W 2021 roku organizacja koncertów była nadal zbyt ryzykowna, więc wybrano bezpieczniejsze wyjście - Open’er Park. Była to seria koncertów w gdyńskim parku, podczas której przez niemal całe lato występowali głównie polscy artyści. Zagrali m.in. Zalewski, Dawid Podsiadło, Pezet, Beata i Bajm czy Artur Rojek. Te działania Gdynia wsparła kwotą 1 782 000 zł. W tym roku Open’er Festival także mógł liczyć na pomoc miasta, ale nie tak wysoką kwotą, co jeszcze podczas ostatnich edycji - były to jedynie 2 miliony złotych. Wiadomo, że wszyscy muszą zaciskać pasa łącznie z władzami samorządowymi.
Czy dobry czas dla imprez już minął? Z pewnością nie, choć koncerty z racji wzrostu cen za bilety stają się ekskluzywne bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.
Potrzebowali tego niczym powietrza
Ten festiwal, jak wszystkie inne musiał powrócić, bo marzyli o tym nie tylko stali bywalcy tego rodzaju spotkań, ale też przeciętni fani muzyki na żywo. Choć na początku pandemii mogła rodzić się myśl, że to koniec imprez, które są miejscem, gdzie łatwo jest komuś "sprzedać wirusa", to sami ich twórcy naprawdę nigdy nie brali na poważnie idei końca.
- Nigdy nie miałem takiej myśli, ani przez moment, że [festiwal] nigdy się nie odbędzie. Byłem w tej grupie, która na wielu różnych spotkaniach twierdziła, że taka katastrofa, by zmieniło się zachowanie i potrzeby ludzkie, które są bardzo ważne w kontekście festiwalu muzycznego, to poczucie wspólnoty i bycia razem jest dużo silniejsze i jest ostatnim z bastionów, bo wiele rzeczy dzieje się online, w zamkniętych domach - mówi Mikołaj Ziółkowski z Alter Art.
Według organizatora Open’era ważne jest to, co czują odbiorcy muzyki na żywo, a wspólna jej celebracja stała się nawykiem, który tak szybko nie zaniknie. - Ta potrzeba jest tak silna, że musiałyby minąć dekady, żeby festiwale przestały się odbywać w takiej formie - stwierdza i dodaje jeszcze, że "potrzeby, szczególnie młodych ludzi, absolutnie się nie zmieniły".
Podobnie sądzi Artur Rojek - organizator dwóch festiwali, które odbędą się jeszcze w tym roku - kultowego OFF Festival w Katowicach (5-7 sierpnia 2022) oraz całkiem nowej imprezy showcase’owej Great September (której współorganizatorem jest jeszcze Łukasz Minta i miasto Łódź, 15-17 września 2022). Bez zastanowienia przyznaje, że nie brał pod uwagę możliwości, że wybuch pandemii będzie jednocześnie końcem tego rodzaju imprez masowych. - Carramba, szef stage managerów na OFFie, powiedział mi kiedyś: ‘wszystko kiedyś przemija nawet najdłuższa żmija’ - tego się trzymałem - stwierdza były lider kultowego zespołu Myslovitz, który organizuje w tym roku 15. edycję święta alternatywy.
Wszystkie ręce na pokład dla... Duy Lipy
Korzystając z okazji, podczas tej edycji Open’era porozmawiałem z uczestnikami, by dowiedzieć się, w jaki sposób przeżyli rozłąkę z festiwalową społecznością i niedoborem zabawy przez ostatnie miesiące. Okazuje się, że niektórym mocno brakowało tego typu wrażeń, inny wybierali imprezy w zaciszu domów. Jeszcze inni zaraz po ogłoszeniu tegorocznej edycji poczuli potrzebę sprawdzenia, jak wygląda tego typu wydarzenie tylko po to, by przeżyć nowe doświadczenie. - Za zabawą nie tęskniłam, bo chodziłam na imprezy, ale na festiwalu nigdy nie byłam i bardzo się z tego cieszę - mówiła jedna z uczestniczek, która przyjechała oczywiście dla gwiazdy wieczoru, która w końcu nie wystąpiła.
Tak, bo wiele osób przyjechało specjalnie, by podziwiać na żywo Duę Lipę. Między innymi dlatego w pechowy piątek gdy ogłoszono ewakuację, a koncert się nie odbył, szacowano największą liczbę gości podczas całej edycji.
Dla licznych uczestników był to pierwszy od dawna czas spędzony w otoczeniu tak wielu ludzi. - Przede wszystkim brakowało mi wyjścia, wspólnego spędzania czasu. Widzenia się bez maseczek, kontaktu bezpośredniego, że możesz do kogokolwiek podejść, zagadać bez problemu - mówił jeden z moich rozmówców, a wtórował mu kolega. - Brakowało mi tej bliskości, teraz nie ma tego dystansu - opowiadał. Sądząc po tych wypowiedziach, wiadomo, że festiwal pełni rolę socjalizacyjną nawet bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.
Ceny biletów podyktowane są wieloma zmiennymi, a niektórzy narzekali na nagły wzrost cen. - Mega fajny line-up, cena była rozsądna jak na niego, ale tak - to wciąż za wysoka cena - powiedział mi jeden z uczestników. I jeśli chodzi o ceny, to rzeczywiście w tym roku z powodu wzrastających kosztów logistycznych organizatorzy byli zmuszeni podnieść je o około 50 złotych, w każdym wariancie wejściówki. Ma się rozumieć, przyjezdni wiedzą, dlaczego dochodzi do tej podwyżki i mimo wszystko nie mają zamiaru rezygnować z dobrej zabawy.
- Porównując do cen za granicą festiwali, to i tak jest opłacalne; - Jest nawet przystępnie z cenami, zwłaszcza, że jestem stąd; - Ceny biletów są zdecydowanie za wysokie, ale w sumie jest inflacja i wszystko poszło w górę, więc organizacja też kosztuje - twierdzili moi rozmówcy.
Post-pandemiczny comeback
Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Zdaniem Mikołaja Ziółkowskiego był to najtrudniejszy w historii Open’era rok - pod względem logistyki, pracy i problemów, które wciąż się piętrzyły. Organizator dodaje także, że nie jest to jedynie problem polskiego podwórka festiwalowego - to wyzwanie całej rodziny europejskich i amerykańskich festiwali. - Totalny wzrost kosztów, post-pandemiczne przerwanie cyklu dostaw, problemy z transportem, z lotnictwem, honoraria - wymienia szef Alter Art.
Z powodu pandemii wiele osób przebranżowiło się i nie zdecydowało wrócić na dawne stanowiska, stąd braki kadrowe. - Wielkie wyzwanie na szczęście zakończone sukcesem - celebrujemy i bardzo ciężko pracujemy, aby ten festiwal był w takiej formie, w jakiej go znamy i pamiętamy - mówi Ziółkowski.
Pomimo światowego kryzysu (również tego geopolitycznego), Artur Rojek - twórca OFF Festivalu, którego domem od kilku lat są Katowice - pozostaje optymistą i zapewnia, że nie bał się o tegoroczną edycję. Był pewien, że odbędzie się na dawnych zasadach. - Sytuacja z ostatnich dwóch lat trochę mnie przyzwyczaiła do działania z większą czujnością na szybkie zmienne. Proces budowania programu artystycznego był też trochę inny. Niewielu z nich to [artyści - przyp. red.] zabukowani w 2019 i 2020 roku. Wszystko trzeba było robić od nowa, biorąc pod uwagę nową rzeczywistość i zmiany w planach koncertowych artystów. W międzyczasie rozpoczęła się wojna. Niektórzy zaoceaniczni wykonawcy myślą, że wojna w Ukrainie to też wojna w Polsce - twierdzi Rojek, który na tegoroczny OFF Festival zaprosił m.in. legendarnego Iggy’ego Popa.
Sądzi jednak, że problemy to nic nowego - jeśli spojrzymy na "organizację festiwalu wstecz, to nigdy nie było lekko. Festiwal to zawsze mnóstwo zmiennych" - dodaje. I zakłada, że spragnieni muzyki wpadną w prawdziwy dźwiękowy trans. - Myślę, że dadzą upust swojej tęsknocie i wpadną w totalnie dobrą zabawę i nastrój - dopowiada.
Z Mikołajem Ziółkowskim rozmawiałem pierwszego dnia Open’era i było jeszcze za wcześnie, by ocenić, jak zachowują się uczestnicy na pierwszym po-pandemicznym festiwalu. Zauważył jednak, że nie ma czegoś takiego, jak pokoleniowa wymiana - po prostu do dobrej zabawy dołączają przedstawiciele różnych roczników.
- Patrząc na ludzi, widzę, że tutaj się absolutnie nic nie zmieniło. Poza tym że weszły nowe pokolenia, z czego się bardzo cieszę. (...) Patrząc z perspektywy frekwencji i wielkiego powrotu, zapotrzebowania i tego krzyczącego tłumu - po to to robimy, dla tych emocji i dla uczestników. Tak chcieliśmy wrócić i tak wróciliśmy - dodał szef Alter Art.
I tak jak Open’er Festival 2022 w ubiegłą niedzielę przeszedł do historii, to na fanów festiwali nadal czeka lato pełne emocji. Między innymi podczas wspomnianego już OFF Festival, na którym Artur Rojek zapowiada dużą różnorodność nie tylko gatunkową, ale też koncerty w niespotykanych miejscach. Wśród występujących są m.in. Alabaster DePlume, który zagra w domu Wojciecha Kilara, czy raper MIKE prezentujący się na 33 piętrze biurowca KTW. Dla fanów twórczości Kate Bush przygotowano występ Half Wife, którą nazywa się jej współczesną wersją.
Jeśli komuś nadal jest mało muzyki na żywo, to może wybrać się na Śląsk - organizatorzy spodziewają się gościć każdego dnia 15 tysięcy uczestników.
- Podczas głównej części festiwalu w Dolinie Trzech Stawów pojawi się m.in. ikona punk rocka, legendarny Iggy Pop, twórczynie ruchu riot grrrl, amerykański zespół Bikini Kill, shoegaze’owa gwiazda DIIV, brytyjski producent i dj Mura Masa, który odwiedzi OFF, promując nową płytę, czy formacja Metronomy, która przyjedzie z ostatnim doskonałym albumem ‘Small World’ - zapowiada Artur Rojek. Na szczególną uwagę zasługuje także pewien polski akcent - zespół Papa Dance z okazji 35-lecia krążka "Poniżej krytyki" zagra album w całości.
Festiwale showcase’owe przyszłością?
Skąd pozyskiwać muzyczne inspiracje i artystów, którzy mogą wkrótce stać się ważnymi scenicznymi graczami? W końcu żadna sława nie trwa wiecznie, a festiwal budowany wciąż wokół tych samych artystów stałby się nudny. Stąd potrzeba szukania nowych talentów.
Wielu cenionych i wyprzedających dziś ogromne stadiony muzyków zaczynało od prezentacji na festiwalach showcase’owych. Polegają one na tym, że zainteresowany pokazaniem się światu artysta robi to, co umie najlepiej - wykonuje swój repertuar na oczach uczestników. Festiwal jest połączony z konferencjami specjalistów, którzy prezentują swoje opinie na temat rozwoju branży - każdego dnia prezentują się delegaci, którzy znają ją od podszewki. Dzięki temu często skryte gdzieś talenty mają szansę zabłysnąć i pokazać się światu, ale jest to też miejsce spotkań dla specjalistów z branży i szansa dla rodzimych grup, by zabłysnąć.
Okazją na odnalezienie takich diamentów będzie organizowany we wrześniu festiwal Great September. Jego współtwórca, zauważa, że dla niektórych występy na tego rodzaju imprezie były kamieniem milowym w karierze. - Najbardziej znane z nich to amerykański SXSW w Austin, Reeperbahn w Hamburgu, Eurosonic w Groningen czy Spring Break w Poznaniu. Na tego typu festiwalach zaczynali wszyscy wielcy - od Dua Lipy i Eda Sheerana po Jamesa Blake’a, The XX, Skeptę, Ralpha Kaminskiego, Korteza czy Sanah - wymienia Artur Rojek.
- Festiwal ma na celu pokazać najciekawszych nowych polskich artystów. W kilkunastu klubach miasta Łodzi, przez trzy dni, odbędzie się ponad 100 koncertów. Festiwal ma charakter miejski. Opaska festiwalowa będzie upoważniała do wejścia do wszystkich klubów, gdzie w ramach festiwalu odbywać będą się koncerty - tłumaczy organizator.
Wydaje się więc, że tegoroczne lato będzie dla miłośników muzyki jednym z fajniejszych momentów ostatnich kilkudziesięciu miesięcy. Warto rozglądnąć się, co ciekawego dzieje się w okolicy, by nie przegapić szansy na wzięcie udziału w fantastycznej zabawie i przy okazji stać się częścią wielkiej, muzycznej społeczności. I być może odkryć coś nowego, co będzie wkrótce zapętlone królować na Twojej playliście.