Czysty piasek i turkusowe wody na karaibskim wybrzeżu zazwyczaj przyciągają turystów o tej porze roku. Jednak od piętnastu lat obraz się zmienia. Cały pas plaż Zatoki Meksykańskiej, od Jukatanu po Florydę oraz na malowniczych wyspach regionu pokrywa gruba warstwa potencjalnie toksycznych glonów Sargassum.
Żółtobrązowe wodorosty, a w zasadzie gronorosty (morzypła, sargasy, Sargassum) - to rodzaj glonów z gromady brunatnic posiadających pęcherze pławne umożliwiające im unoszenie w wodzie. I od 2011 roku płyną tam, gdzie ich wcześniej w takim rozmiarze nie widziano.
Siarkowodór unosi się nad plażą
61-letni Jose Viator, właściciel baru przy plaży Capesterre w zamorskim francuskim departamencie archipelagu Gwadelupy, z rezygnacją obserwował puste okolice, wszystkich przegonił smród zgniłych jaj, jaki wydzielają rozkładające się glony. Choć to nie jedyna niedogodność. Siarkowodór, który uwalnia się podczas gnicia wodorostów, może podrażniać oczy, nos i gardło - ostrzega Departament Zdrowia Florydy.
Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) zwraca również uwagę, że w matach glonów mogą znajdować się zwierzęta morskie, meduzy lub wszy morskie, które mogą powodować podrażnienia skóry.
Jose Viator zauważa, że opary niszczą również pobliskie domy, trawią metal, a firmy ubezpieczeniowe nie pokrywają strat. - Żyjemy z turystyki, ale jesteśmy zmuszeni zamykać lokale na kilka miesięcy w roku z powodu smrodu - powiedział reporterowi AFP, który przed trzema laty usiłował rozwikłać tajemnice Sargassum.
- To koszmar - dodał z rezygnacją i obaj obserwowali koparkę, która przejechała wzdłuż pobliskiej plaży, zbierając kępy gnijących wodorostów.


Jean-Fernand Diabangouaya, 54-letni pracownik sklepu spożywczego, powiedział, że ludzie pogodzili się z napływem glonów. Według władz od 2011 roku 40 procent Sargassum wyrzucanych na brzeg w archipelagu Gwadelupy trafiło do Capesterre. - Gronorosty zawsze tu były, ale od 2011 roku sytuacja pogorszyła się dramatycznie - mówiła agencji AFP Sylvie Gustave-dit-Duflo, wiceprzewodnicząca regionu Gwadelupy ds. środowiska.
Tymczasem rozkładające się glony emitują łącznie około 30 gazów. Oczywiście najgorszy jest wśród nich siarkowodór, który ma negatywny wpływ na zdrowie. Od połowy kwietnia władze zalecają "osobom narażonym" opuszczenie tego obszaru, gdyż długotrwała ekspozycja na wyższe stężenia siarkowodoru może powodować bóle głowy i problemy u pacjentów z astmą, a badania z 2022 roku powiązały gnijące glony ze zwiększonym ryzykiem powikłań ciążowych u kobiet mieszkających na wybrzeżu.
39 milionów ton. Rok 2026 najgorszy w historii
Naukowcy uważają, że do zarośnięcia karaibskich plaż przez gronorosty w ostatnich latach przyczyniło się globalne ocieplenie, wylesianie i spływy wód pełnych ścieków, odpadów rolniczych i innych substancji.
- Jest to prawdopodobnie związane z kilkoma czynnikami: azotanami i potasem wypłukiwanymi do oceanu, którego temperatura rośnie - powiedziała Gustave-dit-Duflo, choć tak naprawdę nikt nie potrafi rozwikłać tajemnicy nagłego wzrostu glonów.
Brązowe gronorosty, którymi usiane są teraz wybrzeża występują od wieków na północy Oceanu Atlantyckiego. Jednak w ostatnich latach na południowym Atlantyku skupiska stały się ogromne, prawdopodobnie zasilane bogatymi w składniki odżywcze wodami spływającymi z rzek Missisipi, Amazonki i Kongo.
Swobodnie unosząca się brunatna alga, odgrywa ważną rolę ekologiczną na otwartym oceanie: zapewnia siedlisko i schronienie rybom, żółwiom, skorupiakom i innym organizmom morskim. Jest cennym elementem ekosystemu morskiego na otwartym morzu. Sargassum może wprawdzie stanowić bogate siedlisko dla fauny morskiej, ale szkodzi przybrzeżnej przyrodzie, gdy zostaje wyrzucone na ląd.
- Usunięcie go z linii brzegowej kosztuje też miliony euro - zauważyła Gustave-dit-Duflo. - Musimy radzić sobie z klątwą, którą nie myśmy sprowadzili - dodała, wzywając do międzynarodowych działań w celu rozwiązania problemu.


Roczne straty ekonomiczne dla amerykańskich firm i rządów sięgają milionów dolarów z powodu kosztownych działań związanych z usuwaniem i oczyszczaniem, a także wpływu na rybołówstwo i turystykę. W 2022 roku masowy napływ Sargassum do zakładu odsalania wody na wyspie Saint Croix (leżąca na Morzu Karaibskim, należąca do Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych) zmusił władze do podjęcia działań ratunkowych w celu zabezpieczenia głównego źródła wody.
Tegoroczna sytuacja jest szczególnie alarmująca. Naukowcy z University of South Florida (USF), którzy zarządzają Siecią Monitorowania Sargassum na Atlantyku, na początku 2026 roku zmierzyli obecność około 1,7 miliona ton Sargassum w Atlantyku - znacznie wcześniej i w większych ilościach niż w latach ubiegłych - a do końca marca tak zwany Wielki Atlantycki Pas Gronorostów zawierał ich około 13 milionów ton. Według raportu, trzy oddzielne masy Sargassum przemieszczają się jednocześnie w kierunku zachodnich Karaibów i Florydy.
W poprzednim szczycie sezonu wakacyjnego oszacowano ich wagę na 39 milionów ton. Eksperci twierdzą, że sezon 2026 może przejść do historii jako najgorszy.


Meksykańskie wybrzeże Karaibów jest od lat szczególnie dotknięte. W popularnych destynacjach turystycznych, takich jak Cancún, Playa del Carmen, Tulum, Akumal i Puerto Morelos, Sargassum może znacząco zmienić krajobraz plaż w okresach szczytowych.
Dotknięte są jednak również liczne destynacje poza Meksykiem: Florida Keys, wschodnie wybrzeże Florydy, części Zatoki Meksykańskiej oraz popularne wyspy karaibskie, takie jak Barbados, Portoryko, Jamajka, Haiti, mogą sezonowo cierpieć z powodu mas wodorostów. Sytuacja jest bardzo zróżnicowana nawet w obrębie jednego regionu. Jedna plaża może być silnie zasiedlona, podczas gdy zaledwie kilka kilometrów dalej sytuacja jest już znacznie lepsza.
Nie wierzyć folderom. Glony to już nie problemem plażowy
Specjalizująca się w wczesnym ostrzeganiu przed kryzysami - dostarczając podróżnym i operatorom na całym świecie informacje dotyczące bezpieczeństwa - firma A3M uważnie monitoruje sytuację.
- W wielu miejscach turystycznych sargasy od dawna stały się czymś więcej niż tylko estetycznym problemem plażowym - powiedział Marcel Conrad, dyrektor ds. treści w A3M. - Wpływają na środowisko i infrastrukturę, a także na jakość wakacji.
Ostrzeżenie eksperta skierowane jest przede wszystkim do osób korzystających z pakietów wakacyjnych, które polegają na zdjęciach katalogowych i ogólnych opisach podróży. Często nie odzwierciedlają one aktualnej sytuacji. - Szczególnie w klasycznych kierunkach wakacyjnych, brunatnice mogą znacząco zmienić oczekiwania dotyczące wakacji na plaży - wyjaśnił Conrad.
- Dlatego ważne jest, aby wziąć pod uwagę nie tylko kraj lub region, ale także konkretny odcinek wybrzeża, który podróżni zarezerwowali. Zdjęcia katalogowe, ogólne opisy destynacji lub starsze recenzje nie wystarczą, aby ocenić sytuację. Aktualne informacje o konkretnej plaży, położeniu hotelu na wybrzeżu i możliwych alternatywach są kluczowe.
Zalecenia ważne są nie tylko przy planowaniu podróży do Meksyku, na Karaiby i Florydę, ale też w regiony Zatoki Perskiej. Przydatne źródła obejmują aktualne raporty z plaż, zdjęcia na żywo, informacje o hotelach, komunikaty władz lokalnych i specjalistyczne usługi monitoringu. Osoby, które mają elastyczny wybór hotelu, powinny sprawdzić, czy w pobliżu znajdują się mniej odsłonięte plaże, osłonięte zatoki lub alternatywne możliwości pływania i wycieczek.


Według eksperta, każdy, kto marzy o klasycznych wakacjach na plaży z dziewiczym, białym piaskiem, powinien wcześniej zebrać szczegółowe informacje - a w razie wątpliwości zapytać bezpośrednio hotel o aktualną sytuację z wodorostami. Różnica między wymarzoną plażą a osadem z wodorostów może czasami być tylko jedna zatoka dalej.
Algi nad Morzem Śródziemnym. Coraz powszechniejszy odór
Algi stają się także problemem na wybrzeżach Morza Śródziemnego. W Algierii zaobserwowano m.in. gatunek Rugulopteryx okamurae. To brunatnice występujące w umiarkowanych obszarach północno-zachodniego Pacyfiku, który stał się inwazyjny w Morzu Śródziemnym i północno-wschodnim Atlantyku.
Na plaży w pobliżu Algieru brunatnice, pochodzące z Oceanu Spokojnego, pokryły w ubiegłym roku złoty piasek, stanowiąc zagrożenie dla rodzimych ekosystemów regionu, a ich odór odstraszał w szczycie lata kąpiących się.
- Nie możemy przez nie pływać - skarżył się Salim Hemmedi, 43-letni urlopowicz na plaży w Sidi Fredj, gdzie wolontariusze zgrabili sterty wodorostów. Niewielkim pocieszeniem dla turystów są zapewnienia minister środowiska Nadjiba Djilali, że w wodzie można się spokojnie kąpać, gdyż "nie odnotowano żadnych przypadków, aby roślina powodowała alergie".
Glony Rugulopteryx okamurae pochodzą z umiarkowanych wód wokół Japonii i Półwyspu Koreańskiego na północno-zachodnim Oceanie Spokojnym. - Po raz pierwszy zauważono je w Algierii pod koniec 2023 roku - twierdzi Lamii Bahbah, wykładowczyni i badaczki w Krajowej Szkole Nauk Morskich i Planowania Wybrzeża.
Glony coraz częściej wyrzucane są na brzeg. Youcef Segni, inżynier morski i biolog, zwrócił uwagę, że ostatniego lata rozmnażały się w znacznie szybszym tempie niż w 2023 i 2024 roku. - Atakują siedliska innych glonów na dnie morskim, co prowadzi do zaniku niektórych gatunków - powiedział, dodając, że mogą one również wypierać niektóre rodzime gatunki ryb.


Gatunek Rugulopteryx okamurae zaobserwowano również we Francji, Hiszpanii i Portugalii. Badanie przeprowadzone w 2023 roku przez czasopismo "Marine Drugs" wykazało, że inwazyjny charakter glonu doprowadził do "wymiany rodzimej bioty i wskaźnika zasiedlenia, który w niektórych miejscach Portugalii osiągnął prawie 100 procent".
Badaczka Bahbah powiedziała, że powstrzymanie wzrostu jest "niestety niemożliwe na tym etapie". Roślina rozmnaża się w szybkim tempie, zarówno płciowo, jak i bezpłciowo - poprzez fragmentację.
Rozprzestrzeniają się głównie poprzez przyczepianie się do kadłubów łodzi, a rosnące temperatury Morza Śródziemnego sprzyjają szybkiemu rozmnażaniu się wodorostów.
- Będziemy z nimi walczyć - zapowiedział Fella Zaboudj, inżynier nauk morskich. Dodał, że trwają badania mające na celu ustalenie, czy algi można ponownie wykorzystać jako nawóz.
Toksyczny koc dusi życie w Australii
Z podobnym problemem mierzą się Australijczycy. Na południowym wybrzeżu pojawiły się w ubiegłym roku najbardziej toksyczne z alg, jakie znamy, z rodzaju Karenia.
Z reguły żyją w rozproszeniu, jednak ich zagęszczenie może osiągać rozmiar zakwitu, w przypadku tego rodzaju nazywanego czerwonym przypływem. Zakwitowi sprzyja skupianie się przy powierzchni wody. I tak właśnie dzieje się w Australii.
To o tyle niebezpieczne, że algi Karenia wytwarzają substancje toksyczne dla zwierząt m.in. brewetoksynę. Różne toksyny wytwarzane przez gatunki Karenia prowadzą do masowych zatruć kręgowców, głównie ryb. Zdarzają się również zatrucia ptaków, żółwi i ssaków. Unoszone w aerozolu mogą powodować zaburzenia układu oddechowego. Polisacharydy uwalniane przez Karenia do wody przyczyniają się do powstawania sztywnej piany zasiedlanej przez bakterie.
Gęsta piana to sygnał alarmowy, że dzieje się coś złego. Późnej widać martwe zwierzęta morskie, a kąpiący się i surferzy powinni natychmiast uciekać.
- Działa jak toksyczny koc, który dusi życie morskie - powiedział szef organizacji OzFish w Australii Południowej Brad Martin. - Może dusić ryby, powodować krwawienia przez atakowanie czerwonych krwinek, działać jako neurotoksyna i atakować układ nerwowy oraz mózg ryb, powodując nietypowe zachowania.
Jego zdaniem, to właśnie za sprawą toksycznych alg rekiny zachowują się w ostatnich miesiącach tak dziwnie, dochodzi do wielu ataków tych drapieżników.


Według danych zebranych przez OzFish ofiarą toksycznych alg padło ponad 200 gatunków morskich stworzeń, w tym około 100 gatunków ryb i rekinów. Dotyczy to także najbardziej tajemniczych rekinów głębinowych, tzw. chochlików (Mitsukurina owstoni) i kultowych pławikoników australijskich (Phycodurus eques).
- Populacje będą potrzebowały lat, by się odrodzić - skonstatował Brad Martin. - Zwłaszcza że uważamy, iż winę ponosi więcej niż jeden rodzaj glonów.
- Może to wydawać się przytłaczające, ale problemy ekologiczne są realne - podkreślił
Restoration Decade Alliance, którego członkiem jest OzFish, opublikował oświadczenie, w którym ostrzega, że Australii pozostało zaledwie sześć lat na odbudowę ekosystemów, zapobieżenie załamaniu się bioróżnorodności i katastrofalnym zmianom klimatu.
