do 1970 roku. W czasopismach filmowych z tamtego okresu często ukazywały się krótkie wzmianki o pomysłach i planach twórców na realizację kolejnych projektów. Z jednej strony to mogły być jedynie pierwsze szkice koncepcyjne, które nigdy nie przerodziły się w pracę na planie, z drugiej - pierwsze informacje o filmach, które zostały finalnie zrealizowane. I tak właśnie było w przypadku "Lekcji pływania", choć film funkcjonował wtedy pod roboczym tytułem "Artysta". 

Filmowe archiwa

Reklama

Na wzmiankę o nim w czasopiśmie "Ekran" natknął się Jarosław Grzechowiak. - Początkowo nie wiedziałem, czy doszło do jego realizacji, ale w związku ze zbliżającym się wtedy rokiem Wajdy postanowiłem pójść za tą wzmianką i zorientować się, czy rzeczywiście film pod roboczym tytułem "Artysta" powstał, czy po prostu pozostał w sferze tylko informacji prasowych, które później nie przełożyły się na efekt końcowy, na zrealizowanie filmu - mówi Grzechowiak.

Wtedy rozpoczęły się żmudne poszukiwania w archiwach. Filmoznawca dotarł do praktycznie kompletnej informacji o realizacji filmu, w tym o datach poszczególnych okresów produkcyjnych, czy o członkach ekipy. - I po tych znaleziskach, po uzyskaniu tych danych miałem już 95 proc. pewności, że film powstał i że film gdzieś musi być - dodaje Grzechowiak. Okazało się, że kopia nieznanej dotąd "Lekcji pływania" zrealizowanej w Przedsiębiorstwie Realizacji Filmów "Zespoły Filmowe" dla Telewizji Polskiej, leży na półkach telewizyjnego archiwum w Warszawie.

Tajemnica barwnej taśmy

1970 rok w twórczości Andrzeja Wajdy to między innymi premiera filmu "Brzeziny" na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza z Danielem Olbrychskim, Emilią Krakowską i Olgierdem Łukaszewiczem w rolach głównych. Film nakręcony był na wtedy bardzo cennej, barwnej taśmie, której po zakończeniu prac na filmem trochę zostało. Trzeba było więc znaleźć pomysł na jej wykorzystanie. W grę wchodził tylko krótki metraż. Na pomysł scenariusza wpadł Zdzisław Maklakiewicz. I tak narodziła się koncepcja "Lekcji pływania".

Film rozgrywa się na basenie i opowiada o pływaku - w tej roli Marek Perepeczko. - Widać, że jest to bohater, który pływa pięknie. To jest zresztą podkreślone też w obrazie. Widzimy go pływającego pod wodą w różnych stylach, skaczącego z dużej wysokości - mówi Grzechowiak. Podziwia go także grupa innych pływaków, przywoływana przez ratownika, któremu głosu w filmie udzielił Tomasz Lengren. - I takim bezdusznym tonem, wręcz rozkazem, ale w takim tonie urzędowego optymizmu wydawanym, każe im wrócić do wykonywania poleceń. W pewnym momencie do tej grupy dołącza bohater grany przez Marka Perepeczko. Grupa go osacza, a on sam w tej grupie po prostu zanika. Trudno go już odróżnić w grupie tak samo pływających osób - opowiada Grzechowiak.   

Obraz staje się więc metaforyczną opowieścią o postawie jednostki wobec grupy i jednostki wobec systemu, co nasuwa skojarzenia z ówczesnym kontekstem społecznym i politycznym. - Z jednej strony kolektyw, z drugiej głos wydający polecenia. Nie widzimy tego ratownika na ekranie, ale słyszymy go. I do tych poleceń dostosowuje się też ten mężczyzna, który wcześniej pływał indywidualnie, który pokazywał wielki talent, który miał własny styl - mówi Grzechowiak.

Dobrze znana ekipa filmowa

Wśród realizatorów "Lekcji pływania" znaleźli się znakomicie znani polscy twórcy, którzy pracowali też z Andrzejem Wajdą - między innymi - przy filmie "Brzezina". Poza wspomnianym współautorem scenariusza Zdzisławem Maklakiewiczem (bo nad scenariuszem pracował też sam Wajda), warto podkreślić obecność utytułowanego operatora Zygmunta Samosiuka, który, poza Wajdą, pracował między innymi z Jerzym Kawalerowiczem, Januszem Majewskim, Piotrem Szulkinem, czy Januszem Morgensternem.

Kierowniczką produkcji przy "Lekcji pływania" była Barbara Pec-Ślesicka, a za montaż odpowiadała Halina Prugar-Ketling - obie to wieloletnie współpracowniczki Andrzeja Wajdy. - Rzeczywiście można powiedzieć, że ten trzyminutowy film stworzyła ekipa złożona z naprawdę wybitnych fachowców, z ludzi, którzy wielokrotnie udowadniali swój talent. - Troszeczkę szkoda, że to się nie przełożyło na taki efekt końcowy, który sobie planował Wajda i także Zygmunt Samosiuk, autor zdjęć - zauważa Jarosław Grzechowiak.

Zagubione ujęcie

Niemałym zaskoczeniem bowiem może być fakt, że choć "Lekcja pływania" nakręcona została na taśmie barwnej, finalnie jest filmem czarno-białym. - Film jest w czerni i bieli dlatego, że jak już został nakręcony, to materiał został wysłany do Łodzi, do Wytwórni Filmów Fabularnych, gdzie miał zostać wywołany i przygotowany do montażu. I w tej Wytwórni zaginęło jedno barwne ujęcie. I to znacznie wydłużyło w ogóle czas produkcji filmu. To jest być może niesamowite, ale właśnie ten ostatni okres, okres postprodukcji, montażu i udźwiękowienia, który w przypadku tego filmu krótkiego, trzyminutowego był planowany na kilkanaście dni, wydłużył się o kilka miesięcy, bo długo zastanawiano się, co z tym faktem zrobić i w jaki sposób uratować ten film w takiej wersji barwnej - wyjaśnia Grzechowiak

Nie było możliwości dokręcenia brakującej sceny. Była już jesień, a cały film realizowany był w sierpniu, w plenerze, w letnim krajobrazie. Dokładnie na warszawskich basenach "Legii" i przy ul. Inflanckiej. Finalnie znaleziono zaginione ujęcie, ale w tzw. kontrnegatywie, czyli w czarno-białej wersji. Wtedy podjęto decyzję, że cały film pozostanie właśnie w czerni i bieli, nad czym ubolewać mieli sami twórcy. - I Andrzej Wajda, i Zygmunt Samosiuk, bo wielu rzeczy, które mogły w tym filmie zaistnieć właśnie dzięki taśmie barwnej, nie udało się wydobyć. Zdjęcia basenu, w którym pływa Perepeczko, otaczający go pejzaż drzew, liści... Możemy tutaj mówić o ciekawym pomyśle, który niestety nie zyskał efektu końcowego - ocenia filmoznawca.

Obchody roku Andrzeja Wajdy

"Lekcja pływania" nie była jeszcze pokazana szerokiej publiczności. Trwają starania, by obraz pokazać w ramach obchodów roku Andrzeja Wajdy, bo odkrycie tego filmu właśnie na początku 2026 roku ma symboliczny charakter. - Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Andrzej Wajda w tym okresie, właśnie na początku lat 70-tych, oczywiście nie tylko, ale w tym okresie również, był człowiekiem, był twórcą niezwykle zapracowanym, niezwykle płodnym. Mówimy o filmach pełnometrażowych, fabularnych, czyli "Krajobraz po bitwie", "Brzezina", za chwilę "Piłat i inni", czy "Wesele". I tutaj, do tej listy wspaniałych filmów, dochodzi jeszcze ten krótki metraż, który pokazuje, że Wajda mając ciekawy, taki metaforyczny pomysł, który był dziełem Zdzisława Maklakiewicza, potrafi zrealizować historię, która jest właściwie aktualna niezależnie od czasów. Poza tym myślę, że tutaj warto dodać, że filmy "Krajobraz po bitwie" czy "Brzezina" to są filmy niezwykle poważne, przesycone unikalną atmosferą. Na tle tych dwóch filmów "Lekcja pływania" jawi się jako nieco inny już gatunek, nieco inny już też styl realizacji. To więc kolejny dowód na to, że Wajda odnajdywał się w różnych gatunkach i w różnych stylach. A przy tym, do bardzo obszernej filmografii liczącej kilkadziesiąt tytułów, dziś dokładamy kolejny - podkreśla Grzechowiak.

Warto też to odkrycie potraktować jako pretekst do eksploracji tych zakamarków twórczości Andrzeja Wajdy, których do tej pory jako widzowie nie znaliśmy. Do tego zachęca także dyrektorka Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy w Warszawie - Joanna Rożen-Wojciechowska. -Weźmy na przykład zupełnie pomijaną twórczość zagraniczną z okresu lat 80-tych. W 1981 roku, zaraz po Złotej Palmie w Cannes za "Człowieka z żelaza", Wajda wyreżyserował we Francji "Dantona" z Wojciechem Pszoniakiem w roli Robespierre i Gerardem Depardieu w tytułowej roli. Odkryciem interpretacyjnym, do którego chciałabym zachęcić widzów jest obejrzenie tego filmu z myślą o Karnawale Solidarności, który przetaczał się wówczas przez Polskę po Porozumieniach Sierpniowych. Kostium Rewolucji Francuskiej pomógł Wajdzie powiedzieć coś o nas, Polakach i naszym zrywie wolnościowym. Stąd też być może i przyczyna, że Francuzi, tego wyśmienitego filmu nie polubili, a Wajda spotkał się z krytyką - zauważa Rożen-Wojciechowska. - Innym odkryciem mogą być japońskie fascynacje Andrzeja Wajdy i seans filmu produkcji japońskiej z 1994 roku pod tytułem "Nastazja", gdzie w podwójnej roli (męskiej i damskiej) występuje Tamasaburo Bando V. Aktor o niezwykłej urodzie i kunszcie artystycznym, który pochodzi z rodziny kabuki (przyp. red. - japoński teatr) i specjalizuje się w rolach onnagata, czyli sztuce aktorskiej, w której mężczyźni odgrywają role kobiece. Kto widział te filmy? Jest co odkrywać na długiej liście produkcji, które Wajda reżyserował przez siedem dekad swojego życia - podkreśla dyrektorka.

W ramach obchodów Roku Andrzeja Wajdy planowane są między innymi ogólnopolski przegląd filmów reżysera, wystawy i konferencje. Obok tych najbardziej ikonicznych tytułów, pojawią się też mniej znane produkcje Wajdy. Obok filmowych dokonań, także teatralne i te z przestrzeni sztuk wizualnych. Czytelniczą nowością mogą być wydane niedawno przez Universitas czterotomowe "Notesy". To zbiór notatek Andrzeja Wajdy, które reżyser pisał z niewielkimi przerwami, począwszy od 1942 roku aż do śmierci w 2016 roku. Początkowo był to rodzaj krótkiego spisu zadań do wykonania w kalendarzu, z czasem krótkie notatki przerodziły się w rodzaj dziennika, pamiętnika, w których własne refleksje i obserwacje przenikają się z burzliwymi wydarzeniami politycznymi, społecznymi i kulturalnymi. "Notesy" są więc unikatową okazją do poznania nie tylko reżysera, ale przede wszystkim człowieka - po prostu Andrzeja Wajdy.