O tym zjawisku w Polsce wciąż mówi się niewiele, chociaż dotyczy - według różnych szacunków - nawet co drugiej młodej mamy. Dla wielu z nich jest to pierwszy moment macierzyństwa, który zupełnie nie przypomina obrazków znanych z poradników czy mediów społecznościowych.
Choć to powszechne, wciąż często przeżywają je w samotności. Być może byłoby łatwiej, gdyby zdawały sobie sprawę, jakie są przyczyny czasowego obniżenia nastroju. O swoich doświadczeniach opowiedziały nam kobiety, które przeszły przez ten trudny moment. Sprawdzamy też, co do powiedzenia w temacie baby bluesa ma psycholog.
- Pierwsze dni po porodzie to była prawdziwa sinusoida. Pierwszej nocy byłam zachwycona, że położna zabrała córkę. Drugiej nocy nie mogłam spać, bo wymyśliłam sobie, że na pewno nie zajmują się moim dzieckiem w nocy albo czymś faszerują, bo przecież przy mnie ciągle płakała, a w nocy nic nie słyszałam. Prawdziwe szaleństwo. Po powrocie do domu, pierwszej nocy miałam w głowie tylko jedno "po co mi to było, czy tak będzie wyglądać moje życie?" - opowiada Małgorzata, mama pięcioletniej Poli.
Jak wspomina, nie pozwalała partnerowi wychodzić z domu, rodzina przywoziła im zakupy. Myśl, że zostanie sama z dzieckiem, przerażała ją. Dodatkowo sprawę komplikowało karmienie piersią i późniejsze ściąganie mleka, co było dla niej traumatyczne. W całej stresującej sytuacji nie pomagało jej też otoczenie - w szczególności starsze osoby.
Małgosia podkreśla, że najtrudniejszy był moment powrotu męża do pracy. Mężczyzna pracował po 10 godzin, a w jej życiu pojawił się jeszcze większy smutek i poczucie osamotnienia. Nie pamięta zbyt wiele z tego okresu i nie ma ciepłych wspomnień, choć, gdy widzi stare zdjęcia, rozczula ją to, jaka córka była mała.
- Bardzo broniłam się przed stwierdzeniem, że przeszłam baby blues. Dziś, z perspektywy tych kilku lat, już wiem, że tak było - podkreśla Małgorzata.
- Po pierwszym porodzie dostałam ataku płaczu, jak tylko wróciłam do domu i dotarło do mnie, że jesteśmy odpowiedzialni za życie tego małego człowieka. Tu już nie było pielęgniarek, które pomagały - byliśmy z mężem sami. Sprawy nie ułatwiał także nawał pokarmu, ból krocza po szyciu. Bałam się zasnąć, a gdy już zasypiałam, to miałam włączoną lampkę, żeby czuwać, czy synek oddycha - wspomina swoje początki macierzyństwa Marta, dziś mama dwóch chłopców.
W jej przypadku sprawę utrudniał fakt, że rodziła podczas pandemii koronawirusa.
- Byłam w tym bardzo samotna, moja mama mogła zobaczyć mojego synka na żywo, nie przez szybę, dopiero gdy miał miesiąc - dodaje.
Kobieta wspomina, że baby blues minął dość szybko, a wprowadzenie nowej, rodzinnej rutyny wiele ułatwiło. Gdy z mężem ułożyli sobie rozkład dnia, noce przestały ją przerażać. Z perspektywy czasu uważa, że dobrze było spędzić ten pierwszy miesiąc razem.
- Mój dramat zaczął się mniej więcej podczas czwartej doby po porodzie. Pamiętam ten moment, gdy siedziałam w środku nocy, karmiłam syna i nagle zaczęłam płakać. Uderzyła mnie taka fala emocji i zaczęłam się zastanawiać, po co mi to było - wspomina Sylwia, mama sześcioletniego Juliana i dwuletniej Hani.
Wspomina, że najtrudniejsza była dla niej świadomość zmiany życia - od tego momentu wszystko było podporządkowane dziecku. Zajmowała się maluchem, ale mechanicznie, nie odczuwała przy tym szczególnych emocji - pozytywnych ani negatywnych.
- Długo tłumiłam to w sobie, aż w końcu zupełnie rozkleiłam się podczas trzeciej wizyty położnej w naszym domu. Dotąd starałam się przy niej trzymać w garści, wstydziłam się swoich emocji, ale tego dnia nie dałam rady. Zaskoczyła mnie jej reakcja, gdy powiedziała, że taki sam widok zastaje w co drugim domu, że to normalne. Wtedy zrozumiałam, że nie zwariowałam, to po prostu hormony - opowiada.
Sylwia pamięta także towarzyszące jej w tym okresie poczucie osamotnienia oraz złość, ponieważ czuła się nieprzygotowana na taką sytuację.
- Chodziłam do polecanej szkoły rodzenia, gdzie poruszano mnóstwo tematów, ale o baby blues nie wspominano właściwie w ogóle. Było kilka zdań o depresji poporodowej i o tym, aby w takiej sytuacji skonsultować się ze specjalistą, to fakt. Natomiast hasło “baby blues" w ogóle się nie pojawiło, nie wiedziałam, że to minie, w pewnym momencie byłam naprawdę załamana. Wszystko trwało u mnie dość długo, na pewno około trzy tygodnie. Potem poczułam, że wracam do równowagi - dodaje.
Historie kobiet pokazują, jak trudne mogą być pierwsze dni po narodzinach dziecka. Warto zadać sobie jednak pytanie, gdzie przebiega granica między naturalną reakcją organizmu a znacznie poważniejszym problemem?
- Baby blues pojawia się zwykle między drugą a piątą dobą po porodzie. Młoda mama może płakać bez wyraźnego powodu, czuć się przytłoczona, rozdrażniona, nadwrażliwa. Emocje w tej sytuacji potrafią zmieniać się naprawdę bardzo szybko. W jednej chwili pojawia się wzruszenie i radość, chwilę później lęk albo poczucie, że to wszystko jest nie do udźwignięcia. Najważniejsze jest to, że baby blues mija samoistnie, zazwyczaj w ciągu kilkunastu dni - tłumaczy w rozmowie z Interią psycholożka Diana Homa.
Jak dodaje, w przypadku tego zjawiska przyczyny są przede wszystkim biologiczne. Po porodzie dochodzi do gwałtownego spadku hormonów. Organizm w bardzo krótkim czasie przechodzi ogromną zmianę. Do tego niewyspanie, fizyczne zmęczenie, ból i świadomość, że życie właśnie wywróciło się do góry nogami - to wszystko składa się właśnie na baby blues.
- Natomiast depresja poporodowa trwa dłużej i jest to sytuacja dużo poważniejsza, nie przejściowa huśtawka emocjonalna, a choroba, którą należy leczyć. To nie tylko smutek, ale też utrzymujące się obniżenie nastroju, brak energii, poczucie pustki, czasem trudność w odczuwaniu bliskości z dzieckiem, brak apetytu, trudności ze snem, a także nadmierne (często kompulsywne) objadanie się. Pojawiają się myśli rezygnacyjne, silne poczucie winy, bezradność. Takie objawy powinny zapalać czerwoną lampkę i skłonić kobiety do wizyty u specjalisty - podkreśla psycholożka.
Pojawia się więc oczywiste pytanie - czy na huśtawkę emocjonalną po porodzie można się przygotować? Czy da się opanować sposób postępowania, podobnie jak przed narodzinami uczymy się, jak przewijać czy karmić dziecko?
- Oczywiście, można się przygotować, ale to nie da 100% pewności, że baby blues nas ominie. Najważniejsza jest świadomość, że w pierwszych dniach po porodzie emocje mogą być bardzo intensywne. Kiedy kobieta wie, że to możliwe, rzadziej interpretuje to jako własną porażkę. Ogromną rolę odgrywa wsparcie. Nie ogólne zapewnienia, ale konkretne działania. Kto zrobi zakupy, kto ugotuje obiad, kto zajmie się innymi obowiązkami. Warto ustalić to jeszcze przed porodem - zaznacza Diana Homa.
Świeżo upieczona mama powinna skupić się na regeneracji, na byciu z dzieckiem. Warto pamiętać o tym, że nie każda kobieta od pierwszych dni macierzyństwa czuje wyłącznie miłość i euforię. Można jednocześnie kochać dziecko, ale czuć także lęk. Diana Homa nie ma wątpliwości, że te emocje się wzajemnie nie wykluczają.
Jak dziś na sytuację sprzed kilku lat patrzą kobiety, które mają za sobą baby blues?
- Trzeba zadbać o relacje jeszcze przed porodem i jasno powiedzieć, że możliwe, że będzie się potrzebowało pomocy. Chociaż chodziłam prywatnie do szkoły rodzenia, ten temat był poruszany bardzo po łebkach. Ustalić z mężem jasne komunikaty, żeby to on był trochę taką tarczą przed różnymi tekstami społeczeństwa. Ale szczerze, najważniejsze - nie bagatelizować nawet najmniejszych objawów i nie bać się pójść po pomoc do specjalisty - mówi Małgosia.
- Moim zdaniem ważne jest, aby dać sobie czas i przyzwolenie na całą tę burzę hormonów, nawet żeby sobie trochę popłakać. Dzisiaj traktowałabym siebie z dużo większą wyrozumiałością, wtedy, kilka lat temu, czułam się najgorszą matką świata. Po drugim porodzie baby blues mnie nie dotknął. Nie wiem, czy to kwestia mojej świadomości, czy po prostu miałam szczęście. Natomiast po tych doświadczeniach, gdy któraś z moich przyjaciółek spodziewała się pierwszego dziecka, uprzedzałam, że coś takiego w ogóle istnieje. Ja tego w pierwszej ciąży nie wiedziałam, a szkoda - dodaje Sylwia.
- Z perspektywy czasu współczuję sobie tylu emocji na raz i tulę siebie. Nie ma się czego wstydzić, to normalna rzecz, o której też nieczęsto się mowi - podsumowuje Marta.
Pomimo tego, że baby blues wciąż bywa tematem tabu, kobiety z roku na rok są coraz bardziej świadome i decydują się na profesjonalną pomoc. Najważniejsza jest czujność i odwaga w mówieniu o swoich problemach.
- W pracy zawodowej regularnie spotykam kobiety, które zastanawiają się, czy to jeszcze naturalna reakcja, czy już coś poważniejszego. Często towarzyszy im wstyd i poczucie, że nie powinny tak się czuć. A przecież macierzyństwo to ogromna zmiana tożsamości. To moment, w którym rodzi się nie tylko dziecko, ale też nowa rola i nowa wersja siebie. Silne emocje w takiej sytuacji są czymś ludzkim i zrozumiałym. Ważne, żeby o nich mówić i nie zostawać z nimi w samotności - zaznacza Diana Homa.
Jeśli jednak smutek nie mija, a poczucie przytłoczenia zamiast słabnąć - narasta, nie warto czekać z szukaniem pomocy. Depresja poporodowa to poważna choroba, która wymaga leczenia.
Jedno warto powtarzać głośno, uświadamiać także kobiety w ciąży: jeżeli w pierwszych dniach po porodzie pojawia się niespodziewany płacz, lęk i trudne emocje, to wcale nie musi oznaczać, że coś jest nie tak. Często to po prostu znak, że życie zmieniło się i potrzebujemy chwili, aby ułożyć sobie nową rzeczywistość.