W czasach, gdy mówi się o tym, jak wielu dorosłych odchodzi od Kościoła katolickiego, niektórzy z pełną świadomością się do niego włączają. Co nimi kieruje?
Mieli odchodzić od religii. Teraz sami proszą o chrzest
Francja od lat uchodzi za jeden z najbardziej zlaicyzowanych krajów Europy. Tym większym zaskoczeniem okazał się gwałtowny wzrost liczby dorosłych zgłaszających się do chrztu. Dziś kraj nad Sekwaną staje się miejscem zaskakującego religijnego zwrotu. Nawet kościelni hierarchowie nie przewidzieli, w jakim tempie dorośli będą zgłaszać się z prośbą o chrzest.
- Francja jeszcze niedawno była przywoływana jako jeden z najbardziej wyrazistych przykładów sekularyzacji w Europie. Dziś coraz częściej mówi się o niej jako o "laboratorium katechumenatu dorosłych". I nie jest to określenie na wyrost. Za tym sformułowaniem stoją bardzo konkretne liczby, które każą uważniej przyjrzeć się temu, co rzeczywiście dzieje się nad Sekwaną - mówi w rozmowie z Interią ks. Tomasz Mnich, odpowiedzialny za katechumenat dorosłych w archidiecezji białostockiej.
W Wigilię Paschalną 2024 roku chrzest przyjęło tam ponad siedem tysięcy dorosłych. Już to było wynikiem wysokim, ponieważ oznaczało wzrost ponad 30% w stosunku do roku poprzedniego. Jeszcze bardziej wymowny okazał się rok 2025, kiedy to liczba dorosłych przygotowujących się do chrztu przekroczyła dziesięć tysięcy, a razem z młodzieżą sięgnęła niemal osiemnastu tysięcy. W ciągu jednej dekady mówimy o wzroście rzędu około 160%.
Ks. Tomasz Mnich nie ma wątpliwości, że nie jest to statystyczna fluktuacja, ale konkretne zjawisko. Jego zdaniem jeszcze bardziej interesujące jest to, kto wchodzi na drogę katechumenatu. Najszybciej rośnie grupa młodych dorosłych w wieku 18-25 lat. Wbrew obiegowym opiniom to właśnie oni stają się najliczniejszą kategorią katechumenów.
Pokolenie, które miało być najbardziej zdystansowane wobec religii, zaczyna zadawać pytania o sens, tożsamość i wiarę - i szuka na nie odpowiedzi nie w sposób powierzchowny, ale poprzez konkretną drogę formacji. Warto zauważyć, że mówimy o kraju, w którym sami biskupi używają sformułowania "przyspieszona dechrystianizacja". Tym bardziej obecny wzrost liczby katechumenów nie daje się łatwo wpisać w proste schematy. Można odnieść wrażenie, że przystępowanie do kościoła jest także niejako oznaką buntu w laicyzującym się społeczeństwie.
Francuski episkopat nie traktuje tego zjawiska jako chwilowego trendu. Coraz wyraźniej mówi się tam o trwałej dynamice, która wymaga konkretnych działań duszpasterskich.
- W praktyce oznacza to konieczność reorganizacji: tworzenia nowych struktur katechumenalnych, przygotowania osób towarzyszących, przemyślenia miejsca katechumenatu w całym duszpasterstwie. Przestaje on być marginesem, a zaczyna stawać się jednym z jego centrów - dodaje ks. Tomasz Mnich.
Europa znów zadaje pytania o wiarę
Francja jest dziś najbardziej spektakularnym przykładem tego zjawiska, ale z pewnością niejedynym. Ożywienie wśród dorosłych zainteresowanych chrztem i włączeniem do Kościoła dostrzegane jest również w innych krajach Zachodu.
W Anglii i Walii od kilku lat notowany jest wyraźny, choć mniej dynamiczny wzrost liczby dorosłych przyjmujących chrzest lub decydujących się na wejście do Kościoła katolickiego. W Stanach Zjednoczonych katechumenat dorosłych od dawna stanowi stały element życia parafialnego, a po okresie pandemii w niektórych diecezjach ponownie zaczął się rozwijać. Nawet w głęboko zsekularyzowanych krajach, takich jak Belgia czy Holandia, pojawiają się sygnały świadczące o rosnącym zainteresowaniu wiarą.
- Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja Europy różni się od tej, którą obserwujemy na innych kontynentach. W Afryce czy części Azji liczba katechumenów od dawna jest wysoka, ale wynika to przede wszystkim z działalności misyjnej Kościoła. Tymczasem w Europie mamy do czynienia z czymś innym: z powrotem pytania o wiarę w świecie, który uznał już kiedyś, że to pytanie zostało zamknięte - podkreśla ks. Tomasz Mnich.
Zdaniem duchownego właśnie dlatego doświadczenia Francji są tak uważnie obserwowane przez Kościół w całej Europie. Pokazują bowiem, że także w społeczeństwach uznawanych za postchrześcijańskie część osób wciąż poszukuje duchowości i świadomie decyduje się wejść na drogę wiary.
Nad Wisłą bez rewolucji
Czy podobny trend można zaobserwować również nad Wisłą? Jak na razie sytuacja w Polsce wygląda zdecydowanie spokojniej niż we Francji. Nie ma danych wskazujących na gwałtowny wzrost liczby dorosłych przygotowujących się do chrztu, a sam katechumenat nadal pozostaje zjawiskiem stosunkowo niszowym.
Wpływ na to ma również specyfika polskiej religijności. W przeciwieństwie do Francji, gdzie od lat wiele dzieci nie jest chrzczonych, w Polsce zdecydowana większość rodziców nadal decyduje się na udzielenie tego sakramentu swoim dzieciom już w pierwszych miesiącach życia. W efekcie grupa osób, które w dorosłości dopiero rozpoczynają drogę do chrztu, jest znacznie mniejsza.
Nie oznacza to jednak całkowitego braku zmian. W ostatnich latach coraz więcej diecezji podejmuje konkretne inicjatywy w tym obszarze. Powstają ośrodki katechumenatu dorosłych - między innymi w Siedlcach, Sosnowcu czy Białymstoku - które próbują budować bardziej systematyczne i świadome podejście do formacji.
- Ich charakter jest wyraźnie formacyjny: regularne katechezy, spotkania w małych grupach, towarzyszenie ze strony duszpasterzy i osób świeckich. Przykłady, takie jak diecezja siedlecka, pokazują, że nie chodzi już tylko o przygotowanie do przyjęcia sakramentów, ale o wprowadzenie w dojrzałe życie chrześcijańskie - komentuje ks. Tomasz Mnich.
Jak podkreśla duchowny, w Polsce nie obserwujemy jeszcze "efektu francuskiego", ale pojawiają się jego pierwsze zalążki. Różnica polega przede wszystkim na skali. We Francji rosnąca liczba katechumenów wymusza tworzenie nowych struktur, podczas gdy w Polsce takie struktury dopiero się kształtują - często z myślą o przyszłości. Przykładowo, na terenie archidiecezji białostockiej chęć przyjęcia chrztu w dorosłym wieku zgłasza obecnie kilka osób rocznie.
Najpierw były pytania
Dlaczego dorośli postanawiają się ochrzcić? Czy chodzi głównie o względy praktyczne, na przykład możliwość zawarcia ślubu kościelnego? Taki impuls rzeczywiście czasem się pojawia, ale - jak podkreślają duszpasterze - byłoby dużym uproszczeniem sprowadzanie wszystkich historii wyłącznie do tego powodu.
Badania przeprowadzone wśród francuskich katechumenów pokazują, że drogi do wiary bywają bardzo różne. Dużą rolę odgrywają media społecznościowe, co właściwie w tych czasach nie powinno nikogo dziwić. Równie istotne są relacje z bliskimi czy osobiste doświadczenia duchowe - czasem nawet przypadkowy udział we Mszy św.
Ks. Tomasz Mnich przyznaje, że nie ma jednej historii katechumena. Każda droga do chrztu jest inna i niejednokrotnie potrafi zaskoczyć.
- Pamiętam osobę, która przyszła po chrzest, odchodząc od duchowości dalekowschodnich - po długim okresie poszukiwań, które ostatecznie nie przyniosły jej wewnętrznego pokoju. Była też sytuacja, gdy wiara obudziła się niejako "pośrednio", w trakcie przygotowania dziecka do Pierwszej Komunii Świętej. Rodzic, towarzysząc swojemu dziecku w nauce katechizmu, sam zaczął zadawać pytania i odkrywać treści, które wcześniej były mu obce - opowiada ks. Tomasz Mnich.
Szczególnie zapadła mu w pamięć również historia dwóch sióstr. Jedna z nich, przygotowując się do chrztu, stała się świadkiem wiary dla drugiej. Po pewnym czasie także ona poprosiła o włączenie do katechumenatu.
Takie historie pokazują, że wiara bardzo często rodzi się w relacji - pod wpływem bliskich osób, rozmów czy wspólnych doświadczeń. Rzadko jest efektem nagłego impulsu.
Jeśli szukać wspólnego mianownika dla osób zgłaszających się do chrztu, nie jest nim jeden konkretny powód, ale raczej doświadczenie poszukiwania. Poszukiwania sensu, wspólnoty, zakorzenienia, a czasem także próby uporządkowania własnego życia.
Chrzest dorosłych rzadko jest efektem jednej decyzji podjętej pod wpływem chwili. Najczęściej stanowi zwieńczenie procesu, który dojrzewał przez długi czas - czasem niemal niezauważalnie - aż ktoś decyduje się świadomie zrobić ten krok.
Droga, nie formalność
Przygotowanie osoby dorosłej do chrztu nie przypomina załatwiania formalności w kancelarii parafialnej. To proces, który zwykle trwa od roku do dwóch lat i składa się z kilku etapów.
Na początku kandydaci spotykają się z duszpasterzami, rozmawiają o swojej historii, motywacjach i poznają podstawy wiary. Później uczestniczą w regularnych katechezach, uczą się modlitwy i stopniowo włączają się w życie wspólnoty. Większość dorosłych przyjmuje chrzest podczas Wigilii Paschalnej, razem z sakramentami bierzmowania i Eucharystii.
Ta droga ma prowadzić nie tylko do poznania podstaw chrześcijaństwa, ale przede wszystkim do świadomej decyzji o wejściu do Kościoła.
- Ta droga ma mocno katechetyczny charakter: prowadzi od "wiary słyszanej" do "wiary przeżywanej i wyznawanej", angażuje całego człowieka, jego rozum, emocje, relacje i uczestnictwo we wspólnocie - wyjaśnia ks Tomasz Mnich.
Nie każdy zostanie ochrzczony
Zasadniczo chrzest może przyjąć każdy nieochrzczony dorosły, który świadomie prosi o ten sakrament. Nie oznacza to jednak, że każda osoba zostaje ochrzczona od razu po zakończeniu przygotowań.
Zdarza się, że kandydat musi najpierw uporządkować pewne sprawy życiowe lub podjąć decyzje, bez których przyjęcie sakramentu byłoby jedynie formalnym gestem.
- Mam za sobą przynajmniej jedną taką historię: po odbyciu pełnego katechumenatu trzeba było ostatecznie odmówić udzielenia chrztu, właśnie dlatego, że konsekwencje sakramentu byłyby w praktyce zignorowane. W takiej sytuacji nie chodzi o "zamknięcie drzwi", ale o uczciwość wobec samego kandydata - jeśli chrzest ma być realnym początkiem życia w Chrystusie, a nie tylko pięknym rytuałem, czasem droga przygotowania po prostu musi się wydłużyć, aż osoba będzie gotowa na konieczne decyzje.
Jak widać, dla wielu osób chrzest nie jest ani rodzinną tradycją, ani dopełnieniem formalności. To moment poprzedzony długą drogą pytań i okupiony osobistymi - często niełatwymi - decyzjami.
