Zagłosowałem w wyborach w Chinach. Do urny szedłem obok żołnierza pod bronią

INTERIA.PL

Celebruję demokrację w otoczeniu półtora miliarda komunistów - pomyślałem, wchodząc do Konsulatu Generalnego Rzeczpospolitej Polskiej w Szanghaju. Budynek, otoczony wysokim ogrodzeniem i jeszcze wyższą roślinnością, przybrał w mojej głowie postać swoistej enklawy na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Przyszedłem tam bowiem w jasnym celu - opowiedzieć się po stronie jednej z dwóch wizji ojczyzny. Okazać poparcie jednemu politykowi, a dezaprobatę drugiemu. Zrobić coś, czego półtora miliarda ludzi wokół mnie zrobić nie może.

Panorama Szanghaju
Panorama SzanghajuINTERIA.PL
decoration

Im dalej od polityki, tym bezpieczniej

Szanghaj nocą
Szanghaj nocąINTERIA.PL
decoration

Inwigilacja, z którą nikt się nawet nie kryje

Głosowałem w enklawie demokracji

Obwodowa komisja wyborcza w Szanghaju
Obwodowa komisja wyborcza w SzanghajuINTERIA.PL
decoration