Reklama

Kolumna Barska zdobi niewielki plac tuż przy zamku w Rapperswilu. Stojąc przy niej, można objąć wzrokiem jezioro, a także znaczną część miasta. Skupiam jednak swoją uwagę na cokole. A konkretnie - na umieszczonej nań inskrypcji.

"Niespożyty duch Polski stuletnią krwawą walką, protestujący przeciw ciemiężącej go przemocy z wolnej ziemi Helwetów przemawia do sprawiedliwości Boga i świata".

Reklama

Kolumna powstała w 1868 roku - w 100. rocznicę rozpoczęcia konfederacji barskiej. Jej pomysłodawcą i fundatorem był hrabia Władysław Plater, mieszkający na emigracji w Szwajcarii. Ten sam mężczyzna postanowił założyć w Rapperswilu także Muzeum Polskie.

Guten Tag. Sprechen Sie Polnisch?

Stoję u stóp pokaźnej kamienicy pod adresem Hauptplatz 8 i wciskam przycisk na domofonie. Cisza. Nikt nie odpowiada.

Nie dziwi mnie to. Dzień wcześniej skontaktowałem się z Muzeum Polskim za pośrednictwem mediów społecznościowych i otrzymałem wiadomość, że instytucja jest obecnie zamknięta. Trwają przygotowania do otwarcia nowej wystawy.

- Co mi tam, i tak spróbuję. Może akurat się uda - pomyślałem i ruszyłem z Zurychu do Rapperswilu.

Dzwonię drugi raz. Trzeci. Czwarty.

W końcu drzwi otwierają się. Wchodzę i wspinam się po stromych schodach. Docieram do lokalu, którego poszukiwałem.

- Guten Tag. Sprechen Sie Polnisch? - pytam.

- Ja - słyszę w odpowiedzi.

Natychmiast przechodzimy na mowę ojczystą. Przywitała mnie Anna Buchmann, dyrektorka Muzeum Polskiego w Rapperswilu. Potwierdza, że placówka jest obecnie zamknięta i ze zwiedzania nic nie wyjdzie. Zaczyna jednak opowiadać mi historię tego miejsca, a ja czuję, że chcę się w nią zagłębić. Po kilkudziesięciu minutach umawiamy się na dłuższą rozmowę w bardziej dogodnym terminie.

Klęska kolejnego powstania

- Wszystko zaczęło się od klęski - rozpoczyna swoją opowieść Anna Buchmann.

W 1864 roku upadło powstanie styczniowe. Kolejny nieudany zryw niepodległościowy. Hrabia Władysław Plater mieszkał już wówczas w Szwajcarii i jako powstaniec listopadowy mocno przeżył porażkę swoich naśladowców.

Coś w nim pękło. Romantyzm nie zdał egzaminu. Przyszła pora na pracę organiczną i u podstaw.

- Postawił na emigracyjną edukację młodych ludzi, z których chciał stworzyć przyszłe elity państwa. Ponadto obrał za cel powołanie do życia instytucji pokazującej prawdziwą historię ojczyzny i walczącej o międzynarodowe uznanie dla sprawy polskiej - mówi Buchmann.

Hrabia zaczął szukać nieruchomości, która mogłaby posłużyć mu za siedzibę planowanego muzeum. Pierwotnie chciał kupić Zamek Napoleona nad Jeziorem Bodeńskim, ale transakcja nie doszła do skutku. Szczęśliwym trafem Plater znał się jednak z Gottfriedem Kellerem, szwajcarskim pisarzem i poetą, żywo zainteresowanym losami Polski. Już podczas powstania styczniowego utworzył on 28 komitetów pomocowych, które przekazywały dary na rzecz walczących Polaków.

To właśnie Keller powiedział hrabiemu o będącym w ruinie zamku w Rapperswilu. Gmina, która planowała rozebrać budynek, zgodziła się oddać go w dzierżawę za symbolicznego franka. Platerowi zależało na kupnie, ale tę prośbę lokalna administracja odrzuciła. Umowę podpisano na 99 lat.

- To było pierwsze narodowe muzeum w Szwajcarii. Sami Helweci swojego doczekali się dopiero ponad 20 lat później - dodaje moja rozmówczyni.

W 1870 roku Muzeum Polskie w Rapperswilu oficjalnie zainaugurowało swoją działalność.

16 listów dziennie

Sława Muzeum Polskiego w Rapperswilu szybko wydostała się poza Szwajcarię. Wieść o powstaniu takiego miejsca dotarła do antykwariusza na dworze króla Szwecji, Henryka Bukowskiego.

- Był powstańcem styczniowym, który po upadku zrywu wyjechał na drugą stronę Bałtyku. W Sztokholmie został antykwariuszem i bibliotekarzem na dworze królewskim. Wszystkie polonika, które tam zdobył, a z uwagi na potop szwedzki było ich sporo, wysyłał do Rapperswilu - tłumaczy dyrektorka.

Przy muzeum powstała też biblioteka. Plater oddał zarządzanie nią w ręce Bukowskiego. Ten z kolei zatrudnił w nowo powstałej instytucji... Stefana Żeromskiego.

Jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy w historii część swoich dzieł stworzył właśnie w Szwajcarii. W "Ludziach Bezdomnych" niektóre postacie były wzorowane na rodakach, których poznał w Rapperswilu.

W tym samym czasie hrabia zajmował się dyplomacją. Był niesłychanie pracowity i sprawie polskiej poświęcał właściwie całą swoją energię. Potrafił pisać nawet 16 listów dziennie.

Do królów. Do polityków. Do tych, którzy mogli coś zmienić.

Prowadził też bardzo ostrą polemikę z Bismarckiem, sprzeciwiając się fałszowaniu historii naszego kraju w prasie niemieckiej.

W Rapperswilu hucznie obchodzono wszystkie polskie święta i rocznice historyczne. Dbano o to, aby zawsze pojawiali się na nich wybitni rodacy, jak i ambasadorowie czy przedstawiciele innych krajów.

Mauzoleum w Rapperswilu

Najcenniejszy eksponat miał dopiero pojawić się w Rapperswilu. Serce. Dosłownie. Serce Tadeusza Kościuszki.

Dzięki długotrwałym staraniom, a także osobistym koneksjom polskiej emigracji w Szwajcarii, urna przyjechała nad Jezioro Zuryskie z Włoch.

Tego jednak Władysław Plater nie dożył. Zmarł w 1889 roku, a mauzoleum powstało cztery lata później - w setną rocznicę insurekcji kościuszkowskiej.

Hrabia nigdy nie zobaczył zwieńczenia swojego dzieła. Nie był świadkiem pielgrzymek Polaków do Rapperswilu, którzy oddawali hołd Najwyższemu Naczelnikowi. Przybywali z różnych stron nieistniejącego państwa. Z różnych warstw społecznych.

Przyciągała ich obietnica. Obietnica wolności.

Piłsudski, Dmowski i Narutowicz

Im bliżej było ziszczenia się tej pięknej obietnicy, tym większą polityczną rolę odgrywało muzeum. W jego zarządzie znalazł się Roman Dmowski, a na zamku regularnie pojawiali się również Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz.

Kiedy Polska odzyskała niepodległość, Sejm - w 1921 roku - podjął decyzję o przeniesieniu rapperswilskich zbiorów do kraju. Problem polegał jednak na tym, że w owym czasie nad Wisłą nie było ani Muzeum Narodowego, ani Biblioteki Narodowej. Po 123 latach zaborów struktura państwa była w powijakach.

Ostatecznie transfer eksponatów odbył się więc dopiero w 1927 roku.

- Kiedy różne zbiory z całego świata wracały do wolnej Polski, Piłsudski osobiście kazał szczególnie mocno uważać na artefakty z Rapperswilu. Polecił też umieścić je w najlepszych miejscach Biblioteki Narodowej - podkreśla Anna Buchmann.

Muzeum opustoszało. Zamek wciąż znajdował się jednak w polskiej dzierżawie, a międzywojenne Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zamierzało tego faktu marnować. Postanowiono stworzyć nową ekspozycję - popularyzującą młode, nieodkryte państwo, uwypuklającą jego turystyczne walory. Prezentowano między innymi zdjęcia powstającej Gdyni czy też kolejki na Kasprowy Wierch.

Cztery lata po tym, jak muzeum zdefiniowało się na nowo, wybuchła II wojna światowa.

Szwajcaria odwdzięczyła się polskim żołnierzom

Historia zatoczyła koło. Szwajcaria znów stała się domem dla Polaków, którzy nie mogli wieść życia w swoim kraju. Taki los spotkał między innymi 13 tysięcy polskich żołnierzy, którzy uciekli z Francji po ataku nazistowskich Niemiec. Zbiegli w kierunku Alp.

Helweci internowali ich w specjalnie przygotowanych obozach, a następnie posłali do pracy. Wojskowi budowali drogi, osuszali bagna i pomagali w gospodarstwach rolnych.

- W tym czasie w Szwajcarii panowała powszechna mobilizacja, mężczyźni stali na granicach państwowych. Polacy wypełnili lukę na rynku pracy - dodaje Buchmann.

Po zakończeniu II wojny światowej Helweci odwdzięczyli się Polakom, zapewniając im możliwość zdobycia wykształcenia na szwajcarskich uniwersytetach. Wielu z nich skorzystało z tej furtki i zostało na emigracji.

W tym czasie nad Odrą zawisła żelazna kurtyna.

- PZPR zaczął tworzyć w Rapperswilu muzeum komunizmu. Na portrety Bieruta i Stalina gmina nie mogła się zgodzić. Zdecydowała się więc na przedwczesne zerwanie - po 82 latach - umowy dzierżawy. Zamek wrócił w ręce Szwajcarów - mówi moja rozmówczyni.

Polacy mieli już jednak plan.

Ważną rolę odegrali wspomniani nie bez przyczyny żołnierze, którzy w międzyczasie wykształcili się w Szwajcarii. Z pomocą doktora Juliana Godlewskiego, który przekazał swój majątek na ratowanie polskiego dziedzictwa kulturowego, udali się do gminy i poprosili o udostępnienie im jednego pokoju na zamku. Nie wspominali o muzeum. To był zbyt drażliwy temat. Zapewniali, że wszystko, czego im trzeba, to małe miejsce spotkań w celu pielęgnacji polskości.

- Po roku były już dwa pokoje, później trzy i cztery. Wciąż nieoficjalnie, ale Polacy rozbudowywali placówkę, zamieniając ją w niemal pełnoprawne muzeum. Z czasem w Szwajcarii pojawiły się zakazane przez komunistów książki, później emigracja w Rapperswilu nawiązała współpracę z nadającym z Monachium Radiem Wolna Europa - opowiada Buchmann.

Koniec Polaków na zamku

Polacy, z drobnymi przerwami, byli obecni na zamku od 1870 do 2022 roku.

- Gmina zerwała z nami umowę, choć zawsze płaciliśmy na czas. Oficjalnym powodem końca współpracy była konieczność modernizacji i remontu zamku. Ponadto stwierdzono, że Polska jest już wolnym krajem, wiec gmina chce przywrócić to miejsce lokalnym mieszkańcom i stworzyć w nim ekspozycję dotyczącą regionu - tłumaczy mi dyrektorka.

- A nieoficjalnie? - dopytuję.

- Nieoficjalnie to decyzja motywowana politycznie. Jeden z lokalnych samorządowców oparł swoją kampanię na narracji o tym, że zamek należy się Rapperswilczykom, a nie Polakom - słyszę w odpowiedzi.

Obecnie Muzeum Polskie mieści się w kamienicy tuż przy zamku. Siłą rzeczy warunki i możliwości lokalowe są ograniczone. Nikt jednak w Towarzystwie Przyjaciół Muzeum Polskiego w Rapperswilu nie myśli o tym, aby wycofać się z kontynuacji dzieła Platera.

Przeciwnie - były plany stworzenia nowej siedziby instytucji. W 2022 roku poprzedni rząd zakupił za 115 milionów złotych zabytkowy Hotel Schwanen, mieszący się w bliskim sąsiedztwie zamku. Jak jeden organizm miały funkcjonować tam noclegownia, restauracja i muzeum.

Po zmianie władzy w Polsce projekt jednak porzucono.

"Niestety, co stwierdzam z przykrością, wobec stojących aktualnie przed państwem polskim wyzwań, wynikających w szczególności z uwarunkowań finansowych i geopolitycznych, realizacja ustaleń zawartych w podpisanym 1 lipca 2022 Liście intencyjnym nie jest możliwa" - napisała 4 października 2024 roku ówczesna ministra kultury Hanna Wróblewska w piśmie skierowanym do Muzeum Polskiego.

***

Stojąc w kamienicy przy Hauptplatz 8, nie wyczuwam złości. Zawód i smutek - zdecydowanie tak, ale na pewno nie wrogość wobec decydentów. Tutaj nikomu nie zależy na wojnie polsko-polskiej.

Tutaj historia pokazała dobitnie, że Polacy rozbici wewnętrznie to Polacy słabi. I podatni na obce wpływy.