Z Tallina do Narwy jest 210 kilometrów. Pokonałem tę trasę w mniej więcej dwie i pół godziny, ale po wyjściu z samochodu i pierwszym pobieżnym spojrzeniu na miasto czuję się jak w innym kraju. Nowoczesne, postawione na skandynawską modłę budynki ustąpiły miejsca radzieckim. A język estoński został zastąpiony rosyjskim.
Zanim ruszę na pełnoprawną eksplorację Narwy, chcę się posilić. Idę do jednej z restauracji, która cieszy się dobrymi opiniami w internecie. Jej nazwa jest zapisana cyrylicą.
- Wszyscy w mieście mówią tylko po rosyjsku? - pytam kelnerki podczas składania zamówienia.
- Tak, prawie wszyscy. Spora część zna oczywiście również estoński, ale nie używa go na co dzień - tłumaczy mi moja rozmówczyni.
Ona sama, jak przyznaje, nie posługuje się estońskim na wysokim poziomie. Zna podstawy. Jej pierwszym językiem jest rosyjski.
Według statystyk, które znalazłem w internecie, tylko 2% mieszkańców Narwy deklaruje estoński jako swoją mowę natywną. Co ciekawe, wśród nich jest burmistrzyni miasta - Katri Raik.
- Kiedyś estoński był niemal językiem tajnym, dziś tak już nie jest. Narwa nie stanie się miastem jednojęzycznym, pozostanie dwujęzyczna, a w przyszłości być może będzie nawet trójjęzyczna - powiedziała polityczka w wywiadzie udzielonym "Deutsche Welle".


Most, a za mostem Rosja
Choć 98% mieszkańców Narwy posługuje się na co dzień językiem rosyjskim, nie oznacza to, że wszyscy oni są obywatelami rosyjskimi. Tych jest w mieście, według spisu z zeszłego roku, dokładnie 17 428. Cała populacja liczy natomiast 52 495 osób. Obywatele Rosji stanowią więc 1/3 lokalnej społeczności. Największą grupą są Estończycy (26 491), a podium uzupełniają tak zwani estońscy nie-obywatele (6559).
Kim są ci ostatni? Z tym pytaniem zwróciłem się do Bartosza Chmielewskiego, starszego specjalisty Projektu Bałtyckiego w Ośrodku Studiów Wschodnich.
- W skali kraju takich osób jest 60 tysięcy. To posiadacze szarych paszportów, którzy nie mają możliwości głosowania w wyborach ogólnokrajowych, a w ubiegłym roku po dekadach utracili prawo głosowania w wyborach samorządowych. Za to mogą poruszać się po strefie Schengen. Jeśli chodzi o Narwę, ich rola jest marginalna. Większe znaczenie mają obywatele Rosji lub/i Białorusi, bo jest ich 17,5 tysiąca. W obu przypadkach mieszkańcy nieposiadający obywatelstwa estońskiego po 30 latach życia w Estonii robią to z powodów rodzinnych i ekonomicznych - łatwiej (bo bez wizy) jest wówczas przejść na drugą stronę granicy do Iwangorodu - mówi ekspert.
Iwangorod doskonale widać z Narwy. Rosyjskie miasto znajduje się po drugiej stronie niedużego mostu, który pełni rolę przejścia granicznego. Przez lata przeprawiały się nim auta, ciężarówki i autobusy. Obecnie mogą korzystać z niego tylko piesi.
Po zjedzeniu obiadu idę w kierunku mostu. Staję na skarpie i obserwuję. Ruch na granicy odbywa się w obu kierunkach - ludzie chodzą i do Rosji, i do Estonii. Wielu z nich ma ze sobą torby, walizki czy plecaki.
- Sporo osób ma znajomych i bliskich po drugiej stronie. Niektórzy prowadzą też mały handel przygraniczny - mówi mi stojący w kolejce do odprawy paszportowej mężczyzna.
Korzystając z faktu, że wyraźnie ma ochotę ze mną rozmawiać, pytam go, ile zazwyczaj trwa oczekiwanie na przejście przez most.
- Różnie bywa, nie ma reguły. Ale lepiej przygotować się na kilka godzin stania - wyjaśnia.
I dokładnie w tym momencie na granicę przyjeżdża autokar, z którego wysypuje się kilkadziesiąt osób. Wszyscy ustawiają się do kolejki.
Ziemie Piotra Wielkiego
Przejście w Narwie jest jednym z krytycznych punktów dla obronności Estonii, a także NATO. Kraj buduje nowe bazy wojskowe we Wschodniej Wironii, aby odstraszać potencjalnego agresora.
- Ponadto od 2022 roku na granicach Estonii i Rosji obecność wzmocniła estońska straż graniczna, a ruch przez most w Narwie został ograniczony do minimum - dodaje Chmielewski.
Takie kroki to w pierwszej kolejności reakcja na rozpoczęcie w owym czasie pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Jednocześnie Tallin musiał też odpowiedzieć na jawne prowokacje prezydenta Władimira Putina, który w tym samym roku publicznie wypowiedział się na temat Narwy. Rosyjski przywódca zapowiedział "odzyskiwanie ziem Piotr Wielkiego", sugerując w ten sposób, że Estonia, albo przynajmniej jej część, powinna wrócić pod panowanie Moskwy. Te słowa wywołały rzecz jasną falę protestów w nadbałtyckim kraju.
Tymczasem w Narwie, na ostatnich metrach estońskiej ziemi, powiewają obok siebie trzy flagi: Estonii, Unii Europejskiej i NATO. Są doskonale widoczne z rosyjskiego brzegu rzeki. Tak, jak ze strony estońskiej bez trudu dostrzec można rosyjską flagę trzepoczącą nad murami twierdzy w Iwangorodzie.
A w dole leniwie płynie rzeka. Jej wody, nie bacząc na polityczny szum wokół, przelewają się to do Rosjan, to znowu do Estończyków.


Głos Putina niesie się przez rzekę
Paradoksalnie ten spokojny na ogół ciek wodny raz w roku zamienia się w naturalny wzmacniacz głosu.
9 maja.
To właśnie wtedy w Rosji hucznie obchodzony jest Dzień Zwycięstwa. W Iwangorodzie potężny telebim - nie przez przypadek - ustawiany jest tuż nad rzeką, przodem do Estonii. Na ekranie pokazywana jest transmisja parady wojskowej w Moskwie, podczas której przemawia między innymi Władimir Putin. Jego słowa, niesione przez wodę, bardzo wyraźnie słychać w Narwie.
Od 2022 roku, oprócz przekazu telewizyjnego, Rosjanie organizują też w Iwangorodzie koncert muzyki radzieckiej na żywo.
- Władze Narwy, aby odpowiedzieć na te prowokacje, co roku szykują konkurencyjny show. W centrum miasta odbywają się obchody i koncerty estońskich gwiazd popu, ale i estońskiej estrady czasów sowieckich, na przykład Anne Veski. Jest to swego rodzaju wojna o dusze i serca mieszkańców miasta. Narwianie tego dnia wybierają, w których obchodach będą uczestniczyć - podkreśla Bartosz Chmielewski.


Podsycanie nastrojów separatystycznych
Rozbudzanie i pielęgnowanie sowieckich sentymentów przez Rosję ma jeden główny cel - nasilenie się ruchów separatystycznych w Narwie. Kreml stara się destabilizować wschodnie rubieże Estonii w sposób podobny do tego, którego używał na Krymie.
I, zupełnie jak tam, także tutaj korzysta z siły internetu oraz konkretnie mediów społecznościowych. Nieznani autorzy zamieszczają na różnych platformach wpisy o wyraźnie prorosyjskim charakterze. Zachęcają mieszkańców Narwy do oderwania się od Estonii i przyłączenia do Rosji. Narwiańska Republika Ludowa - tak brzmi oficjalna nazwa parapaństwa, które miałoby powstać na skutek separacji.
- Estończycy od wielu lat wojują z medialnym obrazem Narwy jako miasta, w którym miałby się powtórzyć tak zwany scenariusz krymski i miałaby powstać republika ludowa. Ja do pewnego stopnia zgadzam się z tym podejściem, gdyż w mieście nie ma oddolnego ruchu separatystycznego. Jeżeli Rosja postanowi zaatakować NATO, a w tym Estonię, nie będzie bawiła się w półśrodki w postaci republik ludowych, ponieważ to byłoby zbyt ryzykowne. Od pierwszego dnia takiej wojny mieszkańcy Estonii, bez względu na to, czy mówią w domu po rosyjsku czy po estońsku, będą tak samo mordowani lub/i wywożeni w głąb Rosji - uważa Chmielewski.
Nawet jeśli Rosja ma nikłe szanse na przeciągnięcie narwian na swoją stronę, nie rezygnuje z propagandowych wysiłków. Kiedy w marcu tego roku ukraińskie drony zaatakowały porty w obwodzie leningradzkim, a jeden z nich zboczył z kursu i uderzył w komin estońskiej elektrowni, machina medialna Kremla ruszyła z pełną mocą.
Burmistrzyni miasta, w przywoływanym już wywiadzie, zachowywała jednak spokój, wierząc w rozsądek swoich mieszkańców.
- Mieszkańcy martwią się o wizerunek swojego miasta. Takie doniesienia stawiają nas w złym świetle, a nikt tego nie chce. Ludzie kochają Narwę. Nie mają czasu na wymyślanie historii - liczy się przetrwanie, opłacenie rachunków za ogrzewanie i prąd - mówiła w rozmowie z "DW".
Narwa wraca do łask
Przez lata Narwa, leżąca bliżej Petersburga niż Tallina, była zaniedbywana przez kolejne estońskie rządy. Także z tego powodu język rosyjski jest tu znacznie popularniejszy.
- Relacja między stolicą a północno-wschodnią Estonią to stosunek centrum-peryferie, z tym, że na to nakładają się różnice językowo-etniczne. Dla centrum obszar ten był trochę obcy. Z pewnością część mieszkańców Wschodniej Wironii może czuć się porzucona przez Tallin, co jest dalekosiężnym skutkiem deindustrializacji lat 90. i 2000., a także wygaszania kopalni łupków bitumicznych - wymienia ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.
W ostatnich latach sytuacja zmienia się jednak na korzyść miasta i regionu.
- Tallin stara się reindustrializować region i przyciągać nowe inwestycje przemysłowe, między innymi zbrojeniowe i chemiczne, obiecując mieszkańcom nowe perspektywy. Oprócz tego coraz częściej do Narwy przyjeżdżają najważniejsi politycy szczebla centralnego - dodaje Chmielewski.
***
Wieczorem, po całym dniu spędzonym na krawędzi Unii Europejskiej, postanawiam zmienić klimat. Jadę do Valgi. To także miasto na granicy Estonii - ale tym razem na granicy z Łotwą.
Linia podziału przebiega tu przez parking. Przez rzeczkę. Przez... środek ulicy!
Idę do sklepu na Łotwie, a przekąski, które kupiłem, jem w hotelu po stronie estońskiej.
Jeden dzień. Dwie różne granice. Dwa różne światy.
