Ingrid Bergman miała zaledwie dwa lata, kiedy straciła matkę, a niespełna dekadę później zmarł jej ojciec. Pomimo tego zawsze podkreślała, że jej najmłodsze lata należały do szczęśliwych.
"Nie pamiętam w ogóle mojej matki. Zmarła, zanim skończyłam trzy lata. Ale mój ojciec dał mi cudowne dzieciństwo" - wspominała w wydanej w 1980 roku autobiografii "Ingrid Bergman: My Story".
Justus Samuel Bergman zdążył jednak zarazić córkę miłością do sztuki. On sam miał artystyczną duszę - jeszcze jako nastolatek dorabiał śpiewem i malowaniem obrazów. Jako dorosły mężczyzna znalazł pracę w sklepach, w których zaopatrywali się artyści oraz fotografowie. Żył skromnie, starał się oszczędzać każdy grosz, co w końcu pozwoliło mu na założenie własnego zakładu fotograficznego.
Justus Bergman miał prawie trzydzieści lat, kiedy poznał zaledwie szesnastoletnią Friedę Henriettę Adler, Niemkę. Mężczyzna od razu zauroczył się piękną dziewczyną, na drodze ich uczuciu stanęli jednak jej rodzice. Adlerowie uważali, że Justus jest za biedny i za stary dla ich córki. Ostatecznie właściciel zakładu fotograficznego przekonał swoich przyszłych teściów, że stanowi odpowiednią partię dla Friedy i będzie umiał się nią zaopiekować oraz zapewnić jej życie na godnym poziomie. Ślub zorganizowano w Hamburgu, a niedługo po ceremonii nowożeńcy przeprowadzili się do Sztokholmu.
Frieda pomagała mężowi w biznesie, słynęła ze zdyscyplinowania dobrej organizacji oraz rozsądku. Świetnie radziła sobie z ręcznym koloryzowaniem fotografii dla klientów.
Bergmanowie doczekali się trójki dzieci, dorosłości dożyła jednak jedynie ich najmłodsza córka - Ingrid. Z informacji zawartych w jej biografii wynika, że dwójka starszego rodzeństwa "umarła w niemowlęctwie". Dokumenty ze szczegółowymi informacjami na ten temat nie zostały jednak przekazane opinii publicznej.
Ingrid Bergman przyszła na świat 29 sierpnia 1915 roku. Rodzice wybrali dla niej wyjątkowe imię, inspiracją była szwedzka księżniczka Ingrid Bernadotte. Niestety, nieco ponad dwa lata później, 18 stycznia 1918 roku w wieku zaledwie 33 lat zmarła Frieda. Owdowiały Justus nie radził sobie z samodzielną opieką nad dwuletnią córeczką, posiłkował się więc pomocą ze strony siostry.
Słynący ze swojej miłości do fotografii Justus Bergman chętnie uwieczniał swoją córkę w każdej możliwej sytuacji. Skorzystał nawet z możliwości wyposażenia jednej z pierwszych dostępnych w sprzedaży kamer.
"Byłam chyba najbardziej fotografowanym dzieckiem w Skandynawii" - żartowała później Ingrid w rozmowie z biografką, Charlotte Chandler. Pasja ojca sprawiła także, że dziewczynka miała okazję oswoić się z kamerą. To z czasem okazało się wyjątkowo przydatne.
Wakacje Bergmanowie często spędzali w Hamburgu. To właśnie tam Ingrid płynnie opanowała niemiecki.
Miłość do teatru Ingrid poczuła już jako jedenastolatka. Wszystko za sprawą spektaklu "Motłoch", który wystawiono w Królewskim Teatrze Dramatycznym w Sztokholmie. Widowisko wywarło na dziewczynce ogromne wrażenie i skłoniło ją do częstszego bywania w teatrze.


Wuj porównywał aktorki do prostytutek
Niestety, niedługo później rodzinę Bergmanów dotknęła kolejna tragedia. Justus zachorował na raka żołądka i zmarł w wieku 58 lat.
"Śmierć mojego ojca była dla mnie oczywiście strasznym ciosem, choć tak naprawdę jej nie rozumiałam. Widzisz, mając dwanaście lat, nie zdawałam sobie sprawy, że ma raka ani czym on jest, a on próbował mi to delikatnie wytłumaczyć. Pokazał mi zdjęcie rentgenowskie swojego żołądka i powiedział: 'Widzisz, to rozwijający się rak i kochanie, niedługo nie będę mógł jeść, więc widzisz, że to poważna sprawa'" - wspominała Ingrid na łamach wspomnianej autobiografii.
Ta tragedia mocno wpłynęła na nastolatkę. Dziewczynka zamknęła się w sobie, zrezygnowała zupełnie z aktywności, które dotąd sprawiały jej przyjemność. Musiała ponownie zdać się na łaskę rodziny i zamieszkała wraz z ciotką Ellen, która zmarła jeszcze w następnym roku. To był kolejny cios dla nastolatki, która wówczas zupełnie zdystansowała się do ludzi. Była chłodna także wobec wujka Otto i ciotki Huldy, do których musiała się przeprowadzić.
"Dorastałam sama. Sama o siebie dbałam. Pracowałam, zarabiałam i byłam niezależna już w wieku 18 lat" - mówiła.
Całą energię Bergman skupiła więc na teatrze. Ze wszystkich sił starała się piąć coraz wyżej po szczeblach kariery.
"Przypuszczam, że teatr był dla mnie czymś w rodzaju kryjówki. Ludzie, którzy są samotni i mają kłopoty z odnalezieniem samych siebie, często zajmują się teatrem, ponieważ są tam maski, które można nałożyć. Pomagają one człowiekowi uwolnić się od tego, czego się obawia. Tego, co mówię na scenie, nie ma na piśmie, a ten, kogo udaję, nie jest naprawdę mną. To jest ucieczka" - tłumaczyła w swojej autobiografii.
Z czasem Ingrid zaczęła pojawiać się także w filmach, początkowo głównie jako statystka, co przynosiło jej także niewielki dochód. Wybory nastolatki nie przypadły do gustu jej opiekunom. Wujek Otto i ciotka Hulda zdecydowanie bardziej widzieli ją w jakimś stabilnym i bardziej szanowanym zawodzie.
W "Ingrid Bergman: My Story" czytamy:
"Wujek Otto był przekonany, że aktorki niewiele różnią się od prostytutek! [Mówił] 'Nie powiesz mi, młoda damo, że widziałem te sceny miłosne, które grają na scenie i w filmach; nie powiesz mi, że nie robią tego samego - później!'".
Ingrid nie kłóciła się z wujkiem. Wiedziała, że Otto mówił to wszystko z troski, bardzo chciał zastąpić jej ojca, dbał o jej odpowiednie wykształcenie i dobre wychowanie. Nie mógł jednak zignorować jej determinacji i ostatecznie wiedział, że nastolatka nie zrezygnuje z marzeń, a zmuszenie jej do obrania innej ścieżki kariery złamałoby jej serce.
Ingrid Bergman po ukończeniu liceum została przyjęta do szkoły aktorskiej Królewskiego Teatru Dramatycznego, którą porzuciła już rok później. Wszystko dlatego, że zaczęła otrzymywać poważniejsze role, a nawet podpisała swój pierwszy kontrakt.
Największy wpływ na karierę Bergman miała główna rola w filmie "Intermezzo" z 1936 roku. Czasopismo "Variety" relacjonowało wówczas, że "przeznaczeniem gwiazdy Ingrid Bergman jest Hollywood".
W tym samym czasie rozkwitało także życie uczuciowe utalentowanej aktorki. W 1937 roku poślubiła ona Petter Lindströma, szwedzko-amerykańskiego neurochirurga.
"Petter i ja najpierw urządziliśmy sobie dom w małym mieszkaniu w Sztokholmie, a nasza przyjaciółka Mollie Faustman dała nam małego czarnego kota, który zaczął podrapywać mieszkanie na kawałki. Żyliśmy razem bardzo szczęśliwie. Mieliśmy pokojówkę, a ja nie gotowałam zbyt wiele, bo nigdy mnie to nie pociągało ani nie byłam w tym dobra" - pisała Bergman w swojej autobiografii.
Aktorka przyznaje, że byli w sobie szaleńczo zakochani i "naturalnym biegiem wydarzeń zaszła w ciążę". Narodziny córki Pii na dłuższą chwilę powstrzymały Bergman przed graniem w filmach.
Spokój na ślubie Bergman i Lindström zburzyła dziennikarka
Sam ślub nie przebiegał po myśli zakochanych. Lindström za wszelką cenę starał się unikać rozgłosu, zależało mu na kameralnej ceremonii w gronie najbliższych. Nie udało mu się jednak tego uniknąć, a na ślubie pojawiła się reporterka.
"Wyobraźcie sobie jego irytację, gdy zobaczył kogoś ukrywającego się w krzakach w ogródku Papy Lindströma, gotowego do pstryknięcia zdjęć i napisania artykułu. Ktoś ją wyciągnął, a Petter był bardzo surowy, gdy Papa Lindström wyszedł i powiedział: 'Petter, mój chłopcze, nie wolno ci tak mówić do młodej damy w dniu twojego ślubu - to znaczy, dobre maniery. A teraz, młoda damo, czy mogłabyś wejść i napić się z nami kawy?'" - wspominała Bergman.
Lata 40. zdecydowanie należały do Ingrid Bergman. Aktorka stała się jedną z największych gwiazd Hollywood, dokąd przyjechała z rodzinnej Szwecji na zaproszenie producenta Davida O. Selznicka. Zachwycała widzów w takich produkcjach jak "Joanna d'Arc", "Komu bije dzwon", "Gasnący płomień", "Casablanca", "Komu bije dzwon" czy "Urzeczona".
"Ingrid wniosła do tego filmu przekonanie o kruchości romansu, które przemawiało wprost do serca widowni czasu wojny (…) Przez dwie trzecie filmu obdarzała Ilsę [bohaterkę 'Casablanki'] niezwykłym spokojem i to właśnie dzięki temu romantyczne rozterki tej postaci są tak rozdzierające i dojrzałe" - recenzował Casablancę Donald Michael Spoto, ceniony amerykański biograf.
Ważnym punktem w karierze Ingrid Bergman był film "Dzwony Najświętszej Marii Panny". Artystka została tam obsadzona w roli siostry Mary Benedict i wypadła tak przekonująco, że wiele młodych kobiet zapragnęło "pójść w jej ślady" i wstąpiło do zakonu. Mało tego, mnóstwo osób uznało właśnie tę kreację za ucieleśnienie "prawdziwej" Ingrid Bergman. Aktorka uchodziła dotąd za kobietę skromną, niewinną i powściągliwą.
Z czasem Bergman, czując przesyt hollywoodzkich produkcji, zapragnęła odmiany. Zachwycona tytułem "Rzym, miasto otwarte" postanowiła napisać do jego reżysera, Roberto Rosselliniego. Włoch słynął z neorealistycznych produkcji.
"Byłam tak podekscytowana i jeszcze tego samego dnia podczas obiadu z Irene Selznick - żoną Dawida Selznicka, mojego pierwszego hollywoodzkiego producenta i jednego z moich najlepszych przyjaciół - powiedziałam: 'Irene, widziałam drugi film Rosselliniego i był cudowny. Chcę napisać do niego. Przez dziesięć lat robię takie same filmy: piękne i romantyczne. Teraz chcę zrobić coś realistycznego. Chce zrobić coś takiego jak »Paisà«'" - zdradziła w autobiografii.


Początek głośnego romansu
W książce "Ingrid Bergman: My Story" przytoczono także fragment listu napisanego przez aktorkę.
"Drogi panie Rossellini. Widziałam pana filmy 'Rzym, miasto otwarte' oraz 'Paisà' i bardzo mi się spodobały. Gdyby pan potrzebował szwedzkiej aktorki, która mówi po angielsku bardzo dobrze, pamięta niemiecki, jest zupełnie niezrozumiała po francusku, a po włosku potrafi powiedzieć tylko 'ti amo', to jestem gotowa, by nagrać z panem film".
Gwiazda z pewnością nawet nie podejrzewała, jak wielki wpływ na całe jej życie będzie miało wysłanie tej niepozornej i zabawnej informacji.
Do pierwszego spotkania szwedzkiej aktorki i włoskiego reżysera doszło w Paryżu. Artystka przyjechała tam z mężem. W związku Bergman i Pettera Lindströma od dawna nie działo się najlepiej. Poznanie Rosselliniego - który był wówczas mężem kostiumolożki Marcelli De Marchis - było papierkiem lakmusowym małżeństwa gwiazdy.
"Chyba po prostu czekałam, aż ktoś się pojawi i pomoże mi wyjść z tego małżeństwa, bo nie miałam siły. To było ponad trzy lata przed tym, jak poznałam Roberta Rosselliniego" - przyznała Bergman w swojej autobiografii.
Aktorka wprawdzie ceniła sobie opiekuńczość i troskliwość męża, jednak na dłuższą metę nie mogła znieść jego zrzędliwości i despotyzmu. Te cechy sprawiły, że zaczęła się od niego coraz mocniej odsuwać. Już na długo przed spotkaniem włoskiego reżysera chciała rozwodu. Stateczny neurochirurg w ogóle natomiast nie dopuszczał do siebie takiej myśli.
Radosny i charyzmatyczny Rossellini był zupełnym przeciwieństwem pragmatycznego Lindströma. Nic dziwnego, że od razu wywarł na pięknej aktorce piorunujące wrażenie. Ona sama także nie była mu obojętna i już w marcu 1949 roku w amerykańskich mediach zaczęło huczeć od plotek na temat ich romansu.
"Nie miałam zamiaru cię porzucać i zostać we Włoszech na zawsze. Mieliśmy tyle planów" - tłumaczyła się Bergman w liście do męża i córki. Jednocześnie była już w ciąży z włoskim reżyserem.
Ingrid czuła potworne wyrzuty sumienia z powodu porzucenia męża i córki, ale jednocześnie była szczęśliwa jak nigdy w życiu. Neurochirurg nie zamierzał jednak tak łatwo pozwolić żonie odejść. Wymógł na niej spotkanie i obietnicę, że ta wróci do Stanów, żeby mogli porozmawiać jeszcze raz, na chłodno.
Rozpad małżeństwa i związek z Rossellinim Bergman uważała za swoją prywatną sprawę. Odmiennego zdania była jednak amerykańska prasa. W mediach wrzało, brukowce rozpisywały się na temat skandalicznego zachowania zakonnicy z filmu "Dzwony Najświętszej Marii Panny". Doszło do sytuacji, w której senator Edwin Johnson z Colorado - pod naciskiem opinii publicznej - postanowił odmówić Ingrid wizy do Ameryki. Uznano ją za "element niepożądany ze względów moralnych".
Sytuacji nie polepszał fakt, że Ingrid Bergman była wówczas w trzecim miesiącu ciąży. Roberto przyszedł na świat w lutym 1950 roku, a niedługo później aktorka otrzymała rozwód. Mogła już poślubić swojego ukochanego, z którym dwa lata później doczekała się jeszcze bliźniaczek: Isotty i Isabelli, która w dorosłości poszła w zawodowe ślady słynnej matki.
Skandal boleśnie uderzył także w Lindströma i uniemożliwił mu dalsze rozwijanie kariery.
Bergman pierwotnie zamierzała poświęcić się rodzinie i skupić na wychowywaniu dzieci. Niestety, sytuacja finansowa sprawiła, że aktorka musiała wrócić na plan. Podczas promocji filmu "Joanna d'Arc na stosie" jeździli po Europie i na moment zawitali w Szwecji. Artystka była zachwycona tą sytuacją, mocno tęskniła bowiem za ojczyzną. Niestety, nie została tam dobrze przyjęta, prasa nie miała dla niej litości.


Związek, który wywołał skandal, zakończył się rozwodem
Zawodowa współpraca Bergman i Rosselliniego nie przebiegała najlepiej. Ich wspólne filmy przechodziły bez echa, co tylko potęgowało frustrację. Brak sukcesów kinowych miał jeszcze jedną ponurą konsekwencję - słynne małżeństwo zaczęło popadać w długi. W pewnym momencie było tak źle, że nawet postronne osoby zaczęły zwracać uwagę na napiętą atmosferę panującą między aktorką a reżyserem.
"Zaczęłam czuć urazę do Roberta przez jego zazdrość i zaborczość. Nie pozwalał mi pracować z żadnym innym reżyserem" - przytaczał słowa Bergman New York Times.
Końcem małżeństwa Bergman i Rosselliniego stał się wyjazd reżysera do Indii. Włoch miał tam spędzić dziewięć miesięcy przy pracy nad filmem. Poznał tam jednak kobietę, mężatkę Sonali Senroy DasGupta, z którą szybko połączył go romans. W życiu Bergman natomiast pojawił się znany teatralny impresario - Lars Schmidt.
Gdy Rossellini wrócił do domu oboje wiedzieli, że nie ma już najmniejszego sensu ratować małżeństwa. Udało im się jednak rozwieść w zgodzie, wciąż przecież łączyły ich dzieci.
Jeszcze tego samego roku aktorka pojednała się z najstarszą córką, Pią. Do tej pory dziewczyna przebywała pod opieką ojca i konsekwentnie unikała kontaktu z matką. Także w 1957 roku Bergman poślubiła szwedzkiego producenta teatralnego, Larsa Schmidta i wróciła do kariery aktorskiej.
Ingrid Bergman zmarła na raka piersi 29 sierpnia 1982 roku, dokładnie w dzień swoich 67 urodzin.
"Tak wiele osób, które znały mnie tylko z ekranu, uważało mnie za idealną i nieomylną, a potem było złych i rozczarowanych, że taka nie jestem… Zakonnica nie zakochuje się we Włochu" - cytowano jej słowa w nekrologu opublikowanym po jej śmierci w The Washington Post.


