Szanghaj od Pekinu dzieli ponad 1200 kilometrów. Chcąc pokonać tę odległość autem, trzeba liczyć się z co najmniej 12 godzinami ciągłej jazdy. Biorąc pod uwagę przerwy dla kierowcy, a także korki, bezpieczniej założyć około 14 godzin podróży. Dzień wyjęty z życia. Tymczasem pociąg dużych prędkości potrzebuje zaledwie nieco ponad czterech godzin, aby dostać się z jednego miasta do drugiego. To komunikacyjna rewolucja.
- Pojawienie się szybkich pociągów wpłynęło w różnym stopniu na dochody lotnisk, linii lotniczych, a nawet taksówek. Po pierwsze czas podróży na szynach jest obecnie porównywalny z czasem lotu. Po drugie na dworzec nie musimy przyjeżdżać tak wcześnie, jak na lotnisko. Wystarczy pojawić się około dwudziestu minut przed planowanym odjazdem. Kontrola bezpieczeństwa jest mniej rygorystyczna niż w portach lotniczych, można zabrać ze sobą na przykład zapalniczkę lub większe butelki - tłumaczy mi Ula Li, Chinka, która pracuje jako tłumaczka języka polskiego, a także polskojęzyczna przewodniczka turystyczna.
Dworzec jak forteca
Jestem ostrożny. Na dworzec w Szanghaju docieram z zapasem nie 20-, lecz 60-minutowym. I nie żałuję. Dzięki temu mam czas, aby nieco dokładniej przyjrzeć się temu gigantowi.
Wysiadam z taksówki i idę za tłumem w kierunku wejścia. Przy drzwiach, jak to zwykle bywa w Chinach w przypadku ważnych miejsc użyteczności publicznej, stoi kilku żołnierzy z bronią długą. Kiedy tylko dostaję się do środka budynku, pierwsze, co mnie czeka, to kontrola bezpieczeństwa. Jest zbliżona do tej znanej z lotnisk, choć jak słusznie zauważyła Ula Li - mniej drobiazgowa.
Co jednak szczególnie warte podkreślenia, do kolejowego terminala nie dostanie się nikt, kto nie ma biletu na pociąg danego dnia. W przeciwieństwie do europejskich dworców, w Chinach nie uświadczymy więc widoku bezdomnych śpiących na ławkach. W Państwie Środka bilet powiązany jest z paszportem, co stanowi dodatkowe zabezpieczenie.
Kilka minut później jestem w samym środku potężnej hali. Czuję się jak na lotnisku. Są sklepy, restauracje, bary, kawiarnie, strefy relaksu, fotele do masażu, palarnie i wszystko, czego dusza zapragnie. Łączna powierzchnia dworca to 130 hektarów.
- Dla nas szybka kolej to nie tylko środek transportu. Jest raczej złożonym systemem łączącym strategię państwową, rozwój gospodarczy, poprawę warunków życia obywateli oraz współpracę międzynarodową. Można powiedzieć, że szybka kolej przekształca prawo do rozwoju w praktyczne narzędzie systemowe - mówi Li.
Kolej dużych prędkości w Chinach nosi nazwę CRH - to skrót od angielskiego China Railway High-Speed. Pierwszą linię uruchomiono w 2007 roku. Niespełna dwie dekady później Państwo Środka ma 50 000 kilometrów torów przystosowanych do rozwijania na nich wysokich prędkości. To więcej niż wynosi obwód Ziemi na równiku. I więcej niż mają wszystkie kraje świata razem wzięte.


349 km/h
Na tak wielkim dworcu czas szybko ucieka. Kiedy do odjazdu pociągu pozostaje mi kwadrans, idę do swojej bramki - znów analogia do lotniska. Pasażerowie ustawiają się jeden za drugim w kolejce i pokornie czekają na sygnał od obsługi. W końcu pada odpowiednia komenda i wszyscy skanujemy swoje dokumenty. Drzwiczki otwierają się i specjalnie przygotowanym korytarzem schodzimy na peron - dopiero wtedy, kiedy pociąg już na nim czeka. To kolejna różnica względem Europy.
Teraz pozostaje tylko dotrzeć do swojego wagonu i zająć odpowiednie miejsce.
Skład rusza punktualnie, co do sekundy.
- Poza ekstremalnymi warunkami pogodowymi, czyli przypadkami siły wyższej, prawie nie zdarza się opóźnienie lub odwołanie kursu. W nielicznych sytuacjach pociąg spóźnia się maksymalnie o kilka minut, w większości przypadków przyjeżdża i odjeżdża dokładnie o planowanej godzinie - potwierdza moje obserwacje Ula Li.
Szybko zostawiamy za sobą Szanghaj, a ja czuję, jak skład przyspiesza. Nie mogę doczekać się, aż pociąg rozwinie pełną prędkość. Chcę na własnej skórze przekonać się, jak to jest pędzić po torach 349 kilometrów na godzinę.
Niczym zahipnotyzowany wpatruję się w ekran nad swoją głową. 245... 280... 301... 325...
Jest! 349! Kiedy osiągamy pełną prędkość, podnoszę się z miejsca i idę na spacer przez wagony. Chcę sprawdzić, czy da się odczuć ten pęd.


Krewetki, kurczak, wołowina
Ku mojemu zdziwieniu - absolutnie nie. Idę prosto, szybkim i zdecydowanym krokiem. Pociąg dosłownie płynie przez tory. W łączniku pomiędzy wagonami znajduję kranik z wrzątkiem. Jest dostępny dla wszystkich, którzy zechcą przygotować sobie kawę lub herbatę. Postanawiam przeprowadzić test: czy uda mi się bezpiecznie nalać wodę do kubka przy prędkości 349 kilometrów na godzinę?
Odkręcam kurek i napełniam naczynie. Jak w domu. Żadnych podskoków, żadnych niespodziewanych wstrząsów.
Zachęcony komfortem podróży, idę dalej. Docieram do wagonu restauracyjnego, w którym można zamówić przekąski, napoje, ale także pełnowartościowe obiady. Do wyboru są przeróżne opcje: od makaronów i zup, przez krewetki, po dania z kurczaka i wołowiny. Nie brakuje także oczywiście deserów. Decyduję się na zestaw mięsny i kilka minut później spożywam go na swoim miejscu.
- W szybkim pociągu można też zamówić jedzenie na dowóz. W aplikacji zaznaczasz stację, przez którą przejedzie skład, wybierasz dania z lokalnej restauracji, a gdy zatrzymasz się na peronie, dostawca dostarczy jedzenie bezpośrednio do twojego miejsca. Jeszcze nie wypróbowałam, ale wielu moich znajomych już korzystało z tej możliwości - dodaje Li.
No właśnie, aplikacja. Kolejną rzeczą, którą chcę przetestować, jest zasięg internetu w pociągu. Z uwagi na charakter mojej profesji zwracam na to baczną uwagę. Mało jest bowiem rzeczy, które denerwują mnie tak bardzo, jak nagła utrata łączności, kiedy akurat pracuję na komputerze podczas podróży.
Na trasie Szanghaj - Pekin ani razu nie spotkała mnie ta przykra sytuacja. Internet był stabilny i szybki - niezależnie od tego, gdzie akurat się znajdowaliśmy. To kolejny argument przemawiający na korzyść pociągów zamiast samolotów w Chinach.
- Poza tym opłaty paliwowe i lotniskowe stale rosną, dlatego szybka kolej jest pierwszym wyborem Chińczyków - dopowiada moja rozmówczyni.
Nie jest jednak tak, że te pociągi są tanie. Bilet na omawianej trasie Szanghaj - Pekin w drugiej klasie kosztuje blisko 100 dolarów amerykańskich.
- Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy każdy może sobie pozwolić na podróże szybkimi pociągami. Niewiele osób jeździ nimi codziennie do pracy. Pociągi służą raczej turystyce lub podróżom służbowym. Na pewno dla mieszkańców wsi z odległych regionów ten wydatek nie jest opłacalny. Wolą zapłacić jak najmniej i wybrać stare, wolne pociągi, które na pokonanie danej trasy potrzebują całego dnia, a czasem nawet kilku dni. Dla osób o niższych dochodach nie istnieje pojęcie kosztu czasu. Starają się za wszelką cenę oszczędzać pieniądze - wyjaśnia Ula Li.
Wielka migracja pociągami
Najpoważniejszym testem wydolności systemu szybkich pociągów jest Chiński Nowy Rok. To okres, w którym mieszkańcy Państwa Środka masowo podróżują po kraju - najczęściej z wielkich aglomeracji do swoich miast, miasteczek i wiosek, aby spotkać się z rodziną. W 2026 roku w ciągu 40 dni obchodów tego święta chińska kolej przewiozła pół miliarda pasażerów. To część tego, co demografowie określają jako największą coroczną migrację ludzi.
- Sprzedaż biletów oficjalnie rozpoczyna się pół miesiąca przed datą podróży. Na trasach z dużych miast takich jak Pekin czy Szanghaj do mniejszych miast na południu rozchodzą się one dosłownie w ciągu kilku sekund - przyznaje Li.
Na szczęście później pojawiają się kolejne pule biletów.
- Sprzedaż nie odbywa się jednorazowo. Pierwsza pula jest dostępna na początku, po kilku dniach pojawia się kolejna, a do tego są jeszcze bilety zwracane przez innych podróżnych. Ci, którzy nie zdobędą miejsca siedzącego, wybierają stojące. Tutaj jednak również obowiązują limity. Operator szybkiej kolei kontroluje całkowitą liczbę sprzedanych biletów, nie dopuszczając do nadmiernego zatłoczenia i chaosu - tłumaczy Chinka.
Bezpieczeństwo jest bowiem priorytetem. Nikt nie chce powtórki z 2011 roku, kiedy na linii Ningbo-Taizhou-Wenzhou doszło do potwornego wypadku. Jeden z pociągów został rażony piorunem, przez co stracił zasilanie. Zniknął z radarów kontroli ruchu, jednocześnie pozostając na torach. Po pewnym czasie tę samą trasę pokonywał inny skład, który wbił się w zatrzymany pociąg.
Według chińskich mediów w katastrofie zginęło 40 osób, a blisko 200 było hospitalizowanych, w tym 12 w stanie ciężkim. Rząd zatrzymał rozwój programu, jednocześnie powołując komisję, której zadaniem było zbadanie przyczyn wypadku. Wykazano błędy w zarządzaniu, korupcję urzędników i awaryjność konstrukcji. To był olbrzymi cios we wciąż świeży projekt Państwa Środka.
Chiny poradziły sobie jednak z kryzysem i wróciły do rozwijania kolei wysokich prędkości. Od tego czasu nie doszło do żadnego poważnego wypadku.
Według najnowszych rządowych planów, do 2035 roku powstanie 20 000 kilometrów nowych torów.
***
Po nieco ponad czterech godzinach w pociągu wysiadam w Pekinie. Jestem 1200 kilometrów od stacji początkowej. A mam przed sobą jeszcze cały dzień. Wybrałem poranne połączenie, w stolicy Chin jest dopiero południe.
Teraz rozumiem, co Ula miała na myśli, mówiąc, że czas to pieniądz.
