Ogrodnictwo przechodzi rozkwit - mało kto uznaje je już za zajęcie zarezerwowane dla dysponujących dużą ilością czasu wolnego seniorów, a media społecznościowe przepełnione są kadrami różnobarwnych rabat i poradami, jak najlepiej dbać o rośliny. Coraz częściej jest traktowane nie tylko jako hobby, ale także jako sposób na zadbanie o zdrowie psychiczne.
Kiedyś pozwalał przetrwać
"Zanim kobiety zaczęły uprawiać ogrody dla ich piękna, uprawiały je, by leczyć. Ziele dziurawca na moczenie nocne u dzieci, łubin na wrzody, pokrzywa na poprawę krążenia - te rośliny uprawiano przez wieki, a wiedza o nich przekazywana była z pokolenia na pokolenie przez matki i siostry" - czytamy w książce książce Alice Vincent.
Rzeczywiście jeszcze kilkadziesiąt lat temu ogród pełnił przede wszystkim rolę zaplecza domu, miejsca, gdzie hodowano warzywa, które miały wykarmić domowników, a także zioła tak istotne w rodzinnej apteczce. W związku z tym ogród bardzo często znajdował się za domem, niekoniecznie był widoczny dla przechodniów.
Pielęgnacja roślin nie była kojarzona z przyjemnością, stanowiła po prostu jeden z wielu codziennych obowiązków - tak sytuacja przedstawiała się w Polsce przede wszystkim przed XIX w. Wiedza na temat uprawy roślin była przekazywana z pokolenia na pokolenie, a kalendarz prac ogrodowych odzwierciedlał rytm pór roku i cykl życia całej rodziny. Nie można wykluczyć, że niektórzy i wtedy w pracach ogrodowych odnajdywali spełnienie, cel jednak był zwykle dość konkretny - ogród pozwalał przetrwać, karmił i leczył.
Brytyjska autorka podczas prac nad swoją książką dyskutowała z różnymi kobietami, starając się spotykać z nimi właśnie w ich ogrodach. Chociaż sporo miejsca w swoich przemyśleniach oddaje ona właśnie temu, dlaczego kiedyś uprawiano ogrody, szybko ujawnia główny wniosek, stanowiący niejako zapowiedź całej treści - w ogrodzie nie muszą rosnąć zioła, aby można go było uznać za uzdrawiający.
"Prowadzone przeze mnie rozmowy z kobietami w ich ogrodach poruszały wiele wątków. Były to: determinacja i smutek, kreatywność i odosobnienie, strata i radość, kontrola i zmiana, wszystko nakładające się na życie, o którym słuchałam, często w obrębie otaczających nas zielonych przestrzeni. Wszystko to czaiło się pośród roślin i ciemnej, złożonej struktury gleby" - pisze Alice Vincent.
Rzeczywiście, bohaterki jej rozmów to kobiety dotknięte różnego rodzaju życiowymi trudnościamii, które ukojenia, równowagi i spełnienia szukają wśród roślin. Ich historie, choć tak różne, mają sporo punktów wspólnych. Pokazują, że ogród to przestrzeń przepełniona troską. Kiedyś o przetrwanie ciała, dzisiaj coraz częściej również o psychikę.
Wellbeing gardening - ogród jak terapia na wyciągnięcie ręki
Kiedy chcemy mówić o ogrodach współcześnie, wyraźnie widać, że nastąpiło przesunięcie znaczenia: od narzędzia przetrwania do miejsca odpoczynku, kontaktu z naturą, a nawet... czegoś znacznie więcej. Coraz częściej można usłyszeć termin wellbeing gardening. O co chodzi? Jest to hasło odnoszące się do ogrodnictwa rozumianego nie tylko jako coś nastawionego na konkretny efekt, ale także na cały proces tworzenia ogrodu oraz wpływ tej pracy i roślin na zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka.
Można właściwie stwierdzić, że to nowe, uwspółcześnione określenie czegoś już wcześniej rozpowszechnionego - hortiterapia, inaczej ogrodoterapia, to dobrze znana metoda dbania o zdrowie psychiczne, polegająca na tym, że pacjent zajmuje się pracą fizyczną związaną z uprawą ogrodu. Na co dzień stosowana jest chociażby w domach pomocy społecznej, gdzie pensjonariusze sadzą i pielęgnują kwiaty indywidualnie i podczas aktywności grupowych.
Z kolei wellbeing gardening to dostępna na wyciągnięcie ręki forma terapii - można praktykować w każdej chwili w swoim przydomowym ogrodzie, a nawet na niewielkim balkonie, co także stało się bardzo popularne podczas pandemii. Chodzi tu o skupienie na prostych czynnościach związanych z dbaniem o rośliny. Sianie, przesadzanie, pielenie, podlewanie - wszystko to może pomóc się wyciszyć, a także stworzyć przestrzeń, która ukoi nerwy.


Bez wątpienia rośliny i ziemia są w stanie wspierać w regulowaniu emocji, a pobyt w ogrodzie może obniżyć poziom hormonu stresu i wspomagać walkę z depresją i lękiem. Nie sposób także nie zauważyć, że ogrodnictwo jest formą lekkiej aktywności fizycznej, co także sprzyja poprawie zdrowia w każdym aspekcie.
W swojej książce Alice Vincent przypomina także o tym, że wzrost zainteresowania uprawą roślin przypadł na moment pandemii COVID-19. To właśnie wtedy ludzie - często zamknięci na długi czas w swoich czterech ścianach - zaczęli szukać kontaktu z naturą, a z ogrodów i balkonów tworzyli domowe azyle. W kontekście rosnącej liczby zaburzeń natury psychicznej termin wellbeing gardening urasta niekiedy do rangi ruchu, jako odpowiedź na poszukiwanie naturalnych metod dbania o dobrostan.
Jedną z rozmówczyń autorki jest Diane, kobieta, która w pewnym momencie swojego życia musiała uporać się z kryzysem psychicznym po rozpadzie swojego drugiego małżeństwa. Już w trakcie trwania tego związku ogród był dla niej miejscem ucieczki od problemów, ale dopiero po trudnym rozstaniu odkryła jego terapeutyczną moc.
"Diane mówi, że w żałobie po swoim małżeństwie weszła w "fazę wandalizmu" w ogrodzie, rozluźniając gorset, który ograniczał jego i ją. Gęste, okrągłe trawniki postrzępiły się przy krawędziach, kostka brukowa zaczęła wychodzić w górę. Usuwała kamienie jeden po drugim, aż zostało wystarczająco dużo ziemi, by zasadzić rośliny. Robiła miejsce na coś nowego."
W pamięci zapada także opowieść Caroline, której ogród pozwolił poradzić sobie z tym, że jej ojciec doznał nagłego udaru i został przykuty do łóżka.
"Byłam rozgniewana tym, co się działo, a jednocześnie pobudzona - wspomina. - Jest coś fascynującego w kopaniu. Nie wiem, co takiego. Wykopałam te dziury, posadziłam drzewa, stworzyłam ogród ziołowy. Miałam w sobie tyle gniewu i dobrze było go jakoś ukierunkować, stworzyć coś, co w jakiś sposób wyrazi ból.
I właśnie poczucie sprawczości jest w wielu przypadkach kluczowe - szczególnie podczas przeżywania trudnych emocji może pozwolić na wyrażenie siebie. Zajmowanie się ogrodem pozwala na odczuwanie harmonii i zadowolenia, wspiera także poczucie więzi i kontaktu ze światem przyrody, wielu osobom czynności wykonywane przy roślinach przynoszą ulgę. Nie zawsze musi to być związane z trudnymi momentami, ale może. W czasach, kiedy ogrody uprawia się tak często nie dla przetrwania, a hobbystycznie, to my decydujemy, po co to robimy.
Między ciszą ogrodu, a gwarem w sieci
W całej dyskusji na temat współczesnego ogrodnictwa nie można pominąć także roli mediów społecznościowych, które stały się elementem naszej codzienności. Współczesne ogrodniczki i ogrodnicy coraz częściej trafiają wprost na ekrany smartfonów - social media pełne są przygotowywanych w kreatywny sposób porad co do pielęgnacji roślin oraz bajkowych ogrodowych kadrów. Wystarczy włączyć Instagram czy Pinterest, by zobaczyć idealnie skomponowane rabaty i zaczerpnąć inspiracji.
Ogród to teraz także część kreowania marki osobistej, niczym element opowieści o jego właścicielu. Przyglądając się udostępnianym treściom, można wywnioskować sporo na temat danej osoby, jej stylu życia czy nawet wartości, jakimi się kieruje. Oczywiście profile w mediach społecznościowych to miejsca, gdzie znajdziemy nieco ugładzone obrazki, a niektóre z nich wyglądają wręcz jak wystawy idealnych ogrodów z pastelowymi meblami, rustykalnymi donicami, gdzie rabaty kwitną dobrane do kadru. Na większości profili próżno szukać błota, potu na czole czy plagi ogrodowych insektów, chociaż zdarzają się i takie ogrodnicze treści pokazujące pielęgnowanie roślin bez filtra.
Jedno jest pewne - ogrodniczy influencerzy to już nie nisza, a zakątek internetu, do którego zagląda mnóstwo osób, w poszukiwaniu inspiracji, ale także dla estetycznych doznań. Co oni sami chcą pokazać światu?
- Dla mnie uprawianie ogrodu to integralna część życia, gdzie największą nagrodą nie jest sam efekt, lecz proces przynoszący ukojenie - doświadczenie, którego, jak wierzę, potrzebujemy dziś bardziej niż kiedykolwiek. W naszym zabieganym, wirtualnym świecie powtarzalne czynności, jak pielenie czy podlewanie, pozwalają umysłowi odpocząć i dają coś namacalnego, świadectwo naszej pracy budujące poczucie sprawczości - tłumaczy w rozmowie z Interią Ania Jakacka, w social mediach znana jako Anna Botanica. Jej profil na Instagramie obserwuje ponad 230 tys. osób.
Jak podkreśla, sama koncepcja wellbeing gardening nie jest dla niej niczym nowym.
- To raczej nazwanie i usystematyzowanie tego, co wielu ogrodników czuło intuicyjnie od pokoleń. Przestajemy myśleć o ogrodzie tylko w kategoriach estetycznych "czy będzie ładnie?", a zaczynamy myśleć w kategoriach doświadczeń: "jak będę się tu czuć?". To projektowanie z intencją stworzenia miejsca, które aktywnie wspiera nasze zdrowie psychiczne i fizyczne - mówi.
Rosnąca rola mediów społecznościowych oraz coraz częstsze mówienie o uprawianiu ziemi jako formie relaksu i dbania o zdrowie psychiczne wiąże się także z tym, że dbaniem o rośliny zajmują się coraz młodsze osoby.
- Zauważam kilka fascynujących zjawisk, a jednym z najważniejszych jest to, jak bardzo zmienia się postrzeganie ogrodnictwa i kto się nim zajmuje. Przede wszystkim, ogrodnictwo przestało być domeną osób na emeryturze. Kiedyś praca w ogrodzie kojarzyła się z przymusem lub zajęciem dla seniorów. Dziś dla młodego pokolenia to świadomy wybór i forma stylu życia. Myślę, że wynika to z głębokiej potrzeby znalezienia czegoś namacalnego. Młodzi ludzie chcą widzieć realny efekt swojej pracy - coś, co mogą dotknąć, powąchać, a nawet zjeść. Jeszcze kilka pokoleń temu praca w ziemi była dla większości koniecznością, sposobem na przetrwanie i zdobycie pożywienia. Dziś, mając nieograniczony dostęp do jedzenia w sklepach, wracamy do uprawy, ale robimy to z wyboru - podkreśla Anna Botanica.
Popularność hashtagów takich jak #gardentheraphy czy #plantsofinstagram mówi sama za siebie - ogrodnictwo rzeczywiście jest jak styl życia, i to u coraz młodszych osób. Także grupy zrzeszające ogrodników na Facebooku to miejsca, gdzie wciąż coś się dzieje, a liczba nowych postów dziennie jest tak duża, że trudno być na bieżąco. Zdjęcia ogrodów, porady, zażarte dyskusje - wszystko to można znaleźć właśnie tam.
Motywacje są zmienne, więź człowieka z ziemią - ta sama
Ewolucja ogrodnictwa na przestrzeni lat jest fascynująca. Dawniej ogrodnicy byli rzemieślnikami dnia codziennego, żyjącymi z konieczności zgodnie z rytmem natury. Oczekiwali przede wszystkim efektu w postaci pełnej spiżarni.
Dziś to coraz częściej hobbyści, pasjonaci estetyki, niekiedy poszukujący równowagi w codziennym życiu pełnym najróżniejszych bodźców. Ziemia postrzegana jest nie jako źródło plonów, ale w dużej mierze przestrzeń relaksu, wyrażenia siebie i uwolnienia swoich emocji. Idealnie, gdy można pokazać efekty swojej pracy światu, na przykład w mediach społecznościowych.
Jak widać, motywacje się zmieniają, ale więź człowieka z ziemią pozostaje czymś stałym. Ogrodnicy z przeszłości i współcześnie pochylają się nad ziemią z podobnym zaangażowaniem i nadzieją, niezależnie czy chodzi o pełną spiżarnię czy cieszące oczy kwiatowe rabaty, które można potem pokazać światu. Ogród zawsze uczy pokory wobec zmienności natury, a radość i satysfakcja z plonów jest taka sama, niezależnie od czasów, w jakich przyszło nam żyć.
Także Alice Vincent, po przeprowadzeniu wielu rozmów, uzyskała odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie uprawiają ogrody. Choć mówi o kobietach, które rzeczywiście w ogrodnictwie stanowią większość, także wielu mężczyzn pasjonuje się tym zajęciem.
"Kobiety uprawiają ogrody, aby tworzyć życie, pożywienie i piękno. Robią to, aby wyczarować materię ze skrawków ziemi. Dlatego, że widzą potencjał w twardych, spieczonych bryłkach gliny, dostrzegają obietnicę pod plątaniną starych krzewów. Kobiety uprawiają ogrody, ponieważ ten akt tworzy coś z niczego; dlatego że widzą, iż zmiany na szerszą skalę mogą wynikać z tych wprowadzonych na małym skrawku pod ich stopami. Ponieważ są obciążone smutkiem, samotnością lub żalem. Robią to, bo mają to we krwi. Kobiety uprawiają rośliny, bo dbanie o ogród potrafi wytworzyć połączenie z czymś utraconym. (...) Robią to, ponieważ ziemia potrafi przyjąć uczucia, których powietrze nie jest w stanie pomieścić."
Ogród nie jest i nigdy nie był jedynie kawałkiem zieleni. To przestrzeń, gdzie można się skryć, spróbować poradzić sobie z trudnymi emocjami, stratą, żalem. Wyhodować coś więcej niż rośliny - spokój. Zapach ziemi, sianie, podlewanie. W tym, co wydaje się tak proste i codzienne, skrywa się niezwykła moc.
