26 czerwca 1967 roku mimo pełni lata, na Lazurowym Wybrzeżu był chłodnym i deszczowym dniem. Padało od świtu, a po południu pojawiła się ulewa. Nawierzchnia drogi była śliska, co czyniło jazdę samochodem niebezpieczną. Zwłaszcza szybką jazdę, z jakiej słynęła żywiołowa Françoise Dorléac.
Aktorka, której międzynarodowa kariera wystrzeliła właśnie z siłą petardy, miała ważny powód, by naciskać pedał gazu - spieszyła się na lotnisko w Nicei. Stamtąd miała lecieć do Londynu na brytyjską premierę swojego nowego filmu "Panienki z Rochefort". Miała również nagrać postsynchrony do komedii "Mózg za miliard dolarów", w której grała u boku Michaela Caine'a.
Odcinek autostrady A8 w okolicach Nicei był stosunkowo nowy i pozwalał na szybką jazdę. Aktorka, już spóźniona, jechała o wiele za szybko wypożyczonym właśnie czerwonym Renault 10. W ostatniej chwili zobaczyła zjazd w Villeneuve-Loubet, prowadzący na lotnisko. Szarpnęła kierownicą. Samochód gwałtownie uderzył w betonowy drogowskaz i natychmiast stanął w płomieniach. Próbowała wydostać się z niego, ale drzwi pozostały zablokowane. Bezskutecznie próbował pomóc jej też jadący za nią kierowca, Roger Guilliano, później główny świadek wypadku. Nie był w stanie.
Françoise Dorléac spłonęła żywcem, kilka kilometrów od Nicei, do której podążała. Nie sposób wyobrazić sobie ogrom jej cierpienia. Jej ciało zostało niemal całkowicie zwęglone. Miała zaledwie 25 lat i była starszą siostrą Catherine Deneuve, (urodzonej jako Catherine Dorléac). Częściowo spalona książeczka czekowa, mały, kieszonkowy pamiętnik i prawo jazdy pozwoliły śledczym ją zidentyfikować.
"Panienki z Rochefort" w reżyserii Jacques'a Demy'ego były pierwszym i ostatnim filmem, w którym siostry pojawiły się razem, a nawet zagrały bliźniaczki. Z czasem stały się pomnikiem pamięci o wielkim talencie Françoise i symbolem młodzieńczej radości lat 60. Ciekawe, że poza ekranem, siostry, które dzielił tylko rok, także przedstawiały się jako bliźniaczki.
Catherine Deneuve wiele lat później wyznała, że w dniu tragicznej śmierci Françoise, na zawsze straciła radość życia. Francuzi nie zapomnieli jednak swojej tragicznie zmarłej gwiazdy.
Warto, by poznała ją bliżej także reszta świata.


Z lekkością motyla
Prawdopodobnie niewielu młodych kinomanów wie, że pierwsza dama francuskiego kina - Catherine Deneuve, wchodziła do świata filmu w cieniu już sławnej siostry. A nade wszystko - za jej namową, bo ona sama w przeciwieństwie do Francoise, nie marzyła o aktorstwie.
To jej starsza siostra zawsze wiedziała, że podobnie jak oboje rodziców, chce zostać aktorką. Już jako nastolatka, brała udział w sesjach zdjęciowych dla magazynu "Elle", a wkrótce została modelką Christiana Diora. Tam siedemnastolatkę, emanującą wielką charyzmą, wypatrzyła dziennikarka France Roche, i poleciła producentowi Gilbertowi de Goldschmidtowi. Ten szukał młodej, nieznanej jeszcze światu kobiety do kolejnej produkcji. Dziewczyna została zatrudniona natychmiast, bez próby ekranowej.
Tak właśnie młodziutka Françoise zadebiutowała w 1959 roku na dużym ekranie, w nieznanym u nas filmie "Les loups dans la bergerie" (Wilki w owczarni). To opowieść o trzech niebezpiecznych zbirach, którzy uciekają z zakładu i infiltrują ośrodek dla uchodźców prowadzony przez parę bohaterów. Śledzimy też romantyczne relacje wychowanków ośrodka, w tym chłopca spragnionego uczucia, który zdobywa serce Madeleine (Françoise Dorleac), miejscowej nastolatki.
Françoise od razu została zauważona. I oszalała na punkcie aktorstwa. 172 cm wzrostu, gęste, brązowe włosy z rudym połyskiem, zielone oczy i figura modelki, którą zresztą była. Nie miała klasycznej urody Catherine, ale miała to "coś", co sprawia, że chcemy patrzeć na aktora i czekamy na kolejne role. Była przy tym szalenie zmysłowa.
Françoise przyjęła nazwisko ojca, podczas gdy Catherine, by nie mylono ich z sobą, sięgnęła po nazwisko panieńskie matki, Deneuve.


Niemal zaraz po debiucie Françoise dostała propozycję dużej roli u boku Jean - Paula Belmondo w filmie "Człowiek z Rio" w reżyserii Philippe'a de Broki. Ta komedia przygodowa opowiadająca o perypetiach żołnierza na przepustce w Paryżu (Belmondo), który przybywa do Brazylii, by uratować swoją narzeczoną, Agnès (Françoise), okazała się sukcesem. Sypnęło propozycjami od twórców spoza Francji.
Ale jeszcze nim je przyjęła, pojawiła się w tragiczno-romantycznej opowieści twórcy francuskiej nowej fali Françoisa Truffauta "Gładka skóra". Zagrała Nicole, stewardesę, która zakochuje się z wzajemnością w żonatym pisarzu, co odkrywa jego małżonka. Szokujące zakończenie uczyniło film głośnym i dało okazję młodej aktorce do pokazania dramatycznego talentu. Jednocześnie, prawdziwe małżeństwo reżysera przechodziło kryzys, a ich relacja zamieniła się w romans, który po części był inspiracją dla filmu. Z czasem przekształcił się w piękną przyjaźń. To reżyser "Skóry…" upowszechnił metaforę opisującą wachlarz jej umiejętności, podkreślając, że wciela się w kolejne postacie z lekkością motyla.
Po śmierci Dorléac wstrząśnięty i zrozpaczony Truffaut poświęcił jej przejmujące wspomnienie opublikowane na łamach "Le Figaro".


Jak ogień i woda
Françoise i jej młodsza siostra Catherine były różne jak noc i dzień. Jak ogień i woda. Catherine zawsze była chłodna, spokojna, zdystansowana i przesiąknięta nutą tajemniczości. To Roman Polański jako pierwszy nazwał ją "lodowatym aniołem", który skrywa mroczne tajemnice, i to określenie do niej przylgnęło.
Françoise była jej całkowitym przeciwieństwem: zabawna, promienna, ekstrawertyczna i pełna radości życia. Niektórzy byli nawet zdania, że zbyt radosna i zabawowa, czego dowodem miało być wydalenie jej z prestiżowej, wielojęzycznej szkoły w Paryżu Lycée La Fontaine. "Za niesubordynację". Ukończyła jednak naukę korespondencyjnie. Zanurzona w świecie sztuki od wczesnego dzieciństwa, zawsze wiedziała, że jej ścieżka kariery jest już wytyczona. Catherine nie skończyła choćby kursów aktorskich, Françoise natomiast zapisała się na zajęcia teatralne Raymonda Girarda, a potem do Narodowego Konserwatorium Sztuk Dramatycznych.
Jej nieokiełznana pasja życia i ekscentryczność, dla jednych - urzekająca, dla innych - drażniąca, sprawiały, że nie sposób było porównać ją do jakiekolwiek innej aktorki. Przejawiało się to w jej bezkompromisowym stylu bycia, umiłowaniu wolności oraz zachowaniu, które poukładana, rzeczowa Deneuve opisywała jako ekstrawaganckie.
Ekstrawagancja miała jej towarzyszyć na każdym kroku: w makijażu i w modzie, nawet w jedzeniu. Jako nastolatka uwielbiała szokować wizerunkiem - malowała oczy na wzór Kleopatry, a w swojej garderobie miała…sieci rybackie i dekadenckie peleryny. Lubiła się wyróżniać.
"Françoise była tą, która przecierała szlaki. Szła przodem, brała na siebie wszystkie ciosy, kłótnie z rodzicami i porażki. Ja miałam łatwiej, bo szłam już ubitą przez nią ścieżką. Była moją tarczą" - wspomina Deneuve.
Była znana ze swojego upodobania do niezwykłych połączeń smakowych: potrafiła na przykład wrzucać słone chipsy do kawy z mlekiem i zajadać ze smakiem.
Kochała zwierzęta do tego stopnia, że…. z pasją szyła dla nich miniaturowe ubranka. Potrafiła rzucać się na ludzi w obronie owadów i bez wahania spoliczkować kogoś za.. zabicie muchy. Szybka jazda samochodem była, niestety, jedną z jej największych pasji.
Catherine była niezwykle z siostrą zżyta. Była też absolutnie pewna, że to nie ona podbije świat, lecz Françoise, która po rolach w "Matni" i w "Człowieku z Rio", zaczęła dostawać propozycje zza oceanu. Ona sama bardzo długo, niemal do śmierci siostry, nie była pewna: Czy aktorstwo to aby na pewno dla niej - zawód na całe życie?
Po śmierci Francoise nie opuszczało jej uczucie, że siostra chciałaby, aby szła po ich wspólnych śladach. - Françoise mawiała, że my dwie razem tworzymy jedną kompletną kobietę, bo jesteśmy tak różne. Jak dwie strony tej samej monety - mówi Catherine.
"Matnia", czyli piekło u Polańskiego
W połowie lat 60. Roman Polański opromieniony sukcesem nominowanego do Oscara "Noża w wodzie" szukał możliwości nakręcenia filmu poza Polską.
Catherine Deneuve właśnie świętowała sukces "Parasolek z Cherbourga", które uhonorowano Złotą Palmą w Cannes. Z kolei Francoise kończyła pracę nad międzynarodowym dramatem historycznym "Dżingis Chan" Henry'ego Levina.
Polański poznał siostry na jednym z paryskich przyjęć, gdy szukał obsady do swoich filmów. Zafascynowany ich urodą i charyzmą, najpierw zaangażował Catherine Deneuve do "Wstrętu". Rok później do "Matni" wybrał jej starszą siostrę. Oba filmy były anglojęzyczne.
O ile współpraca z Deneuve przebiegała bez zgrzytów, choć aktorka wspominała rolę jako "trudne, wręcz samotne doświadczenie ze względu na tematykę popadania w obłęd", o tyle temperament Françoise zestawiony z despotyzmem reżysera musiał eksplodować. Dodatkowo pracę utrudniały okoliczności.
Zdjęcia kręcono w odizolowanym zamku na angielskiej wyspie Holy Island, gdzie ekipa zmagała się z nieprzewidywalnymi, potężnymi przypływami morza. Plan zdjęciowy opisywano jako wyjątkowo trudny, wręcz toksyczny i nieprzyjemny z powodu ciągłego zimna, wilgoci i napięć. Niezależna i buńczuczna Dorleac buntowała się przeciw częstym kłótniom i spięciom.
Françoise wciela się w Teresę, znudzoną i hedonistyczną żonę, która nie poświęca czasu ani zainteresowania swojemu żałosnemu mężowi George'owi, granemu przez Donalda Pleasance'a. Na początku para oszustów przybywa na wyspę, na której George i Teresa zamieszkali. On jest jednocześnie oburzony i zażenowany, ona zaś - egocentryczna i kapryśna. Dalszą akcję buduje seria groteskowych twistów, będących efektem bujnej i ponurej wyobraźni reżysera. Prawdopodobnie częściowo inspirowanej sztukami Samuela Becketta.
Już po sukcesie filmu młoda aktorka, najwyraźniej uznając, że prawdziwa sztuka wymaga poświęceń, mówiła bez cienia pretensji:
- Roman Polański, gdy kręci film, jest nim całkowicie pochłonięty. W ogóle nie myśli o aktorach jak o ludziach - zestresowanych i przejętych pracą tak samo, jak on. Ale mi to nie przeszkadza; to genialny reżyser, a film uważam za znakomity.
Mimo wielkiego stresu i trudnej współpracy, aktorka stworzyła tam jedną ze swoich najbardziej drapieżnych i magnetycznych kreacji. Niewykluczone, że nawet najlepszą w całej swojej krótkiej karierze. "Matnia" zasłużenie zdobyła Złotego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie.
Roman Polański odegrał przełomową rolę w karierze obu sióstr. Znakomicie wykorzystał naturalny kontrast między nimi. Z Catherine stworzył studium introwertycznego szaleństwa. Z Françoise wydobył drapieżność, neurotyczność i potrzebę dominacji nad mężczyznami. Jego filmy stały się dla sióstr przepustką do światowej kariery.
Reżyserzy, którzy mieli szczęście pracować z Dorléac, podkreślają, że miała talent i potencjał, by wdrapać się na szczyt. Catherine Deneuve wciąż powtarza, że to Françoise była tą zdolniejszą, zakochaną w aktorstwie.


"Miała na imię Françoise"
W ciągu zaledwie siedmiu lat Françoise zdążyła zagrać w 21 filmach, co jest imponujące.
Catherine Deneuve prawie 30 lat zbierała się do napisania wspomnień o zmarłej tragicznie siostrze. Wciąż brakowało jej odwagi, bała się bólu, który ciągle wracał. W 1996 roku znalazła wreszcie siłę, by napisać wspólnie z Patrickiem Modiano książkę", będącą hołdem dla siostry.
Próbowała zrozumieć, dlaczego "jej bliźniaczka", jednocześnie tak podobna i tak różna, kierowała się w życiu czarującym i rozbrajającym szaleństwem: "Françoise miała ten szczególny rodzaj wdzięku, tę mieszankę lekkości i kaprysu, którą kiedyś nazywano »nieco dziwnym«. Jej wyobraźnia czasami wciągała ją w nieprawdopodobne przygody. Była zdolna do czynów, które innym wydawały się całkowicie niewytłumaczalne" - pisała.
Catherine opisała siebie jako jej "cień" - cichą, wycofaną i nieśmiałą dziewczynkę, która we wszystkim naśladowała starszą siostrę. To Françoise stworzyła Deneuve.
"Była moją przeciwnością, moją energią, moją odwagą. Kiedy zginęła, miałam wrażenie, że amputowano mi połowę mojego własnego ciała i mojej młodości"- wyznała w książce.


Życie po życiu
Po śmierci Françoise do kin trafiły jeszcze dwa filmy z jej udziałem. Wspomniane już, musicalowe "Panienki z Rochefort", gdzie ten jeden raz siostry wystąpiły wspólnie, i pastiszowa, amerykańsko-brytyjska produkcja "Mózg za miliard dolarów".
Nakręcony tuż przed śmiercią w Finlandii szpiegowski, "antybondowski" pastisz Kena Russella, nie jest może dziełem wybitnym, ale pokazuje niezwykłą wszechstronność aktorki, która u boku Michaela Caine'a, wciela się w rosyjską agentkę. Oboje biorą udział w misji powstrzymania przed zniszczeniem śmiercionośną bronią ZSRR. O ile Caine bez gadżetów Bonda, za to w tandetnych okularach w niczym nie przypomina agenta 007, to już Dorelac jest idealną dziewczyną Bonda. Chyba wcześniej w żadnym filmie nie była tak piękna. I zarazem zabawna.
Za to "Panienki z Rochefort" musical, którego akcja toczy się w portowym miasteczku, w trakcie weekendowego jarmarku, to prawdziwa perełka. Solange i Delphine (Françoise Dorléac i Catherine Deneuve) to siostry bliźniaczki po dwudziestce, które uczą muzyki i tańca. Obie szukają miłości. Nie zdają sobie sprawy z tego, że idealni dla nich partnerzy znajdują się przez cały czas są na wyciągnięcie ręki. I w dodatku są artystami także szukającymi wielkiego uczucia.
W filmie siostrom partnerują wielki Michelle Piccoli, a także amerykański gwiazdor i tancerz Gene Kelly, znany z kultowego z musicalu "Deszczowa piosenka". Reżyser kazał przemalować tysiące metrów kwadratowych fasad budynków w Rochefort na pastelowe kolory, aby uzyskać bajkowy klimat. Ścieżkę dźwiękową skomponował Michel Legrand, tworząc utwory łączące jazz z klasyczną, francuską piosenką. Nominowano ją do Oscara w kategorii musicalowej.
"Panienki z Rochefort", ogląda się jak przepiękną, muzyczną baśń. Dziś ma status musicalowego arcydzieła. Demy stworzył go jako hołd dla amerykańskich musicali. Jego styl jest bezpośrednim wzorem dla współczesnych produkcji, takich jak choćby nagradzany "La La Land". Ogromny żal, że Françoise nie mogła świętować jego sukcesów.
W przywoływanych, poświęconych siostrze wspomnieniach Catherine Deneuve wyznaje, że do końca życia będzie nosić w sobie poczucie winy, że to ona przeżyła i zrobiła międzynarodową karierę. Wciąż jest przekonana, że tak naprawdę była ona pisana jej zdolniejszej, starszej siostrze.