Aby zrozumieć fenomen zamku Krzyżtopór, musimy cofnąć się do pierwszej połowy XVII wieku i poznać postać jego fundatora. Wojewoda sandomierski Krzysztof Ossoliński był człowiekiem renesansu w epoce baroku - dobrze wykształconym, obytym w świecie, zafascynowanym astrologią, alchemią i polityką. Należał do najpotężniejszych magnatów XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Pełnił funkcję wojewody sandomierskiego, a wcześniej kasztelana wojnickiego i sądeckiego. Był dworzaninem królewskim, pisarzem i tłumaczem. Należał do elity politycznej państwa rządzonego przez Zygmunta III Wazę, a później jego syna - Władysław IV Wazę. Studiował w Krakowie, Bolonii, Padwie, Grazu i Paryżu. Ród Ossolińskich był w tym czasie jednym z najbogatszych i najbardziej znaczących w kraju. Magnaci tej epoki rywalizowali między sobą nie tylko o wpływy polityczne czy wojskowe, lecz także o prestiż wynikający z posiadania imponujących rezydencji. Każdy z nich pragnął pozostawić po sobie dzieło, które będzie świadczyć o potędze jego rodu. Krzysztof Ossoliński dysponował majątkiem, który pozwalał mu na realizację najbardziej śmiałych wizji.
Zamek w Ujeździe budowano w latach 1621-1644. Ten typ budowli to palazzo in fortezza - czyli rezydencja łącząca luksus włoskiego pałacu z potęgą fortyfikacji bastionowej. Obiekt składał się z trzech podstawowych części: zespołu pałacowego z zabudowaniami gospodarczymi, założenia obronnego z fortyfikacjami typu bastionowego i z założenia ogrodowego typu włoskiego, położonego poza obrębem fortyfikacji. Trzypiętrowy pałac zbudowano na planie pięcioboku z eliptycznym wewnętrznym dziedzińcem. Do głównego korpusu pałacu dostawiono na osi od strony północno-zachodniej skrzydło z wielką salą na piętrze, zakończone ośmioboczną wieżą. Skrzydła boczne pałacu - z czterema czworobocznymi wieżami na narożach - okalały wielki dziedziniec wjazdowy. Elewacja pałacu barwiona była na żółto. Na płaszczyznach między oknami dziedzińca wymalowano portrety Ossolińskich i przedstawicieli rodów spokrewnionych, z umieszczonymi poniżej na marmurowych tablicach informacjami o nich. Całe założenie warowne otaczała fosa.
Nazwa "Krzyżtopór" sama w sobie jest grą słów i upamiętnieniem. Krzyż oznaczał przywiązanie właściciela i fundatora do wiary katolickiej. Ossoliński był zaciekłym wrogiem reformacji i to za jego sprawą ze świętokrzyskiego wygnano Arian. Z kolei Topór to rodowy herb Ossolińskich. Nazwę zapisywano także w formie Krzysztopór łącząc ją z imieniem magnata. Oba te symbole - krzyż i topór - wykute na bramie wjazdowej, do dziś witają odwiedzających zamek. Projekt założenia przypisuje się włoskiemu architektowi Wawrzyńcowi Senesowi, który wprowadził do koncepcji elementy włoskiego manieryzmu oraz nowoczesnych systemów fortyfikacyjnych. Dlatego też Krzyżtopór nie był jedynie warownią ani tylko luksusowym pałacem. Był niezwykle ambitnym projektem, który miał łączyć funkcję obronną z reprezentacyjną, a jednocześnie zawierać głęboką symbolikę.
Najbardziej rozbudzającą wyobraźnię cechą Krzyżtoporu jest jego konstrukcja, oparta na kalendarzu. Według podań (choć historycy wciąż debatują nad dokładnością tych wyliczeń), zamek został wzniesiony jako kamienne odzwierciedlenie roku. Ma 4 wieże - symbolizujące cztery pory roku. 12 wielkich sal - odpowiadających dwunastu miesiącom. 52 pokoje - tyle, ile tygodni w roku i 365 okien - reprezentujących liczbę dni (z dodatkowym oknem otwieranym tylko w lata przestępne). Ta matematyczna precyzja nie była jedynie kaprysem. W tamtych czasach wierzono, że harmonia budowli z rytmem kosmosu zapewnia jej mieszkańcom pomyślność i chroni przed złymi mocami. Każdy krok po zamkowych korytarzach miał być przypomnieniem o upływającym czasie i boskim porządku świata. Nad wejściem w wieży bramnej umieszczono symbol przypominający stylizowaną literę W. Ma ona symbolizować, zgodnie z księgą kabały, wieczne trwanie tego miejsca.
Legendy o przepychu Krzyżtoporu do dziś rozpalają wyobraźnię. Najsłynniejsza z nich dotyczy jadalni w jednej z wież. Podobno posiadała ona szklany sufit, który jednocześnie był dnem ogromnego akwarium. Goście biesiadujący przy stole mogli spoglądać w górę i podziwiać egzotyczne ryby pływające nad ich głowami. Choć historycy nie są pewni czy taka konstrukcja rzeczywiście istniała, sama legenda doskonale oddaje skalę luksusu i fantazji, jaka towarzyszyła budowie zamku. Równie imponujące były stajnie. Zlokalizowane w dolnych kondygnacjach mogły pomieścić około setki koni. Jednak to nie rozmiar stajni zadziwiał, lecz ich wykończenie. Konie Ossolińskiego miały jadać z marmurowych żłobów, a w stajniach wisiały wielkie lustra, które miały rozświetlić ciemne pomieszczenia odbitym światłem. Krzyżtopór miał również nowoczesne systemy ogrzewania i wentylacji. Były to rozwiązanie niezwykle zaawansowane jak na XVII wiek. Z lotu ptaka Krzyżtopór przypomina według niektórych pięcioramienną gwiazdę. Powstał na planie pięcioboku.
To układ bastionowy, szczytowe osiągnięcie ówczesnej inżynierii wojskowej. Pięć potężnych bastionów pozwalało na prowadzenie ognia krzyżowego, co teoretycznie czyniło zamek niemożliwym do zdobycia szturmem. Każdy bastion był wyposażony w kazamaty, magazyny amunicji i stanowiska dla dział, co czyniło z rezydencji prawdziwą, nowoczesną machinę wojenną. Do wzniesienia tak potężnych murów użyto miejscowego piaskowca kwarcytowego, który nadaje ruinom ich charakterystyczny kolor. Jednak to zaprawa murarska budzi największe emocje. Historyczne źródła i badania potwierdzają, że do wapiennej zaprawy dodawano białka kurzych jaj. Szacuje się, że zużyto ich ponad 200 tysięcy.
Wzniesienie tak imponującej budowli było luksusem, na który mogło pozwolić sobie niewielu. Budowa Krzyżtoporu pochłonęła podobno 30 milionów złotych. Miała to być równowartość 10 letnich dochodów magnata, który był jedną z najbogatszych osób w kraju. Poza dobrami otrzymanymi po ojcu, spory posag wniosły mu jego trzy żony. Po raz pierwszy ożenił się w 1615 roku z Zofią Cikowską należącą do wspólnoty braci polskich. Po jej śmierci w 1638 roku zaślubił wdowę po Mikołaju Ligęzie - Zofię Krasińską. Trzecią żoną Krzysztofa była od 1642 roku Zofia Elżbieta Firlej - córka wojewody sandomierskiego, Mikołaja.
Niestety Krzysztof Ossoliński zmarł zaledwie rok po ukończeniu budowy, w 1645 roku, nie nacieszywszy się swoim dziełem. Jego syn, Krzysztof Baldwin Ossoliński zginął niedługo później w bitwie pod Zborowem. Zamek, pozbawiony silnej ręki gospodarza, stał się łatwym łupem podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku. Szwedzi zajęli go bez walki, a po kilku latach okupacji, odchodząc, ograbili go z najcenniejszych sprzętów, niszcząc bibliotekę i wywożąc wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Dodatkowe zniszczenia przyniosły walki podczas Konfederacji Barskiej w XVIII wieku. Od tego momentu zamek był już w dużej mierze opuszczony i stopniowo niszczał. Nigdy już nie odzyskał dawnej świetności. Kolejni właściciele nie byli w stanie odbudować tak ogromnej rezydencji, choć niektórzy próbowali. Budowla przeszła z rąk Ossolińskich w ręce Kalinowskich. Potem Morsztynów, Paców, Sołtyków. W 1858 roku zamek kupiła rodzina Orsettich, która zamieszkiwała w pobliskim dworze do 1944 roku. Po II wojnie światowej budowla została przejęta przez Skarb Państwa.
Jak każdy szanujący się zamek, Krzyżtopór ma swoje legendy i duchy. Najczęściej wspomina się o "Białej Damie" oraz o rycerzu w husarskiej zbroi, który w księżycowe noce ma patrolować mury. Niektórzy wierzą, że to duch Krzysztofa Baldwina, który wciąż pilnuje rodzinnego dziedzictwa. Inną tajemnicą są legendarne podziemia. Krążą opowieści o ukrytym tunelu, który miał łączyć Krzyżtopór z oddalonym o kilkanaście kilometrów Ossolinem. Tunel ten miał być tak szeroki, że mogły nim swobodnie przejechać dwa powozy obok siebie. Choć współczesne badania archeologiczne nie potwierdziły istnienia tak gigantycznego przekopu, wiara w skarby ukryte w zasypanych lochach wciąż przyciąga poszukiwaczy przygód. Inna opowieść mówi o "Skarbcu", w którym mają znajdować się archiwa rodu
Ossolińskich, zawierające dokumenty o zasięgu europejskim. Przejścia do niego ma strzec skomplikowany system zapadni i mechanizmów.
Dziś ruiny zamku Krzyżtopór należą do najbardziej imponujących zabytków w Polsce. Potężne mury, bastiony i ogromne dziedzińce wciąż robią wrażenie na odwiedzających. Spacerując po ruinach, można wyobrazić sobie dawną potęgę tej niezwykłej rezydencji. Zamek przyciąga turystów, historyków i miłośników architektury z całej Polski. Przyjeżdżają tu także filmowcy i artyści. Surowa geometria i ogromna skala budowli były tłem dla wielu produkcji filmowych. Ponieważ aż 90 procent murów oraz 10 procent sklepień założenia architektonicznego zachowało się do dzisiaj, od dawna mówi się o odbudowie całego kompleksu. W ostatnich latach zamek przeszedł szereg prac rewitalizacyjnych. Odnowiono bastiony, wytyczono bezpieczne trasy turystyczne i wprowadzono nowoczesne oświetlenie, które pozwala na zwiedzanie obiektu po zmroku. Nocne zwiedzanie Krzyżtoporu to doświadczenie niemal metafizyczne - cienie rzucane przez ogromne mury i otwory okienne sprawiają, że opowieści o ukrytych symbolach i legendy ożywają.
Krzyżtopór dziś to nie tylko imponująca ruina. To opowieść o potędze, ambicji i wizji człowieka, który chciał stworzyć budowlę odzwierciedlającą porządek świata.