Reklama

Zakochanie sprawia, że codzienność nagle nabiera kolorów, a my czujemy się dużo lepiej. Miłość jednak ma wiele twarzy. Choć dla jednych jest spokojnym procesem budowania więzi, to dla innych - w tym emofili - będzie gwałtowną eksplozją emocji, która pojawia się tak szybko, jak może zgasnąć. Choć często emofilia mylona jest z romantyzmem i "pechem w miłości", w rzeczywistości dotyczy sposobu przeżywania emocji, który jest trudny do kontrolowania.

Dlaczego się zakochujemy?

Zakochanie często opisuje się jako triumf emocji nad rozumem. To jedno z najpiękniejszych, ale też przy okazji najmocniejszych doświadczeń ludzkiego życia. Potrafi całkowicie zmienić nasz sposób myślenia, priorytety, a czasem nawet życiowy kierunek. W stanie zakochania czujemy się znowu "żywi", odzyskujemy energię, sens i radość. Dla wielu osób zakochanie jest motorem do rozwoju, zmian i wyjścia ze strefy komfortu.

Reklama

Z biologicznego punktu widzenia zakochanie to proces, który zaczyna się w układzie nerwowym. Pierwszy impuls jest bardzo podstawowy - to bodziec wzrokowy, słuchowy lub zapachowy. Coś nas przyciąga do drugiej osoby, np. sposób mówienia, uśmiech, zapach, barwa głosu. W miarę pogłębiania zauroczenia organizm zaczyna produkować fenyloetyloaminę - substancję chemiczną odpowiedzialną za euforię i pobudzenie. Następnie do gry wchodzą kortyzol i noradrenalina, czyli hormony obecne w sytuacjach stresowych. To dlatego na początku zakochania serce bije szybciej, ręce się pocą, a w brzuchu pojawiają się słynne "motyle".

Z czasem rośnie także poziom dopaminy, która jest hormonem szczęścia i przyjemności. Jednocześnie mózg wchodzi w specyficzny tryb działania. Kora czołowa, odpowiedzialna za logiczne myślenie, analizę i planowanie, jest w dużej mierze wyciszona. Można powiedzieć, że na oczach pojawiają się klapki. Tracimy krytycyzm, ignorujemy sygnały ostrzegawcze i racjonalizujemy zachowania partnera. Za to bardzo aktywny staje się układ nagrody - ten sam, który "odpowiada" za uzależnienia. Wydzielają się także oksytocyna (wzmacniająca więź emocjonalną z partnerem) i endorfiny (wywołujące euforię i działające jak naturalne środki przeciwbólowe).

Psychologicznie zakochanie jest równie złożone. To nie tylko radość i ekscytacja, ale też lęk, nadzieja, silne pragnienie bliskości i bycia ważnym dla drugiej osoby. Zanim jednak dojdzie do zakochania, zwykle pojawia się zauroczenie - intensywne i krótkotrwałe (trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy). To etap fascynacji, w którym widzimy głównie zalety partnera. Zakochanie rozwija się dopiero na jego bazie i obejmuje znacznie głębsze poznanie drugiej osoby, również z jej słabościami. To moment budowania prawdziwej więzi emocjonalnej, empatii i akceptacji.

Dopiero kolejnym etapem jest miłość - bardziej dojrzała, stabilna i ugruntowana. Opiera się na wzajemnym wsparciu, kompromisach i zdolności do wspólnego radzenia sobie z trudnościami. To tu pojawia się poczucie bezpieczeństwa i partnerstwa. Co ciekawe, część badaczy uznaje, że miłość romantyczna istnieje od zawsze, nie da się do niej nikogo zmusić i jest zjawiskiem biologicznym. Istnieją jednak przeciwnicy tej tezy (m.in. Denis de Rougemont i Robert Johnson), mówiący, że miłość w dużym stopniu jest kształtowana przez kulturę, w tym współczesne Hollywood. Według nich nasze wyobrażenia o miłości bywają efektem narracji, które od wieków powtarzamy. Dlatego dążymy do romantycznego uczucia jak z filmów i bajek.

Co to jest emofilia?

Na pewno masz w swoim otoczeniu osobę, która przy każdej nowo poznanej miłości mówi: "to będzie mój mąż" albo "na nią czekałem całe życie". Potem, zajęta relacją, "znika" na kilka tygodni, snuje wielkie plany, po czym przychodzi rozstanie. Po krótkim czasie jednak historia się powtarza, tylko już z kimś innym. Myślisz wtedy, że ta osoba zmienia partnerów jak rękawiczki albo skacze z kwiatka na kwiatek. Właśnie tak w praktyce wygląda emofilia, czyli tendencja do szybkiego zakochiwania się "bez pamięci", z ogromną dawką romantycznej stymulacji.

Obecna nazwa funkcjonuje od niedawna. Wcześniej zjawisko to określano mianem "rozwiązłości emocjonalnej". Jako pierwszy szerzej opisał je psycholog społeczny Daniel Jones, znany z badań nad mrocznymi cechami osobowości. W 2011 roku, w trzecim wydaniu "Handbook of Sexuality-Related Measures", zaproponował termin emofilia. To pojęcie wciąż jest więc stosunkowo młode i nie do końca przebadane.

Warto podkreślić, że emofilia nie jest chorobą ani zaburzeniem psychicznym. To predyspozycja, tendencja do szybkiego i częstego zakochiwania się, zwykle bez głębszej refleksji, analizy i krytycznego myślenia. Osoby z emofilią mają wyraźnie większy apetyt na doświadczanie miłości. Nie chodzi tu o przelotne romanse, ale o silne pragnienie bycia zakochanym i fiksację na punkcie romantycznych emocji. Emofile bardzo szybko odczuwają intensywne uczucia - w kilka dni czy tygodni dochodzą do takiego stopnia zażyłości, jaki u innych rozwija się miesiącami lub latami.

Zaangażowanie emocjonalne bywa nieproporcjonalne do rzeczywistej relacji. Szybkie decyzje o wspólnym zamieszkaniu, zaręczynach czy ślubie nie są wcale rzadkością. Emofile mają trudności z regulacją emocji, a ich codzienne funkcjonowanie bywa podporządkowane związkowi. Będąc w relacji, często zaniedbują przyjaciół, rodzinę czy pracę - bo partner staje się ich całym światem. Z psychologicznego punktu widzenia to nie jest miłość, lecz projekcja - obraz, który emofile tworzą w swojej głowie na temat związku z partnerem.

Statystyki pokazują, że osoby z emofilią mają znacznie więcej romantycznych relacji niż ludzie bardziej powściągliwi uczuciowo. Często są to związki bardzo poważne, formalizowane w ekspresowym tempie. Emofile nie chcą nikogo skrzywdzić, nie działają z wyrachowaniem czy premedytacją. Problem polega jednak na ogromnej zmienności emocji. Po dwóch tygodniach potrafią wyznać miłość, a po dwóch miesiącach - zakochać się w kimś innym. Wykazują wyższą skłonność do zdrad, równoległych zauroczeń i podejmowania pochopnych, ryzykownych zachowań seksualnych. Ich emocje przechodzą od euforii do głębokiego smutku w krótkim czasie. Gdy wyznają miłość, w danej chwili naprawdę ją czują. W miarę rozwoju relacji zauroczenie przechodzi w zakochanie, pojawiają się więc pierwsze konflikty i codzienne trudności. Wtedy osoba z emofilią może zacząć tęsknić za pierwotnym stanem intensywnej ekscytacji. Zamiast pracować nad związkiem, szuka go gdzie indziej - w nowym obiekcie uczuć.

W emofilii charakterystyczna jest też idealizacja partnera. Emofile kochają swoje wyobrażenie o drugiej osobie, a nie ją samą. To sprawia, że często przyciągają narcyzów, manipulantów, a nawet osoby o cechach psychopatycznych. Szwedzkie badania oparte na Skali Rozwiązłości Emocjonalnej (EPS), przeprowadzone na próbie 2607 osób, wykazały wyraźny związek emofilii z cechami tzw. ciemnej triady (narcyzmem, makiawelizmem i psychopatią). Mroczne osobowości są więc dla emofilów szczególnie pociągające - oczarowują pewnością siebie i ogromną romantycznością. Niestety, to właśnie dlatego osoby, które szybko się zakochują, są bardziej narażone na toksyczne związki i zranienia, bo ignorują wszelkie sygnały ostrzegawcze.

Skąd bierze się emofilia? Zbytnie przywiązanie do drugiej osoby

Przyczyny emofilii nie zostały jeszcze dogłębnie zbadane. Specjaliści przypuszczają jednak, że może mieć związek z zaburzeniami równowagi hormonalnej. Zwłaszcza dotyczyć to ma substancji odpowiedzialnych za dobre samopoczucie - dopaminy i serotoniny. Gdy gospodarka hormonalna jest zachwiana, racjonalne myślenie schodzi na dalszy plan, a priorytetem staje się jak najdłuższe utrzymanie pozytywnych emocji. Emofile bywają wręcz uzależnieni od uczucia euforii i ekscytacji.

Inną hipotezą jest powiązanie emofilii z lękowym stylem przywiązania. Takie osoby często mają zaniżone poczucie własnej wartości oraz silny lęk przed samotnością i odrzuceniem. Nawet toksyczny związek wydaje się im lepszy niż bycie samemu. Część psychologów uznaje, że nie można jednak utożsamiać tych pojęć ze sobą. Lękowy styl przywiązania opiera się na lękach i potrzebach osoby ("pragnę i potrzebuję cię", bo nie wierzę w siebie, sam nie dam rady i muszę mieć twoje wsparcie), a emofilia na romantycznych marzeniach i pragnieniach ("pragnę i potrzebuję cię", bo jesteś dla mnie najlepszą nagrodą, daje mi to euforię).

Kolejną przyczyną emofilii może być zniekształcony model miłości, wyniesiony z domu lub popkultury. Romantyczne filmy i narracje o "księciu na białym koniu" czy "księżniczce z bajki" uczą, że prawdziwa miłość musi być spektakularna i intensywna. Gdy zauroczenie mija, pojawia się rozczarowanie i potrzeba szukania romantycznej stymulacji w kolejnym źródle.

Emofilia bywa też efektem traum po nieudanych związkach lub utracie prawdziwej miłości. Osoby, które doświadczyły tak silnego rozczarowania i smutku, próbują na siłę odbudować dawne uczucia, wskrzesić to, co straciły. Właśnie z tego powodu zbyt szybko wchodzą w nowe relacje, od razu chcąc zbudować równie trwały i poważny związek.

Jak radzić sobie z emofilią?

Związek z emofilem jest możliwy, ale pod warunkiem, że to osoba, która jest świadoma swojej tendencji i pracuje nad nią. Samo rozpoznanie przez nią mechanizmu to ogromny krok w stronę zmiany. Emofilia nie skazuje na porażkę w miłości, ale wymaga pracy.

Przed wejściem w nowy związek emofil powinien stworzyć zestawienie zalet i wad potencjalnego partnera na stałe oraz jasno określić swoje potrzeby. Pomocny bywa spis tzw. zielonych i czerwonych flag (dobrych i niewłaściwych zachowań partnera). Przy poznawaniu kogoś nowego trzeba konfrontować jego cechy z tymi listami - bez idealizowania i żadnych wymówek.

Jedną z najcenniejszych metod radzenia sobie z emofilią jest słuchanie rodziny i przyjaciół. Skoro obraz rzeczywistości bywa zniekształcony, głos osób życzliwych może pomóc ostudzić emocje i dostrzec to, co umyka. Szczególnie ważne są sygnały dotyczące niepokojących zachowań partnera.

Polecana jest także terapia psychologiczna. Pomaga ona rozpoznać schematy emocjonalne, nauczyć się regulowania emocji i budowania zdrowych relacji. Cennym narzędziem jest również prowadzenie dziennika emocji - regularne zapisywanie swoich uczuć pozwala dostrzec powtarzające się wzorce.

Związek z emofilem wymaga cierpliwości, empatii i otwartej komunikacji. Ważne, żeby nie umniejszać uczuć, ale jednocześnie wspierać bardziej stabilne sposoby radzenia sobie z emocjami.

Emofilia to nie zaburzenie ani choroba. To raczej tendencja do przeżywania miłości w szybki, intensywny i romantyczny sposób. Może prowadzić do silnych uniesień, ale i bolesnych rozczarowań. Zrozumienie, skąd się bierze i jak działa, pozwala odzyskać kontrolę nad życiem uczuciowym. Bo miłość nie musi być nieustanną euforią, żeby była prawdziwa. Czasem największym aktem romantyzmu jest nauczenie się, jak kochać mądrze - siebie i innych.