Natalia Grygny, Interia: - Dlaczego sztuka średniowieczna jest dziwna? Albo inaczej: dlaczego my często odbieramy ją jako dziwną?
Zofia Załęska, mediewistka, historyczka sztuki, autorka "Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza":
- To my odbieramy ją jako dziwną, ponieważ sztuka ta funkcjonowała w zupełnie innym kontekście kulturowym, społecznym czy ekonomicznym. Przede wszystkim nie reprezentowała rzeczywistości w taki sposób, w jaki my jesteśmy przyzwyczajeni. Nie miała być reprezentacją tego, co my widzimy dookoła siebie, a raczej przedstawiała pewną ideę i przekazywała określone treści. Przykład? W bestiariuszach pisano, że tygrysy mają plamki. Zyskiwały je więc na ilustracjach, chociaż doskonale wiemy, że mają paski. W sztuce średniowiecznej kluczowe było uchwycenie relacji między postaciami niż to, żeby całość wyglądała jak realistyczna scenka rodzajowa.
- Sztuka średniowieczna była nastawiona na przekazywanie treści i transfer informacji, a niekoniecznie na pokazanie rzeczywistości 1:1. Taka reprezentacja, jaką znamy z próby odtworzenia obiektu trójwymiarowego na dwuwymiarowym płótnie to dopiero pomysł renesansowy. Świetnie trzymał się do końca XIX wieku, a pod koniec tego wieku znów pojawiły się pomysły, by nie przedstawiać świata takim, jakim go widzimy.
Średniowiecze - wbrew powszechnej opinii - to wcale nie były aż takie "wieki ciemne"? Pani ma nadzieję, że po przeczytaniu książki nikt nie nazwie tamtej epoki ciemnogrodem.
- Bo nie było! Panuje jakieś takie straszne przekonanie o światłej Grecji i światłym Rzymie, pięknych tradycjach antycznych. Potem nagle następuje brud, smród i ciemność. W końcu nadchodzi renesans i wszyscy sobie przypominają o tym antyku i mówią, jak to było wspaniale i że dobrze, że średniowiecza już nie ma. Oczywiście to absolutna bzdura. Wiemy, że w tamtej epoce czytano starożytne teksty. Nie zaginęły w akcji, tylko funkcjonowały w obiegu naukowym, chociaż oczywiście mówimy o jakimś niewielkim procencie społeczeństwa, które było na tyle wykształcone, by się tym w ogóle zajmować. Niektóre teksty zniknęły na wiele lat, ale po czasie wróciły jako tłumaczenia arabskie.
- Filozofowie i filozofki, mistycy i mistyczki w średniowieczu odwoływali się do tradycji antycznych. Wiedzieli, co się działo, znali tę naukę i ją rozwijali. Możemy pomyśleć sobie chociażby o Karolu Wielkim. Okres jego rządów był czasem intelektualnego ożywienia - później nazwanym renesansem karolińskim. On świadomie nawiązywał do idei imperium rzymskiego, dokładnie wiedząc, z czym to się je.
Pani stara się też odczarować średniowiecze w mediach społecznościowych - na Instagramie działa pani jako "Memdiewistka". Sztuka średniowieczna i śmieszne obrazki: skąd pomysł na takie połączenie?
- Pomysł narodził się w 2021 roku, gdy pracowałam nad swoją rozprawą doktorską i zbierałam potrzebne materiały. Stwierdziłam, że to jest zabawne i tak ciekawe, że chciałabym się tym dzielić. Z pomocą przyjaciółek powstała nazwa "Memdiewistka" - połączenie słów mem i mediewistka. Zaczęłam publikować ilustracje czy obrazy z zabawnymi podpisami. Zdarzało się, że ktoś coś udostępniał, na moim profilu zaczęło pojawiać się coraz więcej osób. Moi obserwatorzy to przede wszystkim grupa bardzo zainteresowana tematem, żywo reagująca na moje publikacje. Zadają pytania, chcą wiedzieć, gdzie szukać różnych informacji. To społeczność, która faktycznie chce wiedzieć coś więcej o sztuce średniowiecza.
Jak skomentuje pani zatem usunięcie części swoich prac z wystawy "Re: Średniowiecze. 1000 lat 1000 wersji" w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Wywołały protesty wśród niektórych lokalnych radnych, głos zabrała też Kuria Metropolitalna w Gnieźnie. W sieci z kolei padały hasła o "świętokradczych memach" i "uderzaniu w uczucia religijne katolików".
- Na wystawie kontrowersje wzbudziły dwa czy cztery przedstawienia na ponad 50. Inne jakoś nie wywołały aż takiego szoku. Moje prace zostały zamówione przez Muzem, przyjęte i nie otrzymałam żadnych uwag. Na miejscu widniała tabliczka informująca o tym, że jest to osobista wypowiedź artystyczna, która nie ma na celu obrażenia czy wyśmiania żadnych poglądów. Cała wystawa miała dotyczyć tego, jak średniowiecze ma się do współczesności i jak je postrzegamy. Moim zdaniem memy są jednym z najbardziej nośnych tematów.
- Z mojej perspektywy problemem jest odróżnienie reprezentacji osoby czczonej w religii, np. wizerunków Chrystusa od osoby Chrystusa. W sztuce mieliśmy ikonoklazm, niszczenie ikon, zakaz ich czczenia już wiele razy. Przedstawienie, które wydaje się śmieszne - w naszym rozumieniu - z powodu jakiejś niewprawności artystycznej, zabawnej pozycji lub ustawienia, wyraża braki warsztatowe artysty. A z jakiegoś dziwnego powodu, odbierane jako atak na Chrystusa, świętych i wszystkie założenia dogmatyczne. Co jest zupełnie inną kwestią. Zwłaszcza że moje propozycje - by użyć określenia krytyka sztuki Aleksego Wójtowicza - to normickie, waniliowe memy.
Dziwne stwory, małpa w biskupim stroju, pasterze tańczący z radości i oddający pokłon narodzonemu Jezusowi. Epoka niby mroczna, ale artystom inwencji twórczej odmówić nie można.
- W świecie artystycznym czy świecie średniowiecznej sztuki funkcjonowało całe mnóstwo, powtarzających się motywów. Operowano znakami w miarę rozpoznawalnymi przez odbiorców. Nie jesteśmy w stanie do końca stwierdzić, czy były zrozumiane dla wszystkich, na ile było dla osób wykształconych.
Czyli można powiedzieć, że grono ich odbiorców w średniowieczu było dość wąskie?
- Zdecydowanie, zwłaszcza, jeśli mówimy o rękopisach. Wspomniała pani o przedstawieniu pasterzy oddających pokłon Dzieciątku. Motyw ten pojawia się często w luksusowych modlitewnikach. W tym przypadku skojarzenie mamy dość ustabilizowane - rodzi się Jezus, pasterze tańczą więc z radości. Taki motyw nie budził zdziwienia. Do modlitewnika miało jednak dostęp niewiele osób, czyli rodzina osoby fundującej. Rękopis potrafił naprawdę sporo kosztować. Ciężko jest przekładać tamte wartości na czasy współczesne, ale wyobraźmy sobie, że rzemieślnikowi należało zapłacić za ileś "dniówek", miesięcy, a czasami nawet i lat pracy. Możemy więc przeliczyć sobie naszą dzienną pensję razy czas, który poświęciliśmy na stworzenie modlitewnika. Fundusze trzeba było mieć, i to niemałe.
Chodźmy dalej. Postaci przebite strzałami, przypiekane na ruszcie, wychodzące z brzucha smoka.
- Poprzez różne dziwne dla nas znaki, mamy opowiedziane pewne historie. Osoba wychodząca z brzucha smoka? Dla osoby żyjącej w średniowieczu w kręgu chrześcijańskim, było jasne, że to św. Małgorzata Antiocheńska. Popularna była wówczas legenda, że przyszedł do niej diabeł pod postacią smoka, pożarł ją, a ona za pomocą znaku krzyża wyszła z jego brzucha. "Wszyscy" legendę o św. Małgorzacie znali, bo słyszeli o tym w kościele od księdza, albo ktoś gdzieś o tym przeczytał. Dla ludzi tamtej epoki było to oczywiste. Tak jak dla nas oczywiste jest znaczenie emotikonek.
- Gdybyśmy były żyjącymi w średniowieczu kobietami, tym bardziej miałybyśmy świadomość, że chodzi o św. Małgorzatę. Znałybyśmy ją jako tę świętą, do której modlimy się o dobry poród. Gdy ludzie widzieli jakieś demoniczne stwory, tłumaczyli sobie to w jakiś sposób z opowieści, historii przekazywanych przez duchownych. Święci byli obecni w ówczesnym życiu. To, że dla nas mogą być dziwne wynika z tego, że odrzuciliśmy symbolikę, zapomnieliśmy o niej, uznaliśmy, że jest dziwna i okropna, nie chcemy się czymś takim zajmować. Głównie też dlatego, że w XIX wieku kształtowały się podwaliny różnych dziedzin naukowych, m.in. historii sztuki. Powstał tzw. kanon - stwierdzono: tym się zajmujemy, a tym nie, o tym piszemy, a o tym nie. Z powodu różnych mechanizmów, czasami niewiedzy i braku dostępu do źródeł pewne rzeczy nie ukształtowały się jako istniejące w kanonie. Dlatego często myślimy sobie: o co w tym wszystkim chodzi?
Średniowiecze chyba też kojarzy nam się trochę z etykietką "twórca nieznany", który robi coś na chwałę Boga i pozostaje anonimowy. Pani mówi: to nie do końca tak. A jak?
- Wykształceni rzemieślnicy, aby zyskać profesję, musieli u mistrza nauczyć się obróbki drewna, jak malować czy rzeźbić w konkretnym materiale. Rzemieślnik zakładał warsztat i sobie działał. Mógł pracować - jako osoba świecka - w mieście albo jako uzdolniony twórca żyć w klasztorze. Takie osoby tworzyły obiekty i nie było najważniejsze, by podpisać się na dziele sztuki. Nie myślano o tym w takich kategoriach. Sporządzano jednak pewne umowy, w listach pojawiały się informacje o pochodzeniu danego przedmiotu. Niestety, sporządzanie pisemnych umów nie było obowiązkowe, a wiele dokumentów po prostu nie przetrwało do dzisiaj.
Zachowały się jednak dowody, że w średniowieczu sztuką czasami zajmowały się też kobiety. Były np. iluminatorkami.
- Były i akurat na to mamy dowody w postaci zachowanych, podpisanych rękopisów. Oczywiście nie przeceniajmy, że w tamtej epoce kobiety mogły robić wszystko o czym tylko zamarzyły. Panowała kultura patriarchatu. Ale fakt jest jednak taki, że jak najbardziej uczestniczyły w powstawaniu dzieł sztuki; w mniejszym udziale niż mężczyźni, ale dysponujemy dowodami, że brały udział w tych pracach. W tym przypadku "luksusową krainą" były tereny Niderlandów czy Burgundii zwłaszcza w XV wieku. Kobiety cieszyły się tam bardzo dużą swobodą ekonomiczną i społeczną. Mogły nawet prowadzić swoje warsztaty rzemieślnicze. Nie było aż tak źle jak sobie wyobrażamy.
Na początku rozmowy padło słowo "bestiariusz". To chyba jedno z najbardziej znanych średniowiecznych dzieł. Lew w tamtej epoce był utożsamiany z odwagą, funkcjonował jako symbol Jezusa. Przypomina mi to "Opowieści z Narnii". Jeden z bohaterów, lew Aslan jest powszechnie uznawany za jego alegorię. Pojawia się wiele odniesień do życia Jezusa, w tym poświęcenie życia na kamiennym stole, a potem zmartwychwstanie.
- To jest bardzo dobre skojarzenie. Gdy spojrzymy na bestiariusze - bo to nie jedna książka, a gatunek tekstu, encyklopedia wiedzy o świcie przekazanej w formie zwierząt. Znajdziemy tam zapisane różne stwierdzenia, które znamy nawet dzisiaj z przekazów kulturowych.
- Gdy pierwszy raz zetknęłam się z tematyką bestiariuszy, wpadłam w zachwyt. Często pojawiała się u mnie myśl: "Aha, a więc to dlatego tak uważamy". W uproszczeniu: smok jest zły, a pies to najlepszy przyjaciel człowieka, a lis jest cwany i sprytny. Niesamowite, że możemy poprowadzić nitkę do kłębka i przekonać się skąd nasze zachodnioeuropejskie wyobrażenia pochodzą. Oczywiście nie było tak, że w średniowieczu ktoś usiadł i to wymyślił. Wiele z tych opowieści ma o wiele dłuższy, antyczny rodowód.
- Bestiariusze są fascynującą i przyjemną lekturą. I to pomimo tego, że niektóre rzeczy brzmią naprawdę absurdalnie i obecnie wywołują raczej śmiech. Jak spojrzymy w sposób kulturowy, wiemy te rzeczy z przekazów, m.in. kultury popularnej. "Opowieści z Narnii" to wręcz wzorcowy przykład. C.S. Lewis był protestantem, a jego twórczość jest głęboko osadzona w chrześcijaństwie. Rzeczywiście, to przyjemność poznawcza dostrzegania takich połączeń.
Dlaczego średniowieczny bóbr wygląda jak pies?
- Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Z naukowego punktu widzenia brzmiałaby tak: w bobrze nie jest najważniejsze, że nie wygląda jak bóbr, tylko to, co robi. Bo akt wykonywany przez bobra pozwala go rozpoznać. Mówiąc o innych zwierzętach takich jak słoń czy tygrys możemy sobie wyobrazić, że średniowieczny autor ich nie widział. Widział obrazek kogoś, kto kiedyś od kogoś słyszał o słoniu. Na ilustracjach wygląda śmiesznie, ale poznajemy go po przedstawionym zachowaniu. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego bóbr nie mógł wyglądać jak bóbr. Wydaje mi się, że był jednak na tyle popularnym zwierzęciem, że bez trudu można było go narysować.
Lis wygląda jak lis, przypisuje mu się chytrość. Mamy też małpę i naśladowanie. Skąd krwiożercze zające? Rycerze stający w szranki ze ślimakami na marginesach ksiąg?
- Jest to pewien motyw odwróconego świata, świata karnawałowego, świata "na głowie". Rycerz powinien dzielny, a ślimak jest mały i raczej nie wzbudza strachu. Odwracamy sytuację i powstaje sytuacja komiczna. Możemy w ten sposób także wyśmiać pewne cechy określonych grup społecznych. W średniowieczu ludzie też mieli poczucie humoru i śmiali z różnych rzeczy. Krwiożerczy zając? Przypomnijmy sobie film "Monty Python i Święty Graal". W jednej ze scen pojawia się zając z zakrwawionym pyszczkiem. Wychodzi z wielkiej jaskini i przegryza tętnicę rycerzowi - to motyw żywcem wzięty z przedstawień w średniowiecznych księgach
Jeż z jabłkiem to motyw znany z książeczek dla dzieci. Jego rodowód raczej nie jest słodki i niewinny, bo w średniowieczu jeż był uznawany za "grzeszną bestię", a obrazek to symbol kradzieży jabłka z biblijnej winnicy.
- To skojarzenie z biblijnymi przypowieściami, w których jest mowa o winnicy pańskiej. Pojawia się metafora z jeżem w roli głównej, który kradł jabłka. Czasem taki "zły PR" wynikał z próby ochrony, jak w przypadku mandragory, rośliny toksycznej o działaniu psychoaktywnym. Jeśli ktoś by taką mandragorę zjadł, to może mieć halucynacje, a nawet poważne zatrucie. Istnieje dookoła tego legenda pod tytułem "uważaj człowieku, nie jedz tego", nabudowana fantastycznymi opowieściami o krzyku rośliny; ma chronić człowieka przed chorobą.
Psy są za to przedstawiane pozytywnie, jako zwierzęta kochające człowieka. Już wtedy stanowiły symbol wierności. Wspomina pani w książce, że w średniowieczu pojawiały się nawet poradniki dotyczące opieki nad psami. Był nawet rękopis z ponad 1000 imion dla psów, np. Pretiboy czy Pretyman.
- Od razu na początku zaznaczę, że to poradniki dla arystokratów. Nie było tak, że każdy człowiek klasy niższej głaskał swojego psa i traktował jak towarzysza. W tym przypadku pies musiał pełnić jakąś rolę, np. na polowaniu czy jako stróż obejścia. Zwierzę zwykłym ludziom musiało się "odpłacić" za to, że się je karmi i utrzymuje. Transakcja wiązana: ja daję ci jedzenie, ty mnie bronisz. Posiadanie psów będących "bez funkcji" było oznaką pewnego luksusu i bogactwa. Jeżeli mam psa, który nie pilnuje majątku, nie poluje, a siedzi na kanapie i go głaszczę, była to pewna oznaka finansowej ekstrawagancji. Przynajmniej w średniowieczu. W sztuce istnieje sporo przedstawień dam, którym towarzyszył mały piesek siedzący na kolanach lub noszony na rękach, wskazujący na ich status.
We Francji modlono się nawet do psa Guineforta o uzdrowienie chorych dzieci. Kościół jednak zakazał takich praktyk.
- Kult świętego psa Guineforta został dość szybko wyrugowany, bo nie zgadzał się z linią kościoła. Psy pojawiają się jednak w legendach o innych świętych. Przykładem jest św. Roch, patron, którego kult narodził się w drugiej połowie XIV wieku, podczas tych najbardziej intensywnych epidemii dżumy. Był odpowiedzią na potrzebę, która się pojawiła - panuje zaraza, potrzeba patrona, patron się pojawia. Św. Roch pielgrzymował przez Europę, a dżuma zastała go w drodze. Pracował w szpitalu i pomagał się zajmować chorymi. Ostatecznie dżuma dotknęła również jego. Udał się do lasu, by nikogo nie zarazić i tam umrzeć. Pojawił się tam pies, który się z nim zaprzyjaźnił. Zwierzak zaczął mu przynosić jedzenie i tylko dzięki temu, że pies go karmił, św. Roch wyzdrowiał. Pies często pojawia się w rzeźbach. Mamy świętego przedstawianego z oznakami choroby, np. powiększonymi węzłami chłonnymi albo ranami. Tuż obok znajduje się pies, który podaje mu chleb. Istnieje więc kulturowa opowieść o psie jako przyjacielu człowieka.
A jak było z kotami?
- Myślimy sobie, że kot był utożsamiany z czymś mrocznym, zwłaszcza czarny. Wystarczy wspomnieć o kocie Behemocie z "Mistrza i Małgorzaty". Realnie, koty w średniowieczu były bardzo potrzebnymi zwierzętami. Łapały myszy, które wyjadały ludziom zapasy ziarna. Koty były trzymane również w kościołach, ponieważ myszy lubiły się do nich zakradać i wyjadać hostię - tak mówią też bestiariusze. A na to już nie można było sobie pozwolić.
- Mamy też źródła literackie wspominające o tym, że koty były kochane i lubiane. Istnieją portrety zakonnic bawiących się z kotami, bo były one również mieszkańcami klasztorów. Najsłynniejszy przykład ukazujący relacje na linii ludzie-koty w średniowieczu to wiersz Pangur Ban. Stworzył go w IX wieku irlandzki mnich w opactwie Reichenau. W języku staroirlandzkim tytuł oznacza "biały filc". Przepiękny wiersz opowiada o ich przyjaźni. Mnich pisze swoje księgi, kot łapie myszy i razem trwają w przyjaźni.
Wplećmy w naszą rozmowę trochę fantastyki. Smok, gryf, centaur, jednorożec żyły zawsze w odległych krainach.
- Każda grupa społeczna, plemię czy naród ma swoją mitologię. Tutaj wspomnę chociażby o bestiariuszu stworów słowiańskich. Stwory znane w średniowieczu mają swoją antyczną historię, czasami sięgającą czasów jeszcze wcześniejszych. Centaur został rodem zaczerpnięty żywcem z mitologii greckiej. Wydaje mi się, że potwory są pewną manifestacją różnych lęków. W lesie robi się ciemno, coś tam na nas czyha, więc to może być potwór. W ten sposób tworzy się o nim jakaś opowieść. To również potrzeba jakiegoś kulturowego ostrzeżenia. Tak jak u nas słynna "czarna wołga" czy inne opowieści tego typu. Ubieranie nieopisanych lęków w postać potwora to historia stara jak świat.
- Opowieść o różnych fantastycznych stworach zazwyczaj jest taka, że mieszkają gdzieś bardzo, bardzo daleko. Nikt nie widział, nikt nie słyszał, ale ktoś był i widział. Przecież też mamy różne tzw. legendy miejskie.
Bliżej ludzi w średniowieczu byli za to święci.
- Świętych wizualnie reprezentowano z nimbem, czyli tzw. otokiem czy dyskiem świetlnym dookoła głowy. Powinien się również pojawiać jakiś atrybut, ponieważ świętych w Kościele katolickim jest mnóstwo, więc trudno każdego rozpoznać. Sztuka nie miała odtwarzać rzeczywistego wyglądu, więc byli pokazywani we współczesnych artyście strojach i fryzurach. Atrybuty były formą rozpoznania. Były związane najczęściej z męką świętego lub z legendą. Słyszeliśmy, że św. Piotr pilnuje bram nieba, więc jest przedstawiany z kluczami, ale św. Sebastian, o którym legenda mówi, że został rozstrzelany, jest przedstawiany ze strzałami. Wierni wiedzieli o tym z kazań.
Ważnym motywem w sztuce była Maria. Stanowiła też wzór do naśladowania dla kobiet.
- Maria to ważna osoba, jeśli mówimy o kształtowaniu się chrześcijaństwa w sferze kościoła zachodniorzymskiego. Urodziła Jezusa, dzięki czemu kobiety mogły się z nią utożsamiać. To ważne, bo przecież kobiety nie miały dostępu do wysokich stanowisk w kościele, nie mogły być księżmi czy biskupami, nie miały dostępu do tej hierarchii. Maria była wzorem idealnej dziewicy, matki, świętej. Kobiety mogły się w niej odnajdować, ponieważ była dziewicą, ale i matką. W związku z tym wzór do naśladowania znajdowały w niej kobiety w klasztorze, jak i pozostałe, które miały męża i dzieci.
W dziele Hansa Memlinga "Zwiastowanie" mamy moc symboli. Szata w barwach czerwieni i niebieskiego, lilie w wazonie. I te pawie oka na szacie Archanioła Gabriela. Nie są tu bez powodu - paw uchodził za symbol Maryi. Dlaczego właśnie on?
- Motyw z pawimi okami nie jest przypadkowy. Paw już w czasach antycznych był uważany za ptaka, którego mięso nigdy się nie psuje. Symbolizował nieśmiertelność, pojawiał się w symbolice bogini Hery czy też rzymskiej Junony. W sferze wizualnej przeszedł z bogini pogańskiej na Marię. Znalazł swoje znaczenie w odniesieniu do nieskończoności, niebiańskości i wieczności.
- Kolory na szatach Maryi nie są bez znaczenia. Niebieski kolor jest symbolem maryjnym kojarzącym się z niebem i pobożnością. Co więcej, barwa ta była najdroższą do uzyskania, jeśli chodzi o farby. Aby uzyskać piękny, głęboki kolor trzeba było sprowadzić z Afganistanu kamień półszlachetny lapis lazuli. Użycie go było więc hołdem dla przedstawionej osoby. Czerwona albo różowa suknia ma związek z miłością, w tym miłością macierzyńską do wszystkich ludzi. Inne znaczenie? Czerwień to również krew i cierpienie. Szata w tym kolorze to znak, że Maria współcierpiała. Mowa tu o ofierze Chrystusa, która nastąpi i będzie cierpieć.
Z jednej strony mamy Jezusa, Marię i świętych, z drugiej diabły i demony. W ich przypadku powiedzenie "nie taki diabeł straszny jak go malują" chyba nie ma racji bytu. Przykład? Ilustracja w XIV-wiecznym modlitewniku, gdzie to grupa diabłów wwozi wyrywające się dusze ludzi taczkami do piekielnej paszczy.
- Diabeł jest przerażający, bo mamy się go bać. Już w średniowieczu był przedstawiany jako ostrzeżenie. Aby wszyscy żyli tak, by nie spotkać się ze strasznym demonem. Dzięki temu można było ostrzec większą liczbę ludzi, by przestrzegali zasad religijnych i społecznych. W tym tkwił zamysł wielu średniowiecznych dzieł. Wszystko po to, by nakierować ludzi na dobrą drogę.
Dlaczego lekarz musiał znać znak zodiaku pacjenta i sprawdzić fazę księżyca przed rozpoczęciem badania? Ludzie wierzyli, że coś jest zapisane w gwiazdach?
- Astronomia była niegdyś jedną z najważniejszych nauk. W jej skład wchodziły również tematy, które obecnie określamy mianem astrologii. Lekarz zakładał więc, że znak zodiaku pacjenta jest istotny. Tutaj trzeba wspomnieć o tym, jak wyglądały studia medyczne. Lekarz na uniwersytecie prawdopodobnie studiował siedem sztuk wyzwolonych, które dzieliły się na trivium: gramatyka, retoryka, dialektyka oraz quadrivium: arytmetyka, geometria, muzyka i astronomia. Astronomia była wówczas rozumiana jako astrologia i była absolutną podstawą. Jeśli opanował te przedmioty, dopiero potem mógł uczyć się o ludzkim ciele. Uważano, że astrologia jest sztuką królewską, a gwiazdy wpływają na wszystko, co się dzieje na ziemi. Wszystkie sfery nieba miały swoje odbicie w człowieku: makrokosmos wpływał na mikrokosmos. Uznawano, że inaczej się nie da. Ciekawe, że współcześnie zodiakarstwo ma się świetnie i jak bardzo przypomina to co było, tylko chyba w nieco innym stopniu.
Na koniec przejdźmy do spraw ostatecznych takich jak motyw dance macabre, czyli taniec śmierci.
- Chociaż taniec śmierci kojarzy nam się bardzo średniowiecznie, pojawił się w zasadzie dopiero pod koniec epoki. Śmierć była wtedy bardziej obecna w świecie, my współcześnie jej tematu raczej unikamy. Rzadko ktoś umiera w domu, raczej odchodzi się w szpitalu. Często po śmierci bliskiego dzwoni się już do domu pogrzebowego, który zajmuje się organizacją pochówku. W średniowieczu nie było jako takiej obsesji na temat śmierci, ale panowało pogodzenie się z tym, że kiedyś trzeba będzie odejść.
Pojawiały się też poradniki dobrego umierania. Co można było w nich znaleźć?
- Poradniki typu "ars bene moriendi" zawierały informacje o przygotowaniu do śmierci. Można w nich było znaleźć wskazówki dotyczące spowiedzi, ważnych modlitw i tego, jak pogodzić się ze wszystkimi przed swoim odejściem. W momencie umierania dusza miała zostawać poddana licznym próbom, a demony starały się ją "przeciągnąć" na swoją stronę. Umierający musiał się im oprzeć, by trafić do nieba, dlatego wokół powinna zgromadzić się rodzina, wspierać go i modlić się. Ważne było przyjęcie sakramentów i wezwanie księdza. W średniowieczu dobra śmierć oznaczała czyste sumienie, zamknięcie spraw doczesnych i pogodzenie się z nią. To wszystko miało pozwolić spokojnie odejść z tego świata.