Reklama

Podobno dla mody i urody jesteśmy w stanie zrobić wiele. Godziny spędzane na tzw. self care, skomplikowane zabiegi pielęgnacyjne i testowanie tiktokowych trendów stały się już normą, szczególnie wśród przedstawicielek pokolenia Z. Polki poszły w tym jednak o krok za daleko, rezygnując na rzecz wyglądu z komfortu. Co gorsza, okazuje się, że gra nie jest warta świeczki.

Ekspertki alarmują, że utknęłyśmy w za małych rozmiarach ubrań. 

Reklama

- To przede wszystkim obserwacje z ulicy, sklepów, przymierzalni, placu zabaw i rozmów z kobietami. Widać to po tym, jak ubrania układają się na ciele: materiał jest napięty, spodnie się wbijają, a ruch bywa ograniczony - wymienia Katarzyna Daniłko, znana jako Pani od Jakości, zajmująca się świadomą konsumpcją.

Obserwacje ekspertki podzielają współpracujące z nią stylistki, które podczas przeglądów mówią, że często ponad połowa ubrań klientek jest zbyt mała.

Dlaczego nosimy za małe ubrania? Ekspertka o kulcie szczupłości - Ciekawym punktem odniesienia są też archiwalne zdjęcia naszych mam i babć. Mam wrażenie, że kiedyś ubrania częściej były dopasowywane do ciała, a dziś zbyt często to ciało próbuje dopasować się do metki. Nie traktuję tego jako pojedynczych przypadków, tylko jako powtarzalne i bardzo znormalizowane zjawisko - ocenia.

Katarzyna Daniłko ocenia, że ten niezdrowy trend to w dużej mierze efekt kultu szczupłości, w którym wiele kobiet zostało wychowanych.

- Rozmiar na metce nadal bywa traktowany jak miara własnej wartości, dlatego tak trudno psychicznie "przejść" na większy rozmiar, nawet jeśli to właśnie on byłby wygodny i dobrze dopasowany. Dopóki ubranie jeszcze się dopina, wiele osób uznaje to za sukces - mówi. 

Ważną rolę w tym procesie odgrywają media społecznościowe. Jak zwraca uwagę specjalistka, treści publikowane na Instagramie czy TikToku wzmacniają tę presję, utrwalając obraz ciała, które ma być małe, zwarte i "idealne".

Zwrot w stronę małych rozmiarów. Tak marki wpływają na nasze decyzje zakupowe
- Do tego dochodzi system rozmiarów i ograniczona dostępność większych rozmiarów w sklepach - podkreśla Daniłko. Mowa o schemacie spotykanym często w sieciówkach. W sklepach popularnych marek wieszaki zapełniane są zazwyczaj rozmiarami maksymalnie do XL lub 42. Nawet jeśli metka wskazuje, że rozmiarówka sięga XXL czy rozmiaru 46, najczęściej dowiadujemy się, że te największe dostępne są tylko online. To z kolei napędza niekorzystny schemat. 

- Jeśli klientka widzi w sklepie głównie mniejsze rozmiary, a większe są dostępne tylko online albo w bardzo ograniczonej liczbie, to realnie wpływa to na decyzje zakupowe. Wiele osób, kiedy już jest w sklepie, chce wyjść z gotowym zakupem tu i teraz, a nie wracać do domu i zamawiać coś przez internet. W efekcie kobiety często wolą zmieścić się w mniejszy rozmiar, niż przyznać przed sobą, że potrzebują większego, choć paradoks polega na tym, że zbyt małe ubrania zwykle wcale nie wysmuklają, tylko dodają sylwetce ciężkości - tłumaczy specjalistka. 

"Organizm nie funkcjonuje w próżni". To, co nosisz, wpływa na zdrowie

Niestety, na efektach wizualnych się nie kończy. Noszenie zbyt małych ubrań mocno odbija się na zdrowiu, choć łączenie przyczyny ze skutkiem nie przychodzi łatwo.

- Organizm nie funkcjonuje w próżni. Pozostaje w ciągłej interakcji ze środowiskiem, również tym najbliższym, jakim jest odzież - przypomina lek. Monika Budzich-Napiwodzka.

- Przewlekły ucisk może wpływać na mikrokrążenie i drenaż limfatyczny, zmieniając miejscowe warunki perfuzji tkanek. Wzrost tarcia i wilgotności sprzyja uszkodzeniu bariery naskórkowej, co zwiększa podatność na procesy zapalne - wymienia lekarka. I podkreśla: Dyskomfort, który często ignorujemy, bywa w istocie sygnałem zaburzonej homeostazy tkankowej.

- W tym ujęciu odzież przestaje być wyłącznie wyborem estetycznym, stając się realnym, choć niedocenianym czynnikiem wpływającym na fizjologię organizmu - zaznacza lekarka.

Katarzyna Daniłko zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. - Największym zaskoczeniem dla mnie były pogłębiające się  zmarszczki na twarzy - dodaje.

Zdaniem ekspertki, choć praktyki stosowane przez marki nie są obojętne dla konsumentek, nie można przesuwać na nie pełnej odpowiedzialności za schemat.

- Rozumiem logikę marek. Większe rozmiary oznaczają większe zużycie materiału, a cena końcowa produktu często pozostaje taka sama, więc dla firm jest to po prostu mniej opłacalne. Nie powiedziałabym więc, że marki są wyłącznie winne, ale na pewno ich polityka rozmiarowa może wzmacniać problem - ocenia.

Według Daniłko działa to dwutorowo. - Z jednej strony mamy ograniczoną dostępność części rozmiarów, a z drugiej strony kobiety, które i tak bardzo często wybierają metkę bardziej satysfakcjonującą psychicznie niż rozmiar, który naprawdę dobrze im służy - tłumaczy.

Wide leg czy skinny jeans? Specjalistka: Fason to jedno, stosunek do metki to drugie

Zdawałoby się, że poruszany przez ekspertkę problem był bardziej aktualny jeszcze kilka lat temu, gdy na sklepowych wystawach królowały skinny jeans - najlepiej z wysokim stanem, chętnie łączone z krótkim topem. Dzisiaj rurki dawno ustąpiły miejsca spodniom typu wide leg, a o tym, jak modne stały się obszerne, zwisające wręcz ubrania przypomina m.in. Hailey Bieber, dobierając swoje stylizacje tak, jakby podbierała części garderoby z szafy męża.

Czy zatem zwrot trendów w stronę stylu over size może zatrzymać niezdrowy trend? Niekoniecznie. - Oversize jest modny od wielu sezonów i rzeczywiście zmienił sposób, w jaki myślimy o sylwetce i ubraniu, ale nie rozwiązał problemu stygmatyzacji większych rozmiarów. Luźny fason to jedno, a stosunek do metki to drugie. Nadal wiele kobiet woli nosić mniejszy rozmiar na metce, nawet jeśli realnie lepiej służyłby im większy - zauważa Katarzyna Daniłko.

W jej ocenie oversize nie jest zresztą rozwiązaniem dla każdego. - To po prostu jeden z fasonów, który jednemu służy bardziej, drugiemu mniej. Dziś zresztą moda znowu skręca w stronę bardziej dopasowanej sylwetki, więc temat dobrze dobranego rozmiaru pozostaje aktualny niezależnie od trendów - zaznacza.

Tymczasem wystarczy poświęcić kilka minut, by upewnić się, że odzież, z którą udajemy się do kasy, ma odpowiedni rozmiar. W większości wystarczy solidne i świadome mierzenie. Zakładając ubranie, warto zasymulować ruchy, jakie będziemy w nim później wykonywać - wyciągnąć ręce, jak do prowadzenia auta. Usiąść, kucnąć, spróbować zawiązać buta.

- Jeśli kupujesz spodnie, wsadź rękę w pas. Ma być miejsce na kolację i to, jak ciało zmienia się np. przy menstruacji. Sprawdź kieszenie z przodu i z tyłu. Jeśli nie mieścisz tam ręki, ani telefonu, to bardzo możliwe, że są po prostu za małe. Spodnie mają służyć nie tylko do stania przed lustrem - przypomina Daniłko.

Według ekspertki najważniejsze jest nie to, czy coś jest oversize, czy obcisłe, tylko czy ubranie naprawdę pasuje do ciała, daje komfort i pozwala człowiekowi czuć się dobrze.

- Bo kiedy ubranie jest dobrze dobrane, rozmiar przestaje być źródłem wstydu, a staje się po prostu informacją techniczną - podsumowała.