Amerykańskie archiwa udostępniły w sieci na początku tego roku 5443 teczek, z których każda zawiera mniej więcej 3000 skanów z kartoteki NSDAP. W zbiorze znajdują się karty ewidencyjne około 80% wszystkich członków partii narodowosocjalistycznej, w tym niemieckich arystokratów, przedstawicieli elit, a także osób powiązanych z niemieckim ruchem oporu. Szczególną uwagę zwracają najwcześniejsze akcesje partyjne sprzed 1933 r., które świadczą o osobistych nazistowskich przekonaniach, a nie o koniunkturalnych wyborach - zwłaszcza jeśli do tej pory ich istnienie było pomijane w rodzinnych opowieściach czy oficjalnych biografiach znanych osób.
Tak stało się w przypadku Heinricha von Lehndorffa - uczestnika zamachu na Hitlera w Wilczym Szańcu i ostatniego właściciela Pałacu w Sztynorcie na Mazurach. W biografiach zapamiętano go przede wszystkim jako antynazistę i ofiarę systemu, a kartoteka pokazuje, że do NSDAP przystąpił już w 1930 r., stając się jednym z pionierów ruchu nazistowskiego. Jego osoba nie jest tak dobrze rozpoznawalna jak postać Clausa von Stauffenberga, ale odgrywa coraz większą rolę w głównym nurcie dialogu polsko-niemieckiego, a nie tylko w kontekście pamięci regionalnej na Mazurach. Głównie dlatego, że pamięć o ruchu oporu w Wehrmachcie staje się w ostatnim czasie jednym z głównych elementów niemieckiej polityki pamięciowej, a Sztynort - symbolicznym miejscem pamięci.
Obecnie Pałac Lehndorffów w Sztynorcie jest podnoszony z ruin dzięki jednemu milionowi euro dotacji na ratowanie zabytku, które wyasygnował Bundestag, a także dzięki polskim funduszom. Majątek rodowy Lehndorffa znajdował się nieopodal Wilczego Szańca - wszystko wskazuje na to, że przez lata stanowił kulisy spisku przeciw Hitlerowi i to w szczególnych okolicznościach: w jednym skrzydle pałacu zamieszkał w czasie wojny minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop, a w drugim - właściciel spiskował przeciw führerowi. Choć historia Lehndorffa to materiał na sensacyjny film wojenny, opowieść o nim trafiła do szerszej publiczności w Niemczech dopiero w latach dwutysięcznych za sprawą wielokrotnie nagradzanej, wydanej także po polsku biografii "Podwójne życie" autorstwa Antje Vollmer. Teraz okazuje się, że bazująca na pamięci rodzinnej biografia pozbawiona jest szerszego wątku wczesnego zaangażowania Lehndorffa w nazizm.
Pytanie o przemilczenia w biografii Lehndorffa dotyczy szerszego problemu niż indywidualna historia jednego człowieka. Dotyka sposobu, w jaki po 1945 r. konstruowano w Niemczech pamięć o zamachu. W RFN używa się teraz nowych określeń jak "ruch oporu 20. lipca" lub "powstanie sumienia". W Polsce natomiast wciąż żywa jest pamięć o zbrodniach Wehrmachtu, powszechnie znane są nazistowskie poglądy Stauffenberga, a uwikłanie oficerów w narodowy socjalizm budzi etyczne wątpliwości. Tym samym różnice w postrzeganiu spisku 20 lipca 1944 przez Polaków i Niemców stają się coraz bardziej wyraziste. Czy "kartoteka nazistów", jak określa ją "Der Spiegel", okaże się jedynie sensacją archiwalną, czy też pozwoli skonfrontować to, co przez dziesięciolecia zapamiętano, z tym, co przez dziesięciolecia przemilczano?
O kartotece
Centralna kartoteka członków NSDAP została zarekwirowana przez armię amerykańską w 1945 r. w monachijskiej papierni. Trafiła tam tuż przed końcem wojny wprost z centrali NSDAP w tzw. Brunatnym Domu w Monachium celem unicestwienia. Kartoteka zawierała wpisy o ponad 10 milionach towarzyszy partyjnych. Z ważącego około 50 ton zbioru zniszczono prawie 20% kart, ale znaczna część ewidencji przetrwała. Zawiera ona dwa główne katalogi: alfabetyczny katalog centralny (Zentralkartei) i posortowany według miejsca zamieszkania lub pracy katalog regionalny (Gaukartei). W związku z tym każdy członek partii posiadał dwie karty ewidencyjne. Oprócz danych osobowych i adresowych oraz adnotacji o przyznanych odznaczeniach kartoteka zawiera także "czarną listę" osób niepożądanych w partii oraz karty ostrzegawcze zakładane głównie osobom wykluczonym karnie z Hitlerjugend albo BDM. Na podstawie kartoteki oraz rekomendacji grupy lokalnej władze partii podejmowały decyzję o rozpatrzeniu osobistego wniosku kandydata o wpisanie na listę członków i wydaniu mu legitymacji. Rozpatrywanie takiego wniosku wiązało się zatem z procesem biurokratycznym i trwało czasem kilka miesięcy.
Po wojnie oryginalna kartoteka NSDAP została przewieziona przez Amerykanów do Berlina i zdeponowana w specjalnie utworzonym Berlin Document Center. Na podstawie tej ewidencji alianci byli w stanie weryfikować denazyfikacyjne oświadczenia ludności niemieckiej - w strefach okupacyjnych powojennych Niemiec każda osoba podejmująca pracę lub naukę musiała wypełnić wielostronicowy kwestionariusz na temat swojego udziału w organizacjach nazistowskich. Dzięki zachowanej kartotece prawie niemożliwe było zatajenie przynależności do NSDAP. Oczywiście nie każdy zwykły członek NSDAP weryfikowany był jako osoba obciążona (niem. "belastet"). Liczyła się kariera w partii i okoliczności wstąpienia w jej szeregi.
Do dokumentacji w Berlin Document Center mieli dostęp naukowcy, dziennikarze, prawnicy i inni wnioskodawcy. Gdy w 1968 r. na podstawie dokumentacji tego centrum została ujawniona przedwojenna kariera w NSDAP kanclerza Kurta Georga Kiesingera, doszło do skandalu. Polityk CDU został publicznie spoliczkowany przez młodą dziennikarkę Beatę Klarsfeld, która wykrzyczała mu w twarz; "Nazi, Nazi". To właśnie rewolta studencka 1968 r. rozpoczęła w Niemczech ćwierć wieku po wojnie wewnętrzną debatę na temat rozliczenia narodowosocjalistycznej przeszłości, tzw. Aufarbeitung.
Do połowy lat 90. Berlin Document Center, w którym znajdowała się kartoteka NSDAP, podlegał amerykańskiemu zarządowi. Potem archiwum zostało przekazane narodowi niemieckiemu, ale mikrofilmy z kopiami znalazły się również w amerykańskich zasobach National Archives and Record Administration (NARA). Następnie w Niemczech zbiór przejęło Archiwum Federalne. Ponieważ niemieckie prawo przewiduje ochronę danych każdej osoby do stu lat od dnia jej urodzenia lub 10 lat od dnia jej śmierci, dostęp do kartoteki wymagał rozpatrzenia odpowiedniego wniosku przez Bundesarchiv. W USA takie standardy prawne nie obowiązują, znaczenie ma za to prawo publicznego dostępu do źródeł historycznych - na tej podstawie amerykańskie zasoby archiwalne zostały upublicznione w otwartym dostępie.
Zbiór zawiera jednak skany surowe, nieotagowane, w związku z czym przeszukiwanie ich jest kłopotliwe ze względu na ogromną ich liczbę. Niektóre niemieckie wydawnictwa prasowe, w tym "Die Zeit", "Der Spiegel" i "Süddeutsche Zeitung" oraz prywatne inicjatywy przygotowywały wyszukiwarki, które umożliwiają filtrowanie zasobów. "Der Spiegel" reklamuje zasób jako "kartotekę nazistów", "die Zeit" pyta: Czy Pana/Pani ojciec, matka, babcia lub pradziadek był/ była w NSDAP?
Każdy użytkujący może za jeden EUR sprawdzić nie tylko własną historię rodzinną, ale dowolne nazwisko - na stronach obu czasopism wyszukiwarka jest otwarta przez miesiąc, zanim zamieni się w prenumeratę. Z wyszukiwania wyłączone są dane osób urodzonych po 1926, aby zagwarantować niemiecki standard prawnej ochrony. Na razie nieudostępnione przez Amerykanów są zapisy dotyczące dygnitarzy partyjnych i osób publicznych. Znajdowały się - jak twierdzą "Die Zeit" i "Der Spiegel" - w oddzielnym katalogu, który nie został udostępniony w sieci. Zatem nie można jeszcze zobaczyć wpisu nr 1, który podobno przypisano Adolfowi Hitlerowi ani też wpisów innych dygnitarzy.
Nieujawniony rozdział biografii Lehndorffa
Można jednak znaleźć w kartotece osoby mniej znane, ale współcześnie istotne, jak np. uczestnicy zamachu na Hitlera, których grono w miarę postępujących badań stale się powiększa. Z tego powodu nie mogły więc być wcześniej zaliczone do "katalogu prominentów". Osoba Heinricha von Lehndorffa - podobnie jak większość ewidencjonowanych - wymieniona jest dwukrotnie. Jego pierwsza karta ewidencyjna o numerze 367072, informuje o przyjęciu do partii NSDAP w dniu 1. listopada 1930 r. - Lehndorff miał wówczas 21 lat życia, a partia NSDAP - 10 lat istnienia. Przystąpienie do partii na tak wczesnym etapie było w późniejszej ocenie okolicznością kompromitującą.
Lehndorff należy do jej pierwszych 400.000 członków. W 1930 r. mieszka w Prusach Wschodnich w rodzinnym domu w Preyl. W ówczesnych wyborach 1930 r. NSDAP uzyskuje zaledwie 18,3% głosów w skali krajowej.
Ewidencja podaje, że pół roku później Lehndorff przebywa już pod nowym adresem w Brandenburgii, a wkrótce potem powraca do Prus Wschodnich. W 1932 r. w związku z załamaniem się systemu bankowego do NSDAP zapisuje się nowa fala kandydatów tak, że podwaja się liczba członków partii do 800.000. W tym samym roku w Niemczech odbywają się dwukrotnie wybory, w których NSDAP zdobywa w skali krajowej 37,4 % i 33,1%, a w Prusach Wschodnich o ok. 10 % więcej głosów. Jest to najsilniejsza partia w parlamencie, dzięki czemu Hitlerowi udaje się utworzyć rząd. Wkrótce po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów w 1933 r., kartoteka w Monachium otrzymuje tyle nowych zgłoszeń, że nie jest w stanie ich rejestrować. Na polecenie Hitlera nabór nowych członków zostaje wstrzymany na pięć lat w obawie przed napływem oportunistów.
W ewidencji odnotowano przeprowadzkę Lehndorffa do Berlina w 1936 r., gdzie ogląda igrzyska olimpijskie. Tam zastaje go wiadomość o śmierci bezdzietnego wuja i odziedziczeniu Sztynortu. W tym samym roku także zaręcza się i jako dziedzic przeprowadza do Sztynortu. Jego stara karta członkowska NSDAP z niejasnych przyczyn zostaje unieważniona i w jej miejsce wystawiona nowa. Dnia 01.5.1937 Lehndorff otrzymuje nowy numer ewidencyjny 5286568. Z zachowanej dokumentacji wynika więc, że Lehndorff przez całe swoje dorosłe życie był towarzyszem partyjnym. Fakt ten, mimo że dokumenty znajdowały się w archiwach, nie przebił się do licznych biografii Lehndorffa.
Białe biografie literackie i naukowe
Historię aresztowania Lehndorffa po nieudanym zamachu, jego ucieczek gestapowcom i egzekucji spisuje po raz pierwszy jego kuzynka, Marion Gräfin Dönhoff w 1962 r. w bestsellerowej książce "Nazwy, których nikt już nie wymienia". Poświęcony Lehndorffowi rozdział "Życie i śmierć wschodniopruskiego szlachcica" nie zawiera jednak żadnej wzmianki o jego przynależności do NSDAP. W 1994 r. Dönhoff poświęca uczestnikom spisku 20 lipca, w tym swojemu kuzynowi, drugą książkę pt. "W imię honoru" - nawet 50 lat później przynależność kuzyna do NSDAP nie jest dla niej tematem.
Choć Marion Dönhoff sama była potępiającą nazizm demokratką, nigdy w swoich tekstach nie wspomniała o partyjnym zaangażowaniu osób w kręgu swojej najbliższej rodziny: nie tylko kuzyna, ale i braci. W kartotece NSDAP nazwisko Dönhoff pojawia się 28 razy, w tym z tytułem hrabiowskim 4 razy, z czego dwa wskazania należą do jej braci.
Kolejna, znaczenie obszerniejsza i lepiej udokumentowana biografia Lehndorffa pt. "Podwójne życie" ukazała się w Niemczech w 2011 a w Polsce w 2017 r. Jej autorka, parlamentarzystka Antje Vollmer bazowała głównie na wspomnieniach rodzinnych, ale wykonała także własny research. Przytacza wprawdzie fakt przynależności Lehndorffa do NSDAP, ale dopiero od 1937. Podaje przy tym tylko jego drugi - nie tak bardzo kompromitujący - numer członkowski, który zna z Archiwum Federalnego. Dziś dzięki dostępowi online do kartoteki wiadomo, że w archiwum znajdowały się dwie karty członkowskie Lehndorffa. Mimo to ceniona biografka ujawniła tylko jedną - tę z 1937 r., Z pewnością była mniej szkodliwa dla wizerunku opozycjonisty niż ta pierwsza z 1930 r., która czyni z Lehndorffa niemal "nazistę pierwszej godziny", jak to określa Süddeutsche Zeitung. Przypadek Lehndorffa pokazuje, że niemiecka pamięć o ruchu oporu w Wehrmachcie jest selektywna, a opowiadana historia niepełna. Skupia się na akcie ofiarności i odwagi, pomijając wcześniejszy udział zamachowców w budowaniu nazistowskiego terroru. Heroiczny finał nie powinien przesłaniać wcześniejszych wyborów, podobnie jak wczesne zaangażowanie w narodowy socjalizm nie unieważnia późniejszego sprzeciwu wobec dyktatury. Paradoksalnie kartoteka NSDAP nie ujawnia dziś nowych faktów. Ujawnia raczej dawne przemilczenia. Pokazuje nie tylko, kto należał do partii, lecz także które elementy biografii uznano po wojnie za niewygodne i stopniowo usuwano z opowieści o przeszłości. W tym sensie kartoteka staje się nie tylko archiwum członków NSDAP, ale również archiwum pamięci - i archiwum pytań, których przez dziesięciolecia nie chciano zadawać.